JOAN JETT AND THE BLOCKHEARTS Unvarnished

Joan Jett Blockhearts Unvarnished recenzjaJOAN JETT AND THE BLOCKHEARTS
Unvarnished
2013

Powroty, powroty, ile już ich było w tym roku? Oto mamy kolejny, o którym kompletna cisza. Joan Jett może nie należy dzisiaj do gwiazd pierwszej wielkości, ale jej hit sprzed 20 lat I Love Rock’n’Roll znają i pamiętają chyba wszyscy. Gdyby jednak trzeba było wymienić coś więcej…. W latach 70. grała na gitarze i śpiewała w damskim punkowym zespole Runaways u boku m.in. Lity Ford (przy okazji polecam film The Runaways: Prawdziwa historia, nieco przybliżający fenomen kapeli, która utorowała kobietom drogę do rocka), potem stworzyła własną grupę Blockhearts, z którą występuje do dzisiaj.
   Unvarnished, nowy krążek legendarnej wokalistki, to pierwsza od 7 lat i, jak twierdzi sama autorka, najbardziej autobiograficzna płyta w całym jej dorobku – w tekstach nawiązuje do śmierci rodziców (w ostrym utworze Fragile), ale też m.in. ofiar huraganu Sandy (Make It Back). Wśród zaproszonych gości Dave Grohl (Nirvana, Foo Fighters) – gra w openerze Any Weather, i Laura Jane Grace (liderka punkowej formacji Against Me!). Goście gośćmi, ale i tak najważniejsza jest muzyka, a ta nie zawodzi. Niby nic nowego, bo przecież Joan Jett gra od lat to samo, jednak ta przerwa dobrze wpłynęła na jej formę. Piosenki są zadziorne i przebojowe, a niektóre z nich powinny wejść do kanonu dokonań Amerykanki. Z pewnością TMI – mój absolutny faworyt, skonstruowany podobnie do klasycznego I Love Rock’n’Roll. Cały krążek dowodzi, że Joan nadal kocha rock’n’rolla. Reality Mentality to kolejny murowany hicior. Bardziej teoretycznie, bo u nas płyta przeszła bez echa i nie wylansuje przebojów – takie życie. Radia zapominają o klasykach rocka prezentując kolejne plastikowe gwiazdy, po których za kilka lat nie będzie śladu.
Żeby nie było nudno, Unvarnished potrafi też zaskoczyć. Pośród zgiełku rockowych kawałków nagle, na samym końcu pojawia się sentymentalna ballada Everybody Needs A Hero ze smykami w podkładzie (a jakże!). Nic wielkiego, ale sympatyczna niespodzianka. Jak zresztą cały album niepokornej duszy rocka. To nie jest wielka płyta, nawet trudno dać dużo gwiazdek (od serca 3, ale obiektywnie 2) – ot po prostu klasyczne rock’n’rollowe granie w starym stylu, może bez fajerwerków, ale na równym i całkiem przyzwoitym poziomie. Z pewnością miła niespodzianka dla fanów artystki. W wersji deluxe albumu dodatkowo 4 nagrania koncertowe, wśród nich nieśmiertelny kawałek Runaways Cherry Bomb.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: