Keylor Navas – nowy bohater Madrytu

Keylor Navas Real Madryt bohaterGdy 4 sierpnia 2014 roku piłkarzem Realu Madryt został Keylor Navas, wybrany właśnie najlepszym bramkarzem La Liga (w barwach Levante, gdzie grał już trzeci sezon, ale po raz pierwszy został podstawowym golkiperem) i zarazem jeden z bohaterów brazylijskiego mundialu (omal nie wprowadził Kostaryki do półfinałów – jego drużyna odpadła w ćwierćfinale dopiero po rzutach karnych z Holandią), wydawał się idealnym kandydatem do obsady królewskiej bramki. Jednak w drużynie wciąż był Iker Casillas i mimo koszmarnej dyspozycji to on był pierwszym wyborem trenera Ancelottiego, a Navas wylądował na ławce. Wraz z odejściem Włocha i przenosinami Casillasa do Porto, Kostarykanin wreszcie dostał swoją szansę. Jego madrycka przyszłość stanęła jednak pod znakiem zapytania, gdy klub w ostatnim dniu okienka transferowego dopinał zakup Davida De Gei. Jak pamiętamy, papiery z Manchesteru United nie przyszły na czas i w ten sposób David pozostał w Anglii, zaś Keylor nadal mógł grać w Realu. Jak przystało na profesjonalistę, nie żywił pretensji za nieeleganckie zachowanie klubu, postanowił wykorzystać swą szansę poprzez poświęcenie i ciężką pracę. Swoim zachowaniem zawodnik natychmiast zyskał sympatię kibiców, a postawą w bramce tylko ją ugruntował. Keylor Navas to nie tylko dwa obronione rzuty karne, to wiele niewiarygodnych interwencji ratujących punkty Realowi, jak choćby te z sobotniego meczu z Celtą, niejednokrotnie ocierające się o cud. To pewność w bramce, jakiej Królewskim bardzo brakowało.
Rafa Benítez jest chwalony za uporządkowanie gry obronnej Realu, który mimo niezbyt porywającej gry nie tylko jeszcze nie przegrał (jako jedyna drużyna w Europie), ale stracił zaledwie 3 bramki w 12 oficjalnych spotkaniach (9 w La Liga i 3 w Lidze Mistrzów). Przypomnę, że na tym samym etapie rozgrywek rok temu Iker Casillas wpuścił 12 bramek (10 w La Liga i 2 w LM) przy podobnej ilości strzałów. Chociaż statystki bywają zwodnicze, a strzał Keylor Navas bramkarz Real Madrytstrzałowi nierówny, to jednak dysproporcja jest na tyle duża, iż można zaryzykować twierdzenie, że to kapitalna forma Keylora jest decydująca przy obecnym świetnym wyniku defensywy Beníteza, zaś obrona wcale nie jest tak dobra, jak się powszechnie twierdzi. Dowodzą tego liczby liderów z najlepszych Lig Europy: na bramkę Bayernu uderzano 66 razy (w 10 ligowych meczach), na bramkę Manchesteru City 69 (9), a na bramkę PSG 80 (10), podczas gdy na bramkę Realu w 9 meczach oddano aż 113 strzałów (w tym 31 celnych). A przecież nawet taki kosmita jak Navas nie będzie wiecznie wszystkiego bronił. Na razie puszcza mniej goli od Neuera, Harta czy Trappa mając dużo więcej pracy lecz koledzy mu niczego nie ułatwiają. Przeciwnie – pozwalają rywalom na oddawanie zbyt wielu strzałów. O ile siła ofensywy Celty czy Atlético jest znana i 18/17 strzałów jest usprawiedliwione, o tyle podobne wyniki ze słabeuszami (Espanyol 14 strzałów, Granada 12, a Levante nawet 15, i to na Bernabéu) zakrawają już na kpinę i burzą mit solidności defensywy Królewskich. Mimo widocznych efektów pracy Beníteza (lepszy pressing, sposób krycia, zaangażowanie w destrukcję graczy ofensywnych – poza jednym niestety) Real nadal broni źle, a maskuje to fenomenalna dyspozycja Keylora Navasa, nowego bohatera Madrytu, już dzisiaj zwanego „KeyLORD”. Przed szkoleniowcem jeszcze wiele pracy. Na razie liczne kontuzje, również w formacji obronnej (najpierw wypadł Danilo, potem Ramos, teraz z kolei brakuje Pepe i Carvajala) uniemożliwiają wystawianie optymalnej kadry i zgrywanie się zawodników, jednak moim zdaniem problem leży gdzie indziej. Real zostawia przeciwnikom zbyt dużo swobody w środku pola, za bardzo się cofa, pozwala się zdominować, często wybija piłkę na oślep lub oddaje ją za darmo podczas ataku. To grzechy od lat obecne w grze Blancos, zupełnie jakby kulało wyszkolenie techniczne zawodników, w co przecież trudno uwierzyć. Jakże często pisałem o małym zaangażowaniu, o walce tylko przez 45 minut, o niepotrzebnym cofaniu się i oddawaniu inicjatywy po strzeleniu gola – widzieliśmy to ostatnio z Celtą i Atlético, ale można zaobserwować praktycznie w każdym spotkaniu. To wszystko jest do naprawy, bo na razie schematy i automatyzmy wprowadzane przez Beníteza nie mają żadnego przełożenia na jakość bronienia. Nadal jest z tyłu zbyt wiele paniki, bronienie całą jedenastką, wobec czego nie ma kto przejmować wybijanych piłek, itd.
Mimo strat kadrowych i frajersko zremisowanych spotkań Real Madryt jest liderem we wszystkich rozgrywkach i trzeba to docenić. Ten fakt jednak nie powinien uśpić madrytczyków i utrzymywać ich w przekonaniu, że wszystko jest bardzo dobrze. Nie jest. Hurraoptymistów przestrzegam: rok temu Real jesienią wygrał 22 mecze z rzędu, a i tak wszystkie rozgrywki zakończył za plecami Barcelony. Forma z początku sezonu nie ma żadnego znaczenia wiosną, gdy decydują się tytuły. Na razie dobrze jest tylko na jednej pozycji – w bramce. Póki co kocur Navas wyjmuje wszystko, co powinien, a często nawet to, czego nie powinien i wręcz nie miał prawa. To jednak nie będzie trwać wiecznie. Podobnie jak kontuzje – i w tym nadzieja. Real radzi sobie grając rezerwami, powinien więc grać jeszcze lepiej będąc w optymalnym składzie.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: