Sto dni Beniteza – i co dalej?

Benitez Real Madryt początek sto dniMoże początek października to jeszcze nie jest właściwy moment, by wyciągać ostateczne wnioski i dokonywać jakichkolwiek podsumowań rozpoczętego w sierpniu sezonu, jednak korzystając z przerwy reprezentacyjnej chciałbym krótko zanalizować pracę nowego szkoleniowca Królewskich Rafy Beníteza. Częściowo zrobiłem to opisując niedawne derby z Atlético na Viente Calderón zakończone remisem 1-1. Był to jeden z najsłabszych występów Los Blancos, a nastąpił po równie słabym chociaż wygranym meczu Ligi Mistrzów z Malmö, gdzie zawodnicy wyraźnie się oszczędzali po to tylko, by 4 dni później zupełnie nie mieć sił na walkę z lokalnym rywalem. Dobra, pewna siebie drużyna nigdy nie odpuszcza, walczy przez 90 minut, dominuje nad rywalem i tworzy sytuacje bramkowe (patrz Barcelona pod koniec poprzedniego sezonu czy obecnie Bayern). Wygrywa pewnie i efektownie, a jeśli zabraknie skuteczności, to przynajmniej jest pewna, że zrobiła wszystko, co mogła (jak Barcelona w meczu z Sevillą). To się nazywa charakter. To jest coś, czego niestety na tę chwilę kompletnie brakuje ekipie z Madrytu.
Rafa Benítez został zatrudniony, by naprawić błędy Ancelottiego, a było ich całkiem sporo. Urodzony madridista wziął się ochoczo do pracy. Usunął z kadry nielubianego i niepotrzebnego Illarrę, pożegnał się z Khedirą, uzupełnił ławkę rezerwowych o obiecujących piłkarzy i „zamurował” bramkę Realu (nie tylko przez zastąpienie niepewnego Casillasa Navasem), bo to formacja obronna była piętą Achillesową Królewskich za czasów Carletto. Ponadto Rafa obiecał rotacje, by wzorem Włocha nie zajechać zawodników, i słowa jak na razie dotrzymuje. Wprawdzie mimo kontuzji kilku graczy taki Czeryszew wciąż marnuje się na ławce, ale grając na pozycji Ronaldo nie może liczyć na częste występy. Nawet mimo katastrofalnej formy Portugalczyka. Jednak Isco czy Kroos mogliby odpocząć trochę na trybunach bo w obecnej dyspozycji nie dają wiele drużynie. W każdym razie Benítez na pewno jest bardziej odważny od konserwatywnego Włocha i pod względem wyboru kadry trudno mieć do niego pretensje. Gorzej z innymi sprawami – taktyką, przygotowaniem fizycznym, motywacją, zgraniem i stylem gry Królewskich. W tych aspektach więcej kuleje niż funkcjonuje i nawet jeśli trener nie wszystko bezpośrednio kontroluje, jest szefem i za wszystko bierze odpowiedzialność. Być może wiele spraw już niedługo się unormuje, ale na tę chwilę, zwłaszcza po minimalistycznym, bojaźliwym wręcz występie na Calderón, gdzie zamiast atakować drużyna tylko broniła, trudno być wielkim optymistą. Real Madryt nie ma prawa tak grać. Tym bardziej, że liga hiszpańska nie wybacza błędów, a straty punktowe ciężko odrobić.

Oto dotychczasowe wyniki Realu w sezonie 2015/2016:
PD 2015.08.23  0:0  Sporting – Real
PD 2015.08.29  5:0  Real – Betis
PD 2015.09.12  0:6  Espanyol – Real
LM 2015.09.15  4:0  Real – Szachtar
PD 2015.09.19  1:0  Real – Granada
PD 2015.09.23  1:2  Athletic – Real
PD 2015.09.26  0:0  Real – Málaga
LM 2015.09.30  0:2  Malmö – Real
PD 2015.10.04  1:1  Atlético – Real
Dwa mecze bez bramek, dwa mecze z jednym golem, dwa mecze z dwoma golami i tylko trzy prawdziwe kanonady, do jakich Real przyzwyczaił swoich fanów. Po fatalnym remisie na starcie La Liga Real strzelił 15 bramek w 3 meczach i wydawało się, że wszystko wróciło do normy. Stylu brakowało, ale skuteczność rekompensowała to z nawiązką. I nagle wszystko siadło – 6 goli w kolejnych 5 meczach to nie jest wynik, jakiego oczekuje madridismo. To raczej wstyd i żenada przy takiej sile ofensywnej, jaką mają Los Blancos. Nieoczekiwane kontuzje Jamesa i Bale’a niczego nie zmieniają, bo Królewscy nadal dysponują całą galerią graczy ze światowego topu. W praktyce jednak zmieniły wiele. Na Bale’u w poprzednim sezonie wieszano psy ale jego dynamizm przydałby się wobec niemocy strzeleckiej Ronaldo (7 meczów bez gola! i to mimo miliona podjętych prób). Brak świetnie dogrywającego Jamesa zbiegł się z kryzysem formy Isco, najbardziej przereklamowanego gracza z Madrytu. Gdy dodamy marne występy niezmęczonego przecież Kroosa okaże się, że nie ma komu tworzyć okazji strzeleckich. Niestety ani Benzema, ani Bale, ani tym bardziej Ronaldo to nie są zawodnicy, którzy w trudnej sytuacji w pojedynkę zrobią coś z niczego, tak jak potrafią Messi, Suárez i Neymar. Sam Modrić, jedyny piłkarz, który w tej drużynie umie dryblować i nie unika starć jeden na jeden, wiele nie zdziała. Czy brak formy u gwiazdorów to wina Beníteza? Raczej nie. Ale decyzje personalne już tak, podobnie jak brak zaangażowania wielu graczy, unikanie pressingu, statyczna i wolna gra, podawanie do tyłu, brak dynamiki akcji, itd. To już są elementy, na które ma wpływ. Zawodnik nie ma formy – nie gra. Proste, prawda? Ale nie w Madrycie. Kto inny jak nie trener ma zmotywować piłkarzy do biegania? Dlaczego jak za Carlo grają 45 minut, a potem są tylko cieniem drużyny? Brakuje sił na początku sezonu? Czemu boją się złamać schemat, zagrać w sposób nieoczekiwany? Właśnie brak gotowości do podjęcia ryzyka, brak agresywnej postawy wobec rywala odbiera Realowi wielkość, jak po derbach słusznie zauważył Jorge Valdano. Dlaczego zawodnicy są tak niezgrani ze sobą? Marnują kontry, są niedokładni, podają niedbale, źle się ustawiają, a gra z klepki praktycznie nie istnieje. Skoro proste schematy nie działają, to w takim razie co oni ćwiczą na treningach? Można jeszcze tak długo wymieniać. Real Beníteza gra brzydki, archaiczny futbol, którego oglądanie męczy każdego fana piłki nożnej. Przykro to pisać, ale tak właśnie jest. I to jest wina szkoleniowca. Jest w Madrycie już ponad 100 dni i efekty jego działań powinny być bardziej widoczne. Wzmocnienie obrony na nic się nie zda, jeśli atak będzie kulał. Z kolei atak będzie kulał, gdy linia środkowa nie podejmie ryzyka, nie wykona podań łamiących skomasowaną obronę rywala i wciąż będzie wybierała bezpieczne wycofywanie piłki lub grę po obwodzie. A będzie tak wybierała, gdy trener zarządzi defensywną taktykę, jak w starciu z Atlético. To pierwszy poważny egzamin Beníteza, może nie oblany po całości (nie przegraliśmy 0-4), ale zdany z oceną najwyżej mierną. Zaledwie dwa celne strzały mówią wszystko. Rywal był wymagający, ale wcale nie grał wielkiego meczu i nie umywał się do ekipy sprzed roku, a stawiających podobne wymagania drużyn jest w La Liga co najmniej kilka. Dlatego trzeba zmienić nastawienie i włożyć więcej wysiłku, bo kolejne remisy nie wchodzą w grę.
Jeśli Hiszpan chce liczyć na stałą pracę i przychylność madryckiej publiczności, musi sobie szybko przypomnieć, jakie wartości są tu cenione. Zwalniano bardziej utytułowanych trenerów i to mimo zdobycia mistrzostwa (Fabio Capello) tylko za to, że Real nie grał widowiskowo. 3 remisy w 7 ligowych meczach, mizerna skuteczność, leniwe tempo – nie tego oczekują kibice najdroższego klubu świata. Sprawnie przeprowadzane konferencje prasowe nie pomogą – Benítez nie powtarza nudnych formułek i pustych haseł Ancelottiego, dobrze się go słucha, widać że ma pomysł na drużynę, ale chcielibyśmy tego doświadczyć na boisku. Każde spotkanie można przegrać, ale po walce do upadłego przez 90 minut, a tego nie widzieliśmy w żadnym ze spotkań. Liczę, że teraz to się zmieni i już w tym sezonie nie zobaczę już tak kiepskiej gry, jak w Malmö czy w drugiej połowie z Atlético. Kibic musi wierzyć….
Na koniec ciekawostka – porównanie startów ligowych Realu w ostatnich latach (sytuacja po 7 meczach). Najwięcej punktów (18) zebrał Pellegrini w sezonie 2009/2010, najskuteczniejszy był Ancelotti rok temu (25 bramek, o 10 więcej niż Benítez), najlepszy bilans bramkowy (+18) miał Mourinho w rekordowym sezonie 2011/2012. Jak widać, nigdy nie było idealnie i teraz też nie ma powodu do rozdzierania szat. Szkoda straconych punktów, ale wszystko jeszcze można nadrobić. Bardziej boli i niepokoi słaba gra drużyny i katastrofalna forma kilku decydujących piłkarzy, z Cristiano Ronaldo i Isco na czele. Może dobra dyspozycja powróci za kilka dni, po zakończeniu eliminacji Euro 2016, gdy zawodnicy będą mogli w pełni skupić się na rozgrywkach klubowych. Kibic musi wierzyć….


Rok        Punkty    Gole        Bilans
2009        18        21-6        +15
2010        17        16-3        +13
2011        16        24-6        +18
2012        11        14-7        +7
2013        16        14-7        +7
2014        15        25-9        +16
2015        15        15-2        +13 (a po 3 meczach było +11)
Dla porównania dwa poprzednie starty Barcelony:
2013        21        24-5        +19
2014        19        19-0        +19
Można? Można!
Ku pokrzepieniu serc obecny start Katalończyków:
2015        15        12-9        +3
Niestety nawet tak mizernej Barcelonie Real Beníteza nie potrafił odskoczyć w tabeli.
Do pracy, panowie! Do pracy!

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: