REAL-DEPORTIVO 5-0 Gareth Bale show i manita w debiucie Zidane’a

Real Deportivo 5-0 liga hiszpańska 2015/2016 debiut Zidane   Przed dzisiejszym meczem z Deportivo La Coru?a nastroje w Madrycie były wyśmienite, zupełnie jakby wszyscy wymazali z pamięci fatalną postawę Królewskich w La Liga podczas pierwszej połowy sezonu i stratę aż 17 punktów, która uczyniła ze zdobycia tytulu mistrzowskiego prawdziwe mission impossible. Rozstanie z Rafą Benítezem i zatrudnienie uwielbianego tu Zinédine’a Zidane’a przywróciło radość nie tylko zawodnikom, lecz również kibicom, którzy w komplecie zapełnili Estadio Santiago Bernabéu, by obserwować debiut Francuza na ławce Los Blancos. Nadzieja na odrodzenie Realu Madryt pod wodzą niedoświadczonego trenera jest równie wielka, jak wspaniała była jego piłkarska kariera. Życie zweryfikuje te oczekiwania, a pierwsza okazja trafiła się już dzisiaj podczas wizyty piłkarzy z Galicji. Przeciwnik pozornie niegroźny, lecz warto pamiętać, że podopieczni Sáncheza del Amo w 9 wyjazdowych meczach obecnego sezonu przegrali tylko raz, a jesienią potrafili wywieźć punkty z Mestalla i Camp Nou. To wystarczy za komentarz. To jednak nie wystarczyło na głośno dopingujące Bernabéu i zmotywowany Real.
Era Zidane’a zaczęła się w najlepszy możliwy sposób – Królewscy wygrali 5-0 długimi momentami prezentując taki futbol i nastawienie, jakiego dawno nie widzieliśmy w Madrycie. Oczywiście jeszcze nie wszystko funkcjonowało idealnie, lecz wyraźnie było widać, że do gry madrytczyków wróciła radość, a to już całkiem sporo. Początek był trochę niezdarny – pierwszą groźną sytuację mieli goście i kapitalną interwencją musiał popisać się Keylor Navas, a w 9 minucie jak na dłoni było widać różnicę w filozofii gry obu ekip: Galisyjczycy kilkoma zawodnikami ruszyli do kontry w tempie huraganu, w odpowiedzi Real po przejęciu piłki mógł zrobić to samo lecz nikomu się nie chciało szybko biec do przodu, więc piłkarze zwolnili grę i pozwolili rywalom ustawić obronę. Niemrawe kontry (Isco kręcący swoje kółeczka, Kroos grający w równym, spokojnym tempie i głównie do boku, bez dynamizmu uruchamiającego szybką akcję) oraz nie najlepsze ustawienie w obronie (Deportivo w całym meczu oddało niemal tyle samo strzałów co Królewscy) to jedyne niedociągnięcia zawodników Zidane’a. Resztę trzeba zapisać po stronie plusów. Deportivo wprawdzie pozostawiło dobre wrażenie – piłkarze mają wyuczone schematy zagrań na jeden kontakt, grali odważnie i wcale nie dali się zdominować, jednak brakowało im skuteczności, która była dzisiaj domeną gospodarzy. Jedynie Cristiano Ronaldo może czuć się nieco rozczarowany – chociaż pod względem aktywności i zaangażowania rozegrał jedno z lepszych spotkań tego sezonu, nie potrafił pokonać bramkarza gości Germána Luxa, i to mimo aż 10 podjętych prób. Najbliżej był po genialnym zagraniu Bale’a pod koniec pierwszej połowy, kiedy to na drodze stanął słupek.
Królewscy złapali rytm po kwadransie. Wtedy to na moment z niebytu powrócił Karim Benzema, specjalista od otwierania wyników – kapitalnie odnalazł się w polu karnym, piętą sprytnie zmienił tor lotu piłki po lekkim uderzeniu Ramosa i wyprowadził gospodarzy na prowadzenie. Gdy kilka minut później po dokładnym dograniu powracającego po kontuzji Carvajala (świetny mecz obrońcy) głową trafił Bale, Madryt mógł odetchnąć. Piłkarze uspokoili grę, bawili się nią, nie forsowali tempa pozwalając rywalowi pograć piłką. Beznema znów zniknął i, nie licząc kilku zepsutych zagrań i zmarnowanych kontrataków, pokazał się dopiero w ostatniej minucie meczu przytomnie dobijając piłkę straconą przez Crisa i ustalając wynik spotkania. Efektywność znacznie lepsza od gry. Imponował za to Gareth Bale – zawodnik meczu. Na początku drugiej połowy po zagraniu Ronaldo trafił na 3-0 zdobywając swojego gola nr 50 w barwach Realu, zaś w 63 minucie skompletował swojego trzeciego (a drugiego w obecnych rozgrywkach) hat-tricka. Książę Walii ma już 6 bramek zdobytych głową w La Liga i pod tym względem jest najlepszy w Europie. Dzisiaj imponował nie tylko skutecznością, lecz także udanymi dograniami do partnerów i poświęceniem w obronie. To ostatnie można zresztą powiedzieć o wszystkich zawodnikach. Starali się, walczyli, nie odpuszczali i ostatecznie sprawili, że debiut Zinédine’a Zidane’a wypadł niezwykle okazale. Jest jeszcze sporo do poprawy, bo przecież nie da się w 3 dni całkowicie zmienić gry drużyny, niemniej widać było świeżość i wielkie chęci, zaś pozytywny impuls, jakim było zatrudnienie Francuza, jest dobrym prognostykiem na przyszłość.


Plus meczu: Bale, Carvajal

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: