AIRBAG The Greatest Show On Earth

Airbag Greatest Show On Earth recenzjaAIRBAG
The Greatest Show On Earth
2013
altaltaltaltalt

Muzycy z Airbag regularnie co 2 lata serwują swą nową muzykę, tak więc nadszedł czas na ich 3 album. Jeśli ktoś dotychczas nie zetknął się z twórczością Norwegów przypomnę, że grają progresywny rock w klimatach Pink Floyd czy Porcupine Tree, i wielbicieli tych kapel nowy krążek z pewnością nie rozczaruje. Powiem więcej – powali na kolana, bo to najbardziej dojrzała i najlepsza muzycznie płyta zespołu. Nie, nie wnosi niczego nowego, można nawet powiedzieć, że jest w pewnym sensie odtwórcza (echa w/w grup są aż nadto słyszalne w muzyce, widoczne w układzie utworów czy okładce płyty), ale to wcale nie przeszkadza jej być wielką. To duża sztuka grać podobnie do innych, ale nie zatracać przy tym własnej tożsamości. Norwegowie robią to po prostu dobrze i z płyty na płytę są coraz lepsi. Skoro nad swoim najnowszym dziełem pracowali kilkanaście miesięcy i mieli odwagę zatytułować je Największy show na ziemi (pamiętacie The Great Gig In The SkyCiemnej strony księżyca Floydów?), to płyta nie może być tylko przeciętna. I nie jest.
Nie do każdego trafi ta muzyka, ale też nie sądzę, by sięgali po nią miłośnicy np. ostrego metalu. Hasło Pink Floyd mówi wiele i zupełnie wystarcza. Anglicy zakończyli działalność lata temu, lecz byliby dumni z takiego krążka jak The Greatest Show On Earth. Zaledwie 6 nagrań, ale aż 50 minut niezwykle pięknej, tworzącej kolorowe pejzaże, przestrzennej muzyki z subtelną elektroniką, urzekającymi gitarami i delikatnym wokalem. Poza krótkim wstępem kompozycje są rozbudowane, a ta koronna trwa niemal 19 minut i nie nudzi ani przez moment. Czy jest sens opisywać te dźwięki? Chyba niekoniecznie. Kto w czasach wszechobecnej plastikowej tandety słucha jeszcze rocka progresywnego, ten zna doskonale potencjał Airbag. Może nie osiągnęli u nas poziomu popularności swoich ziomali z Gazpacho, lecz nowy album może im w tym wydatnie pomóc. Właściwie każdy utwór porywa. Z pewnością Redemption z genialnymi gitarami, urokliwy Call Me Back z klimatami Welcome To The Machine Pink Floyd, czy przebojowy (w artrockowym znaczeniu) utwór tytułowy. Z kolei zamykająca wydawnictwo suita Surveillance (Part 2-3) to już prawdziwe magnum opus zespołu. Nic dodać, nic ująć. Nie ma co pisać, po prostu trzeba posłuchać. Każdy dźwięk jest wyważony, nie ma tu ukłonów w stronę komercji, kawałków na singel czy radiowej sieczki. Jest muzyka przez duże M dla osób kochających twórczość Davida Gilmoura, Stevena Wilsona, Andy’ego Latimera, Steve’a Hacketta, itp. itd. Mógłbym długo wymieniać, ale po co? Dla mnie jedna z najlepszych płyt roku 2013. Kocham Pink Floyd, a Airbag podążają tą samą drogą. Już czekam na następny album Norwegów…
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: