VALENCIA-REAL 2-1 Porażka na Mestalla i koniec zwycięskiej serii

Valencia Real Madryt 2-1 liga hiszpańska 2015   Fantastyczny rok 2014 zakończył się niezbyt efektownie – po wygraniu Klubowych Mistrzostw Świata Real Madryt 30 grudnia przegrał 2-4 w towarzyskim spotkaniu z Milanem w Dubai Football Challenge. W przeciwieństwie do Włochów piłkarze Ancelottiego niezbyt poważnie podeszli do spotkania grając ospale i bez pomysłu, dając pokaz kompletniej niemocy w ataku pozycyjnym. Na pytanie, czy to tylko kamuflaż i w jakiej naprawdę formie są Królewscy (którzy mimo kolejnych zwycięstw od listopada grają mało przekonująco), miało odpowiedzieć dopiero spotkanie z Valencią na Mestalla. Przeciwnik trudny, teren niewygodny, gdzie nawet Barcelona długo się męczyła i wyrwała 3 punkty dopiero strzałem rozpaczy w 94 minucie. Niestety Los Blancos oblali także ten egzamin.
   Mecz rozpoczął się zgodnie z oczekiwaniami od wielkiego naporu gospodarzy. Na pierwszy kwadrans Real po prostu nie dojechał – piłkarze z Madrytu zupełnie sobie nie radzili z żywiołowymi graczami Valencii, którzy dominowali w środku pola i napędzili niemrawym gościom sporo strachu. W 13 minucie do graczy Ancelottiego uśmiechnęło się szczęście – w polu karnym piłkę ręką zagrał Álvaro Negredo, a po strzale z rzutu karnego prowadzenie zdobył Cristiano Ronaldo. To uspokoiło grę Królewskich, którzy wprawdzie nie zachwycali, ale do przerwy stworzyli jeszcze dwie okazje bramkowe. Najpierw Ronaldo minąwszy bramkarza trafił w boczną siatkę, zaś w 45 minucie będący zupełnie poza grą Benzema w idealnej sytuacji zamiast oddać soczysty strzał jak na napastnika przystało, zwyczajnie podał piłkę Alvesowi. Chwilę później gospodarze mogli wyrównać, lecz po rykoszecie Casillasa uratował słupek. Jakości było niewiele lecz emocji na wypełnionym po brzegi Mestalla nie brakowało. Spotkanie było bardzo ostre i dopiero 7 żółtych kartek nieco uspokoiło gorące głowy zawodników. Real mógł być zadowolony z prowadzenia, jednak na pewno nie ze swojej gry. Za wolno, bez pomysłu i bez błysku. Jak z Milanem.
   Po zmianie stron nic się nie zmieniło – nadal Valencia cisnęła, a Los Blancos oddali inicjatywę, przegrywali środek pola i mieli problemy z orgnizowaniem płynnych akcji. Już w 46 minucie mogło być 1-1 gdy André Gomes minimalnie chybił, lecz taka apatyczna gra mistrzów świata prędzej czy później musiała się źle skończyć. Gol na 1-1 padł w 52 minucie gdy po uderzeniu Barragána piłka zahaczyła o Pepe i zmyliła Casillasa. To było ostrzeżenie dla Realu, że trzeba zacząć biegać, grać dokładniej i włożyć trochę wysiłku w to spotkanie. W 59 minucie rajd Bale’a omal nie zakończył się golem, lecz Walijczyk niepotrzebnie połasił się na trafienie zamiast podać do lepiej ustawionego kolegi, i to było jedyne zagrożenie pod bramką rywala w tej fazie meczu. Skoro Real nie strzela, zrobili to gospodarze. Ramos nie upilnował Otamendiego, który po rzucie rożnym w 65 minucie głową zdobył bramkę na 2-1 i wybił gościom z głowy kontynuowanie serii zwycięstw. Gospodarze byli znacznie lepsi technicznie od madryckich gwiazdorów, mieli więcej chęci do gry, a tempo ich akcji mogło tylko budzić podziw. Chwilę później po kapitalnej akcji Nietoperzy powinno być 3-1 ale w stuprocentowej sytuacji przestrzelił Barragán. Królewscy byli całkowicie rozbici i zupełnie nie potrafili zareagować na dynamiczną grę Valencii. Przycisnęli dopiero w ostatnich minutach lecz mimo dwóch dobrych szans Isco i Ramosa piłka nie chciała wpaść do bramki i wynik już nie uległ zmianie. Real przegrał będąc drużyną znacznie słabszą od świetnie zorganizowanej Valencii, grając niedokładnie i bez odpowiedniej szybkości. Panowie zapomnieli, co to gra z pierwszej piłki czy wychodzenie na pozycje. Od najlepszej drużyny świata mamy prawo wymagać znacznie więcej niż zobaczyliśmy dzisiaj. Na stojąco i bez zaangażowania się meczów nie wygrywa. Trzeba biegać, biegać i jeszcze raz biegać. Taka np. Borussia Dortmund przebiega podczas meczu ok. 120 km – przypuszczam, że dzisiaj panowie ze stolicy nie zrobili nawet 100. Zmęczenie piłkarzy jest aż nadto widoczne, a uspokajające stwierdzenia wiecznie zadowolonego Ancelottiego to jedynie robienie dobrej miny do złej gry. Pora na rotacje i uzupełnienie kadry pełnowartościowymi zmiennikami, których Realowi brakuje. Mimo 2 tygodni wolnego niektórym zawodnikom przerwa świąteczna nie wyszła na zdrowie. Benzema myślami chyba dalej jest przy skokach spadochronowych w Dubaju, Bale poza szybkością zatracił swe pozostałe walory, Cristiano strzelał słabo i w środek bramki będąc zaledwie cieniem wielkiego zawodnika, a bez tej trójki meczów nie można wygrywać. Tym bardziej, gdy popełnia się tak dużo błędów w obronie.
   Licznik kolejnych zwycięstw Realu zatrzymał się na liczbie 22, nie będzie więc pobicia odnotowanego w księdze Guinnessa rekordu brazylijskiej Coritiby, która wygrała 24 mecze z rzędu. Jednak wymowa osiągnięcia Realu Madryt jest zupełnie inna – wystarczy porównać, z jakimi drużynami mierzyli się Brazylijczycy, a z jakimi Los Blancos. Tak czy inaczej piękna seria została przerwana, tym razem już w oficjalnym meczu, i należy tylko trzymać kciuki, by Królewscy wyciągnęli z tej porażki wnioski i jak najszybciej odzyskali świeżość. Rok 2015 rozpoczęli najgorzej jak mogli, teraz może być tylko lepiej. Oby, bowiem już w środę mecz na Vicente Calderón z mistrzem Hiszpanii w 1/8 Copa del Rey.


Minus meczu: Benzema
Plus meczu: Isco

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: