EIBAR-REAL 0-2 Kolejne wymęczone zwycięstwo słabego Realu

Eibar Real Madryt 0-2 liga hiszpańska 2015/2016   Zawsze starałem się bronić Rafy Beníteza, chociaż od początku byłem przeciwny jego zatrudnieniu w roli szkoleniowca Królewskich. Skoro jednak zmurszały zarząd tak zdecydował, trzeba trenera wspierać. Gdy jednak obejrzałem kilkanaście spotkań Realu i żadne, absolutnie żadne z nich nie stało na zadowalającym poziomie, to chyba dużą część winy ponosi szkoleniowiec. Miał sporo czasu, by tę grę poukładać jak należy, a piłkarzy bez formy odsunąć od składu. Kontuzje nie mają tu nic do rzeczy, bo ponoć ekipa ma wreszcie dobrych zmienników, którzy notabene prezentują się lepiej niż wyblakłe gwiazdy. Gdy po meczu we Lwowie trener oświadczył, że Real rozegrał dobre 75 minut, moja cierpliwość była na skraju wyczerpnia. Jeśli takie są standardy Beníteza, to nigdy nie powinien przychodzić do wielkich klubów, a już na pewno nie do Realu. Jeśli zadowala go taka gra, jaką prezentowali jego podopieczni w pierwszej połowie z Szachtarem, to niech wraca do Napoli. Tylko że nikt tam za nim nie tęskni (Napoli po jego odejściu wreszcie zaczęło ładnie i skutecznie grać, jest wiceliderem Serie A), podobnie jak w innych klubach, które prowadził. W Madrycie chyba też nikt nie będzie tęsknił…
Po dzisiejszym spotkaniu ligowym z Eibarem postanowiłem mniej się więcej denerwować (łatwo powiedzieć) i mniej pisać. Trzeba to wziąć na wstrzymanie. Real na Estadio Municipal de Ipurúa wygrał 2-0 i zachował 6-punktową stratę do rozpędzonej Barcelony (14 goli w ostatnich 3 meczach), ale grał katastrofalnie. Oczy bolały od patrzenia, jak znani zawodnicy pokazują umiejętności godne co najwyżej polskiej 1 ligi (bo raczej nie Ekstraklasy). Było tak nudno, że w czasie meczu śledziłem internetowe komentarze i jeden doskonale odwzorowuje odczucia sympatyków Królewskich: „Krążą legendy, że podobno Real kiedyś potrafił grać z pierwszej piłki, dokładnie i szybko”krótko i treściwie. Nie po to kibicuję wielkiej i utytułowanej drużynie, by oglądać takie męczarnie i drżeć o wynik z jakimś Eibarem, który kilka miesięcy temu omal nie spadł z Ligi! Bez obrazy dla tych ambitnych graczy, bo biegali dziś sporo, technicznie prezentowali się dwa razy lepiej od madrytczyków, zanotowali mniej strat (Real aż 87) i mniej niecelnych podań (Real niemal 190 !!!). Starali się lecz to nie wystarczyło, chociaż Los Blancos właściwie nie przeprowadzili ani jednej składnej akcji, godnej wielkości tego klubu. Oba gole padły po stałych fragmentach gry. Najpierw Gareth Bale w 43 minucie po rzucie rożnym Modricia trafił głową na 1-0, a wynik ustalił w 82 minucie Cristiano Ronaldo z rzutu karnego, który i tak wykonał bardzo źle (tak samo źle, jak wykonuje rzuty wolne i jak ostatnio wygląda jego gra), ale piłka jednak doleciała do bramki i nawet wpadła. Strzał po ziemi w sam środek, ani mocny, ani precyzyjny. Ja wiem, że gol to gol, ale na miłość Boską – takie farfocle to ja mogę posyłać, a nie piłkarz, który chce wygrywać Złote Piłki i uważa się za najlepszego na świecie. Dzisiaj był najsłabszym ogniwem napadu Królewskich – zmarnował dwie stuprocentowe sytuacje sam na sam z bramkarzem, oddał dwa anemiczne strzały z rzutów wolnych w mur (chyba powinien udać się na lekcję do Williana z Chelsea, jak należy uderzać), co już staje się smutnym standardem tego zawodnika, podobnie jak brak umiejętności dryblingu i minięcia na szybkości rywala. Forma Ronaldo woła o pomstę do nieba od początku sezonu. Podobnie Kroos, który gra obecnie gorzej niż wyśmiewany przez wszystkich Illarramendi (tak, tak, można grać gorzej!). Liczenie skuteczności jego podań jest żałosne, bo to wszystko są piłki w bok lub do tyłu – to ulubione zagrania Realu Beníteza. Dzisiaj nie popisał się także nowy idol madridismo, James. Piłkarz, który niedługo ma rzekomo konkurować z Neymarem o Złotą Piłkę, przeszedł obok meczu marnując sytuacje i spowalniając kontry. Z drugiej strony – kontratak to teraz pojęcie obce Realowi Madryt. Każda piłka jest zatrzymywana, rozgrywana, a następnie podawana w bok lub do tyłu. Tak grać nie wolno. Inna sprawa, że nikomu się nie chce biec do przodu, więc i tak często nie ma komu zagrać. Taki problem ma często Navas – wyłapuje piłkę i zamiast szybkim podaniem uruchomić napastnika czeka kilka sekund, aż ktoś łaskawie wyjdzie na pozycję. A najczęściej i tak musi grać długą piłkę do przodu, bo nikt nie chce jej wyprowadzać. Takie wybicia najczęściej padają łupem rywala, bo nawet taki Eibar grając z Realem rządzi w środku pola i lepiej operuje piłką.
Mógłbym dalej wymieniać, ale po co? Miałem pisać krócej, dzisiaj nie wyszło, ale to z powodu irytacji na kopaninę, której jestem świadkiem w wykonaniu mojego ukochanego klubu. Ile razy jeszcze kibic ponoć „najlepszego klubu świata” (to chichot losu, ale do grudnia Real wciąż nosi ten tytuł!) będzie znosił upokorzenia patrząc na grę swoich ulubieńców? Smutno się robi, gdy oglądam mecze innych czołowych drużyn w europejskich ligach – jaka tam jest walka, jakie tempo, jakie zagrania, jakie bramki padają, z jak trudnych pozycji napastnicy potrafią zdobyć gola, gdy tymczasem nasz wielki rekordzista marnuje sytuacje, które wykorzystałaby większość piłkarzy z okręgówki. Może i w tym chce być najlepszy? Podobnie jak w psuciu rzutów wolnych, które w każdej innej drużynie są zagrożeniem dla bramki rywala, a w Madrycie budzą tylko śmiech politowania. Ile strzałów potrzeba, by zdobyć jednego gola? 100? 150? 200? Pierwsza setka chyba już pękła. Ale nie sam Cristiano jest winny złej gry Królewskich. Tu wszyscy zawodzą, od trenera, kóry nie umie poustawiać drużyny i nie ma żadnego pomysłu na Real (nie bez powodu Benítez pozostaje od dekady bez ważnych trofeów), poprzez prezesa, który go zatrudnił (choć miał do dyspozycji lepszych) i akceptuje ten stan rzeczy, aż po zawodników, którzy wyglądają jak zgraja leniwych paralityków, a nie drużyna, która codziennie razem trenuje. To co trenują, jeśli nie potrafią przeprowadzić jednej składnej akcji? Grę w szachy? Tutaj potrzebna jest nie tylko zmiana trenera (bo z zadowolonym z byle czego Rafą ta tragedia będzie trwać), ale głęboka rewolucja kadrowa. Połowa piłkarzy nie prezentuje poziomu godnego królewskiego herbu, a napastnik jest potrzebny od zaraz. Obawiam się, że zarządowi starców to nie wystarczy do odważnych decyzji i drastycznych zmian, ale przecież Florentino Pérez nie jest ślepcem, on jeździ na te mecze i widzi, jaką padakę gra ten wielki klub. Wielki kiedyś, na pewno nie obecnie. Zresztą założę się, że Benítez będzie zadowolony z gry swoich podopiecznych i znów sprzeda dziennikarzom kilka oderwanych od rzeczywisotści pustych tekstów. Głośno mówi się o tym, że Real dostanie zakaz transferowy na dwa okienka – wtedy z przebudowy nici i będziemy się katować tą koszmarną grą przez kolejny rok.
Póki co nie widać żadnego progresu po meczu z Barceloną. Real nie jest drużyną, nie ma wyćwiczonych zagrań, nie gra zespołowo, nie umie wymienić kilku podań pod naciskiem rywala (Eibar robi pressing, a Real się gubi, ależ to brzmi groteskowo!), nie umie się ustawiać na boisku, nie biega, nie walczy o każdą piłkę, nie posiada graczy robiących różnicę, potrafiących ciekawym zwodem minąć obronę rywala – ma tylko wielkie nazwiska, które na boisku nie udowadniają swej wielkości. Skoro piłka tak przeszkadza madrytczykom w grze, to dlaczego nie grają na kontrę? Gdy jest okazja wyjść z szybkim atakiem, Modrić czy Kroos rozgląda się i gra do tylu lub holuje piłkę aż do straty. Jak widać, wirus Isco zaatakował innych graczy. Tak czy inaczej, ten klub dawno nie grał tak słabo. Jedynym plusem spotkania na Ipurúa był Lucas Vázquez, jakże rzadko wykorzystywany przez naszego geniusza taktycznego. Wszedł w 65 minucie i pokazał taką grę, jakiej oczekuję od każdego piłkarza w białych barwach. Biegał, walczył, dobrze i celnie podawał, wiedział co zrobić z piłką, nie kiwał się niepotrzebnie, nie machał rękami ani nie symulował, wypracował Crisowi stuprocentową okazję (którą ten wzorcowo zmarnował niczym junior z okręgówki) i wywalczył rzut karny. Zagrał krótko i został graczem meczu. Co z tego – w kolejnym znów zasiądzie na ławce.


Plus meczu: Lucas Vázquez
Minus meczu: Cristiano Ronaldo, Kroos

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: