Mourinho na Bernabeu

Jose Mourinho 2026

José Mourinho to postać absolutnie wyjątkowa dla Realu Madryt. Legendarny szkoleniowiec, który może nie wygrał z Realem Ligi Mistrzów (pamiętne karne z Bayernem w półfinale, gdy pudłowali Cristiano, Kaka i Ramos posyłający piłkę w kosmos), ale stworzył solidne fundamenty pod najlepszą dekadę w historii klubu. Zmienił wiele w jego strukturach, zaszczepił piłkarzom zwycięską mentalność i stworzył potwora (liga rekordów, 100 punktów, 121 bramek, najlepiej grający Real w XXI wieku). Mourinho skończył z klątwą 1/8 finału LM (Real przez 6 lat odpadał na tak wczesnym etapie rozgrywek), przywrócił Królewskim należne miejsce w Europie (trzy razy półfinał), ale przede wszystkim skończył hegemonię najlepszej Barcelony w historii pod wodzą Pepa Guardioli. Długo by można pisać i godzinami dyskutować, ale dzisiaj nikt nie czyta długich tekstów, więc na tym poprzestanę. Jest okazja wspomnieć José, bo po 13 latach Portugalczyk znów przyjedzie do Madrytu. Tym razem jako trener Benfiki, z którą Los Blancos powalczą o awans do 1/8 finału. Tej samej, która kilka dni temu rozbiła Real na Estádio da Luz w Lizbonie. Mourinho dał prawdziwą lekcję futbolu swojemu przyjacielowi Álvaro Arbeloi, który teraz prowadzi Królewskich. Okazja do rewanżu już za kilkanaście dni.

W skrócie przypomnę, o co chodzi. Zakończyła się pierwsza część rozgrywek Ligi Mistrzów sezonu 2025/2026, tzw. faza ligowa. Pierwsze 8 zespołów awansuje dalej, do fazy pucharowej, a drużyny z lokat 9-24 walczą o pozostałe 8 miejsc. Real Madryt w ostatniej kolejce przegrał w Lizbonie, spadł z 3 na 9 miejsce, a Benfica dzięki wygranej wskoczyła na miejsce 24. Teraz obie drużyny zagrają o awans. Sam mecz w Lizbonie był żenujący w wykonaniu madryckich milionerów, którym zwyczajnie się nie chciało wysilać. Degrengolada tej drużyny w obecnym sezonie osiąga apogeum. Przegrana Superpucharu z Barceloną, odpadnięcie z Pucharu Króla z drugoligowcem, zwolnienie trenera Xabiego Alonso, który próbował coś zmienić i zagonić do pracy rozpieszczonych przez Ancelottiego piłkarzy. Nie dało się. Jaśnie panowie się zbuntowali (treningi zbyt intensywne, wymagania zbyt duże, odprawy zbyt długie, za dużo informacji do przyswojenia, i tak dalej), a zarząd niestety stanął po stronie zawodników, którzy dla klubu stanowią aktywa. Szkoleniowca łatwiej zmienić, więc w miejsce Xabiego przyszedł zaufany pupil prezesa, Álvaro Arbeloa. Czy coś się zmieniło? Na chwilę tak, ale po dwóch niezłych meczach panowie się zmęczyli i mecz w Lizbonie zwyczajnie odpuścili.

Ważniejsze w tej historii jest co innego. Powrót legendy. José Mourinho to już nie ten trener co dekadę temu, gdy uznawano go za najlepszego na świecie. Futbol mu trochę odjechał, tułał się po klubach spoza ścisłego topu (Roma, Fenerbahce, teraz Benfica) i nagle okazało się, że stary lis dalej kąsa, że on nadal ma tę magię, którą rozkochał madridismo 15 lat temu. Jego drużyna zagrała tak, jak tamten Real. Z polotem, z finezją, intensywnie, mądrze. Real wymienił dwa razy tyle podań, miał dwa razy większe posiadanie piłki, ale nie umiał z nią nic zrobić, nie potrafił zatrzymać ataków poukładanych i natchnionych gospodarzy. Dwa przebłyski geniuszu Kyliana Mbappé to za mało, gdyż nie było drużyny, bo Real to obecnie zlepek indywidualności biegających bez ładu i składu. Benfica zdobyła 4 gole, a mogła dwa razy tyle. Do tego ostatnią bramkę decydującą o awansie, strzelił bramkarz w ostatniej minucie meczu. Hitchcock by lepiej nie wymyślił. Real się skompromitował, a Mourinho znów jest wielki. Być może tylko przez moment, ale znów osiąga wynik ponad możliwości. Jak z Porto w 2004 roku, jak z Interem w 2010 czy Realem w 2012. I znów madridistas chcieliby go widzieć na ławce w Madrycie. Bo jeśli ktoś byłby w stanie posprzątać ten bajzel i postawić wyblakłe gwiazdeczki do pionu, to właśnie on. The Special One.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: