FAST AND THE FURIOUS 6 Szybcy i wściekli 6

Fast Furious 6 Szybcy wściekli recenzja Rodriguez DieselFAST AND THE FURIOUS 6
Szybcy i wściekli 6

2013, USA
akcja, reż. Justin Lin
altaltaltaltalt

Do oceny kultowych serii trzeba podchodzić bardzo ostrożnie, a w przypadku Szybkich i wściekłych to określenie pasuje idealnie. Kolejna odsłona przygód Toretto i O’Connera jest identyczna jak poprzednia więc obojętnych nie zainteresuje, a fanów na pewno nie rozczaruje. Ja przyznam otwarcie, że (mimo angażowania do kolejnych części coraz mniej atrakcyjnych aut) lubię tę serię, która po drobnym kryzysie formy wyraźnie odzyskała wigor. Tym razem jednak daruję sobie opisywanie fabuły, gdyż jest ona tak pokręcona, że jej sensowne przedstawienie byłoby dłuższe od całej recenzji. Najważniejsze, że mamy dokładnie tę samą grupę bohaterów co w znakomitej, najlepszej dotychczas 5 części, wzbogaconą jeszcze o cudownie zmartwychwstałą dziewczynę Doma Letty (Michelle Rodriguez), która tym razem dla odmiany stoi po ciemnej stronie mocy.
   Nasi bohaterowie (zwani Rodziną) pławiący się w luksusach po efektownym skoku w Rio i wyraźnie znudzeni bezczynnością, tym razem stają przed znacznie większym wyzwaniem i trudniejszym przeciwnikiem, ale wsparcie, jakim dysponują, pozwala drwić ze wszelkich przeciwności. Szybcy i wściekli 6 to kino wybitnie rozrywkowe, nie ma więc co narzekać na klasyczny zestaw min Vin Diesela czy Dwayne’a Johnsona, bo oni tacy są i już – lepiej rozkoszować się łatwością, z jaką kasują przeciwników, i śmiać się z często serwowanych dowcipów. W 6 części prawa fizyki nie obowiązują, dlatego trzeba spuścić zasłonę milczenia na latające auta czy niezniszczalność Toretto, któremu ani kule, ani upadek z wielkiej wysokości krzywdy nie zrobi. Brak realizmu to cecha całej serii (jak też kina rozrywkowego w ogóle) i chociaż tutaj przegięto na maksa, ogląda się to z rozdziawioną w uśmiechu japą. Można tylko dyskutować, czy scena z czołgiem przebija tę z sejfem z części 5 – osobiście wolę sejf. Część 5 miała przynajmniej pozory sensu i dla mnie pozostaje absolutnie niedościgniona. Odsłona 6 jest jednak niemal równie widowiskowa i zabawna więc narzekać też nie wypada. A że pas startowy w finałowej scenie nie ma końca – cóż… Hollywood nie pierwszy raz robi nam wodę z mózgu, a my się z tego cieszymy, płacimy i chcemy jeszcze. Takie życie.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: