Paradyskusja paradziennikarzy z parapolitykiem

   Na początku tygodnia w mediach zawrzało, gdy Janusz Korwin-Mikke w portalu Nowy Ekran zamieścił szokujący wpis na temat paraolimpijczyków. Wprawdzie zaraz zdjął tekst z sieci, ale mleko się rozlało. „Po krytyce przyjaznych mi osób ? po 25 minutach zdjąłem go (tekst) z portalu. Czułem się jak ostatnia szmata. Gorzej: jak polityk-dupokrata. Po raz pierwszy w życiu altzaparłem się Prawdy ? w imię nie drażnienia części tzw. elektoratu.” 
Krótko przypomnę fragmenty kontrowersyjnego tekstu:
„Każdy ma prawo uprawiać dowolne ćwiczenie fizyczne i urządzać dowolne zawody. Można się tylko cieszyć, że inwalidzi też organizują zawody. Ze sportem nie ma to jednak wiele wspólnego ? równie dobrze można by organizować zawody w szachy dla debili lub turnieje brydżowe dla ludzi z zespołem Downa. (…) Mało kto chce tę para-olimpiadę oglądać ? i słusznie. (…) Jeśli chcemy, by ludzkość się rozwijała, w telewizji powinniśmy oglądać ludzi zdrowych, pięknych, silnych, uczciwych, mądrych – a nie zboczeńców, morderców, słabeuszy, nieudaczników, kiepskich, idiotów – i inwalidów, niestety.
W sporcie zawodnicy walczą jako jedna kategoria: pełnosprawni. Natomiast niepełnosprawni nie stanowią jednej kategorii. Każde kalectwo jest inne. By temu zaradzić ustala się skomplikowane ?przeliczniki?. (…) Dlaczego para-olimpiada jest ? jako wydarzenie sportowe ? nonsensem? Dlatego, że premiuje cechę będącą przeciwwskazaniem do uprawiania sportu: kalectwo!”

   Zanim napiszę dalej, to od razu na początku wyjaśniam pewne kwestie, bo niektórzy nie potrafią czytać ze zrozumieniem:
1. Mam duży szacunek dla ludzi niepełnosprawnych, którzy mają takie same prawa jak wszyscy inni. Podziwiam hart ducha i ogromną determinację dotkniętych przez los sportowców. Ich postawa wlewa nadzieję w serca tych, którym po wypadku brakuje wiary. Pokazują, że z kalectwem można walczyć i normalnie funkcjonować w społeczeństwie.
2. Nie jestem adwokatem pana Janusza. Nie podoba mi się forma, w jakiej wyraził swoje zdanie. Korwin-Mikke był zbyt dosadny, ale nigdy nie przebierał w słowach. Zgadzam się, że przesadził i mógł kogoś urazić. Jednak merytorycznie niestety miał rację. Nie podobał mi się sam wpis, ale zrozumiałem jego logikę i przesłanie. Wiele osób nie zadało sobie trudu przeczytania i przemyślenia całości tekstu. Wyczytali tylko to, co sami chcieli wyczytać.
3. Nie podoba mi się medialna nagonka i brak jakiejkolwiek refleksji na poruszony temat. Nagle ujawniła się cała masa hipokrytów, którzy wcześniej nigdy nie bronili ludzi niepełnosprawnych. Dlatego chciałbym skupić się na istocie problemu, jaki został nakreślony, a nie na świętym oburzeniu wokół wyrwanego z kontekstu fragmentu wypowiedzi (notabene ja też z braku miejsca nie zacytowałem jej w całości, ale dałem większy fragment).
   JKM (Janusz Korwin-Mikke) to człowiek ekscentryczny i „normalny inaczej”. Ale w tej swojej dziwaczności niejednokrotnie zwraca uwagę na ważne problemy, które innym umykają, albo których inni nie mają odwagi poruszyć (bo nie wypada, bo mogą stracić popularność itp.). W Polsce lepiej być politycznie poprawnym niż szczerym. Efekty tego znamy – są dziesiątki niezałatwionych spraw, z KRUSem na czele. Korwin-Mikke jest bezkompromisowy i często jedzie po bandzie. Czasem za mocno, i wtedy naraża się na ogólną krytykę, tak jak teraz. Krytykują go telewizyjni decydenci, którzy mają kaca moralnego, że nie transmitowali paraolimpiady. Politycy, którzy zlekceważyli te występy (minister sportu teraz podziękowała za „worek medali”, ale wcześniej nawet nie pofatygowała się, by wręczyć olimpijskie nominacje), a teraz są „zachwyceni postawą” tych, których olewali. JKM krytykuje nawet słynący z obrażania wszystkich innych Kuba Wojewódzki. W poniedziałek wieczorem zmieszła go z błotem Karolina Korwin-Piotrowska w programie Tomasza Lisa, który był przykładem nieobiektywnej audycji z założoną tezą. A ja się pytam, co pan Lis i pani Piotrowska zrobili wcześniej dla niepełnosprawnych? Bo pan JKM 5 lat temu za własne pieniądze założył dla nich Fundację Indywidualnego Kształcenia. Tego Lis nie pokazał, najwyraźniej nie pasowało do założeń programu. Gdy JKM wspomniał o fundacji, Lis zmienił temat. Nic dziwnego, działalność fundacji jest przemilczana przez media, a z JKM łatwiej zrobić faszystę, który nienawidzi kalek. Tomasz Lis okazał się zwykłym populistą – świadomie zmanipulował program, dopuszczając do nierównowagi głosów i odwołując się do emocji widzów. Na argumenty rozumowe nie było miejsca. Za to na stwierdzenia pyskatej Piotrowskiej „człowieku, weź już siedź cicho” jak najbardziej.
„Obraził pan wszystkich myślących ludzi, każdego, kto czuje się człowiekiem.” Otóż oświadczam pani Korwin-Piotrowskiej, że czuję się człowiekiem, do tego myślącym, i nie czuję się wcale obrażony. Proszę więc mówić w swoim, i tylko w swoim imieniu, tak jak JKM pisał w swoim.
   Bardzo łatwo jest kogoś potępić, nie zwracając uwagi na sens jego wypowiedzi, bądź analizując tylko jej fragmenty. Czy Korwin-Mikke potępił inwalidów? Nie. Czy ich obraził? Też nie. Wskazał na niezaprzeczalny fakt, że ich zmagania mało kogo interesują bo żyjemy w kulturze kultu piękna. Wystarczy spojrzeć na okładki tygodników czy programy telewizyjne, pełne wytapetowanych gwiazd, których makijaż przed wejściem na wizję trwa dłużej niż sam program. Takie czasy. Niepełnosprawni (podobnie jak starzy, chorzy, itp., innymi słowy – nieatrakcyjni) zostali zepchnięci na margines. Tak po prostu jest i tylko ślepy tego nie przyzna. Wszyscy chcemy być młodzi, szczupli i piękni, chłoniemy najdrobniejsze i najbardziej bzdurne ploteczki z życia gwiazd i idoli pasujących do jedynego obowiązującego wzorca. Czy jest tu miejsce dla niepełnosprawnych, skoro tak bardzo odbiegają od tego wzorca? Niech każdy sam sobie odpowie. I na wiele podobnych pytań. Skoro niepełnosprawnych oburza takie ich nazywanie, bo nie powinno się dzielić ludzi, to może powinni startować razem ze zdrowymi? Tak jak Oscar Pistorius, który na swoich protezach zakwalifikował się do półfinału biegu na 400m. Dlaczego cztery lata temu nikt tak głośno nie mówił o paraolimpiadzie? Przecież też nie było transmisji? Gdzie byli ci wszyscy dzisiejsi obrońcy uciśnionych? Czy premier Tusk mówiąc, że „paraolimpiada nie będzie nigdy budziła takich emocji jak olimpiada” powiedział nieprawdę? Czy jesteśmy aż takimi hipokrytami, że nie dostrzegamy tej „oczywistej oczywistości”? Wiem, że teraz nie wypada tak mówić, bo Polacy wrócili z 36 medalami (w tym 14 złotych), co jest wynikiem wspaniałym w porównaniu do mizernych zdobyczy zdrowych olimpijczyków (10 medali, 2 złote). Ale wszystko jest względne – ów sukces jest wielki tylko dla dyletantów. W 1980 roku w Arnhem zdobyliśmy 177 medali (75 złotych). To nie pomyłka. Zajęliśmy II miejsce na świecie! I od wtedy równamy w dół. W Nowym Jorku 1984 roku 106 medali (46 złotych), zaś w obecnym stuleciu w Sydney – 53, w Atenach – 54 i w Pekinie – 30.
   Czy paraolimpiada powinna być w telewizji? Tu też można dyskutować. Skoro telewizja publiczna ostatnio nawet nie transmituje meczów piłkarskiej reprezentacji, to czy powinna pokazywać zawody niepełnosprawnych? Nie wiem. Osobiście nie mam nic przeciwko – w końcu telewizor to takie urządzenie, które można wyłączyć, jeśli komuś coś nie odpowiada. A wszelkie zawody, nawet parasportowe, byłyby lepsze niż durne seriale, których jest na pęczki. Paraolimpiada w pulicznej paratelewizji mogłaby zapewnić sporo paraemocji.
Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: