Obraza majestatu

   Donald Tusk, miłościwie nam rządzący premier, jest człowiekiem bardzo naiwnym. Albo na tyle dobrym i prostolinijnym, że można to pomylić z naiwnością. Bo jak inaczej wytłumaczyć wczorajsze wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do zakończenia wojny polsko-polskiej, do zaprzestania wykorzystywania tragedii smoleńskiej do nieuczciwych rozgrywek politycznych. Równie dobrze można wzywać piłkarza, by nigdy więcej nie kopnął piłki. To niby czym miałby wojować Kaczyński, gdyby zabrakło Smoleńska? Jak ma zaprzestać działań, wokół których koncentruje swoich wyznawców od dwóch i pół roku? To jest przecież sens jego egzystencji. Tymczasem Tusk, w bardzo pokojowym i mądrym przemówieniu (zbyt mądrym dla zaślepionych nienawiścią działaczy pisowskich) wskazał, że ludzie będący na miejscu w Smoleńsku starali się pomóc w tej tragicznej sytuacji na tyle, na ile mogli i potrafili. Bez żadnych politycznych kalkulacji. Te się pojawiły natychmiast ze strony tylko jednej partii – Prawa i Sprawiedliwości (tak przy okazji – co za ironiczna nazwa!). Ludzie PiS bez żadnych krępacji od razu przystąpili do ataku, oskarżając polityków PO o złe intencje, karygodne zaniedbania, kłamstwo, zacieranie śladów, wreszcie o zamach. Nie chcę tego rozwijać, bo wszyscy to wiedzą. Premier Tusk przeprosił za błędy, jakie z pewnością miały miejsce, bo przecież sytuacja była bezprecedensowa, nie było możliwości, aby wszystko poszło idealnie. Tym bardziej, że przecież nie wszystko, a wręcz niewiele od nich zależało. Oskarżanie o złe intencje osób, które dobrowolnie pomagały (a wcale nie musiały tego robić), jest nieuczciwe i podłe. Zresztą to nie pierwsza i nie ostatnia podłość Kaczyńskiego, który zawłaszczył tę katastrofę zapominając, że jego partyjni koledzy stanowili zaledwie kilkanaście procent tych, którzy zginęli. To nie była katastrofa PiS!
   Przeprosiny i wezwanie Tuska oczywiście zostały natychmiast odczytane w zupełnie odwrotny sposób – bo przecież cokolwiek by ten pan nie zrobił, to zawsze zostanie zdewaluowane przez ludzi dobrej woli z jedynej słusznej partii. Premier przypomniał, ile ohydnych oszczerstw wycierpieli politycy PO ze strony PiS, na które nigdy nie odpowiadali w ten sam zaczepny sposób, ze względu na pamięć ofiar katastrofy. Cierpliwie znosili wszelkie zaczepki, nadstawiając drugi policzek. To jest błędna taktyka. Jak cię atakuje bandzior, to musisz oddawać ciosy. Bierność tylko zachęca do większego ataku. Ale premier zrobił rzecz straszną! Mówiąc „nigdy na tej sali nie usłyszeliście pytań, kto zapraszał ludzi na samolot, kto organizował wyprawę”, naruszył tabu. Bo powszechnie wiadomo, kto z taką pompą organizował drugą wizytę w Katyniu, która miała przyćmić historyczne spotkanie premiera Tuska z premierem Putinem trzy dni wcześniej. Przyćmiła, choć w inny, niezamierzony sposób. Nadmierna ambicja polityczna braci Kaczyńskich znalazła swój tragiczny finał. Oczywiście po słowach premiera podniosło sie larum. Z jednej, jedynie słusznej strony oczywiście. Jak premier Tusk mógł zasugerować cokolwiek, co mogłoby stworzyć rysę na tej megakrystalicznej postaci, jaką był nasz ukochany prezydent Kaczyński? Nasz prezydent tysiąclecia, najwybitniejszy mąż stanu, człowiek tak wielce zasłużony dla obrony interesów Polski, że aż musiano go podstępnie zamordować rozsadzając samolot w oparach sztucznej mgły. Bo nie było innych sposobów. Jak można nawet pomyśleć, że ten człowiek coś zrobił źle? Ten, który jest równy królom i spoczywa obok nich na Wawelu. Wprawdzie tylko w przedsionku, ale jednak! Chyba rozum się pomieszał naszemu premierowi. Dobrze, że nigdy na głos nie zadał tych pytań….
   Obejrzałem wczoraj wspaniały pokaz pisowskiej polityki miłości w Sejmie. Same kulturalne, merytoryczne wypowiedzi posłów zatroskanych o losy państwa, bez nienawiści i osobistych wycieczek, prawda? Nie będę tego opisywał, bo zawsze jest tak samo. Jeśli prezes milczy, atakują jego gwardziści. Ale prezesa też usłyszymy. Już jutro w Warszawie kolejna demonstracja, kolejne wyprowadzenie ludzi na ulice, kolejna próba podpalenia Polski. Prezes na pewno przemówi i ostro dołoży do pieca. Idę o zakład. Bo zakończenie wojny polsko-polskiej będzie dopiero wtedy, gdy wróg zostanie całkowicie wyeliminowany. Dopóki Tusk jest w polskiej polityce, do tego jeszcze odgrywa wiodącą rolę, o żadnym pokoju nie może być mowy. Prawda, panie Kaczyński, wzorowy katoliku, popierany przez kościół krzewicielu miłości Chrystusowej? Prawda?
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: