REAL-SPORTING 5-1 45 minut magii i kolejna manita na Bernabeu

Real Sporting 5-1 liga hiszpańska 2015/2016   Tydzień po efektownej manicie w debiucie Zidane’a piłkarze Realu Madryt ponownie wybiegli na murawę Bernabéu, by sprawić radość kibicom i udowodnić, że tamten wynik nie był dziełem przypadku. Udało się to w pierwszej odsłonie meczu ze Sportingiem Gijón, gdy niesieni dopingiem gospodarze zaaplikowali rywalowi 5 bramek i tym samym przebili osiagnięcie sprzed tygodnia. Niestety drugą połowę całkowicie przespali sprowadzając widzów na ziemię i dobitnie pokazując, jak wiele jeszcze jest do poprawy i jak trudne zadanie czeka francuskiego trenera. Jednak przed przerwą madrytczykom wychodziło niemal wszystko. Zwłaszcza trio BBC grało koncertowo imponując skutecznością. Prawie każdy celny strzał (raptem było ich 6 na 10 oddanych w ogóle) kończył się golem, a kanonadę rozpoczął już w 7 minucie Bale kierując głową piłkę do siatki po dośrodkowaniu Kroosa. Chwilę później atomowy strzał oddał Ronaldo, zaś w 12 minucie efektownie trafił Benzema. 3-0 po 12 minutach? Trzeba by się cofnąć wiele, wiele lat, by przypomnieć sobie podobny start w meczu La Liga (bo w Lidze Mistrzów w sezonie 2011/2012 podobny wynik widniał już po 9 minutach spotkania z Dinamem Zagrzeb). Real nadal był nienasycony i w 18 minucie po kapitalnej akcji i dograniu Carvajala Cristiano strzelił gola nr 4. Dopiero wtedy tempo spadło, choć na brak emocji i tak nie można było narzekać. Madrytczycy nadal cisnęli, w pełni kontrolowali boiskowe wydarzenia, a kropkę nad i postawili w 41 minucie, gdy magicznym zagraniem błysnął Isco, a Benzema strzelił na 5-0. Czapki z głów przed tym, co do przerwy pokazali Los Blancos. Niepokoić mogła tylko kontuzja Bale’a, który z grymasem bólu opuścił boisko trzymając się za łydkę.
Po przerwie oglądaliśmy zupełnie inne spotkanie. Real grał wolno i asekurancko, często w bok i do tyłu, oddając zaledwie 3 celne uderzenia na bramkę Cuéllara, wszystkie zresztą marnej jakości. Ta metamorfoza była zupełnie niezrozumiała i nie tłumaczy jej brak Bale’a, nawet jeśli zastępujący go Jesé grał koszmarnie źle. Kontuzja Benzemy w 65 minucie też nie jest usprawiedliwieniem, bowiem Królewscy mają na ławce dobrych zmienników. Akurat dzisiaj ani James, ani Kovačić nie pokazali niczego, co predysponowałoby ich do gry w pierwszej jedenastce. Niemniej gra kulała od samego początku. Brakowało nie tylko tempa i dokładności, ale ambicji i tej zadziorności, jaka cechowała ataki Realu przed przerwą. Zawodnicy wymieniali tylko nieskończoną ilość podań (ostatecznie było ich aż 966 – rekord?), z których poza nabijaniem licznika nic nie wynikało. Natomiast Asturyjczycy grali swobodnie, widowiskowo, przeważali w środku boiska zamykając gospodarzy na ich połowie (!) i nie tylko zdobyli honorowego gola (Isma w 62 minucie), ale wygrali tę odsłonę spotkania. Pozornie nic się nie stało – podpopieczni Zidane’a rozstrzygnęli mecz już wcześniej i pewnie wywalczyli 3 punkty, jednak wrażenie niedosytu pozostało. Apetyt rośnie w miarę jedzenia i klasę drużyny poznaje się też w takich momentach. Gdy rywal leży na deskach – nie wolno go lekceważyć i odpuszczać. Trzeba do końca zachować koncentrację i walczyć o kolejne trafienia. Dzisiaj Real grał tylko 45 minut – przecież właśnie to było w 2015 roku wielkim problemem ekipy Ancelottiego i Beníteza. Gdy drużyna ma do rozegrania tylko jeden mecz w tygodniu, nie ma żadnego usprawiedliwienia dla tak żałosnej postawy. Podobnie jak dla brzydkiego gestu Cristiano Ronaldo, który kopnął rywala bez piłki, lecz zdarzenie to uszło uwadze arbitra. Tak samo jak faul Varane’a, za który Sporting powinien dostać jedenastkę. Wiele by to nie zmieniło, bo dzisiaj Real był o dwie klasy lepszy i wygrał zasłużenie, ale lekki niesmak pozostał.
Drugi mecz Zizou i druga manita. 10 bramek strzelonych w 2 meczach oznacza, że Zinédine Zidane odnotował najlepszy trenerski debiut w historii Realu Madryt. Teraz ma kolejny tydzień na wyeliminowanie błędów oraz poprawę postawy drużyny. Oby tylko kontuzje Bale’a i Benzemy nie okazały się poważne.


Plus meczu: Bale, Carvajal
Minus meczu: Jesé

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: