W oczekiwaniu na powrót króla

Cristiano Ronaldo 2015 skutecznośćRonaldo czy Messi? Messi czy Ronaldo? To pytanie nurtuje piłkarskich kibiców od kilku sezonów. Żyjemy w wyjątkowej dekadzie, w której ci dwaj zawodnicy wyprzedzający swą epokę biją wszelkie rekordy i tylko między sobą rozdzielają tytuły i zaszczyty. Który jest lepszy? To już kwestia bardzo subiektywna. Cristiano Ronaldo jest ponad dwa lata starszy, a w hiszpańskiej Primera División rozegrał 5 sezonów mniej, mimo to w wielu statystykach prześcignął Argentyńczyka, chociaż ten gra w najbardziej utytułowanej drużynie ostatniej dekady. Utarło się przekonanie, że Messi lepiej drybluje i więcej kreuje, zaś Cris jest lepszym egzekutorem, ale tak naprawdę nie da się tego jednoznacznie stwierdzić, gdyż obaj mają na koncie spektakularne osiągnięcia. Krótko je przypomnę. Od 2008 roku Messi zdobył 4 Złote Piłki, Ronaldo 3, i zapewne za rok 2015 też wygra ją jeden z nich; w ligowych rozgrywkach Ronaldo ma 4, Messi 3 tytuły króla strzelców; podobnie na arenie europejskiej (tzw. Złoty But) – CR 4, Messi 3; w Lidze Mistrzów obaj są najlepszymi strzelcami, Ronaldo ma na koncie 80 bramek, Messi 77, a licznik wciąż bije. Messi 5 razy był królem strzelców Champions League, Ronaldo 4, ale to Portugalczyk ustanowił rekord goli strzelonych w jednym sezonie rozgrywek – 17. Z kolei Messi dzierży rekord bramek ligowych (50), jednak Cristiano jest tuż za nim z ubiegłorocznym wynikiem 48. To liczby nieosiągalne w innych ligach krajowych przez jakichkolwiek piłkarzy. To prawdziwy pojedynek tytanów.
Obecny sezon nie zaczął się dla obu najlepiej – Leo Messi doznał kontuzji wykluczającej go z gry w kilku meczach, z kolei Cristiano Ronaldo wciąż szuka formy i chociaż po 6 kolejkach prowadzi w tabeli strzelców La Liga, to jednak wszystkie swoje 5 goli zdobył w jednym spotkaniu. W pozostałych wcale nie Cristiano Ronaldo 2015 kryzys wyniki tytułytrafiał, a taka posucha w Realu jeszcze mu się nie przydarzyła. Niepokoić może zwłaszcza ostatni mecz z Málagą, w którym madrycki crack uderzał bez powodzenia aż 14 razy. Nie trafiał w bramkę w sytuacjach, które niegdyś wykorzystałby z zamkniętymi oczami. Był najsłabszym zawodnikiem na boisku. W sezonie 2015/2016 do zdobycia swoich 5 ligowych goli potrzebował aż 48 strzałów, co daje skuteczność na poziomie 10,4%, ponad połowę niższą niż jego średnia w Realu. Równie źle wyglądają statystyki strzałów celnych – jest ich dużo mniej, i ledwo co czwarty jest skuteczny (rok wcześniej co drugi). Jakość uderzeń znacząco spadła, a znak firmowy Portugalczyka – słynny tomahawk (zwany też: opadający liść) rzadko łamie ręce bramkarzom, na ogół lądując w murze lub na trybunach. Jak powszechnie wiadomo, siła zwykle nie idzie w parze z precyzją, dlatego o uderzeniach z rzutów wolnych w stylu Messiego w samo okienko bramki można zapomnieć. A przecież Cristiano potrafił łączyć siłę z precyzją, wystarczy przypomnieć czasy w United. Tam też dryblował nie gorzej od Argentyńczyka, wchodząc w pole karne był jak dynamit. Te cechy zatracił, nie ma dawnego błysku, zapału, tej młodzieńczej wściekłości, szukania gry za wszelką cenę i dążenia za piłką. Jest statyczny, przegrywa pojedynki, niedbale podaje i często potrafi się zirytować, gdy nie dostanie podania od kolegi. Nie oczekuję, by w wieku 30 lat piłkarz, nawet tak kompletny i dbający o siebie jak Ronaldo, biegał jak szalony przez pełne 90 minut, lecz mimo wszystko od zdobywcy kilku Złotych Piłek można żądać pewnej wszechstronności i umiejętności minięcia kilku rywali. Skoro zawodnik tyle wymaga od innych, musi też więcej wymagać od siebie. O ile jednak da się zaakceptować pewną metamorfozę jego pozycji na boisku, zmianę z playmakera w typowego killera wykańczającego akcje kolegów (bo skrzydłowym już dawno przestał być, nawet jeśli jest tam ustawiany przez trenera), o tyle brak skuteczności niepokoi jeszcze bardziej. Bo skoro nie można liczyć na penetrujące passy przez całe boisko albo udane pojedynki z kilkoma obrońcami, jakimi wygrywa mecze Messi, o tyle trzeba wymagać przynajmniej odpowiedniego poziomu kończenia akcji. Tym bardziej, że przecież cała gra jest ustawiona pod niego. Bez tego niewiele zostaje, bo sama szybkość Portugalczyka nic nie daje przy drużynach murujących bramkę. Pozostaje radość, że chociaż CR7 z roku na rok traci swoje atuty, to nadal bije strzeleckie rekordy, do jakich pozostali nawet się nie zbliżają. I w tym sezonie na pewno też tak będzie. Niech tylko wrócą do gry Bale i James, bo z takimi kreatorami gry jak holujący piłkę i szukający na siłę dryblingu Isco czy toporny Jesé trudno o dobre dogrania.
Przed Realem bardzo ważne i ciężkie mecze ligowe z Atlético, Celtą i Sevillą, a potem El Clásico na Bernabéu. Wprawdzie tytuł mistrza Hiszpanii nie Cristiano Ronaldo 2015 powrót królarozstrzygnie się w październiku i listopadzie, lecz kolejne straty punktowe mogą bardzo oddalić lub pogrzebać szanse Madrytu. Wiosną Barcelona już z Ardą i Vidalem będzie trudna do zatrzymania i właśnie teraz jest dobry moment, by odskoczyć najgroźniejszemu rywalowi. Katalończycy nie grają przekonująco, ale mozolnie gromadzą punkty i w tabeli wyprzedzają Królewskich, którzy dwa razy frajersko się potknęli. Jeśli Real poważnie myśli o krajowej dominacji, musi odwrócić tendencję i wygrać wszystkie najbliższe starcia. Skoro pogubił punkty ze słabeuszami, musi ich poszukać w meczach z wymagającymi rywalami. Tylko tak udowodni, że zasługuje na tytuł. Do tego jednak potrzebuje silnego lidera w optymalnej dyspozycji. Cristiano, który jest o krok od pobicia bramkowego rekordu Raúla (i być może to go blokuje psychicznie) musi udowodnić, że ciągle jest wielki, że potrafi pociągnąć swój zespół do sukcesów. Bez tego jego indywidualne trofea na nic się nie zdadzą. Dlatego teraz bardziej niż kiedykolwiek czekamy na powrót króla.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: