MARILYN MANSON One Assassination Under God Chapter 2 2026

Marilyn Manson One Assassination Chapter 2

One Assassination Under God Chapter 1 to znakomity album, jeden z najlepszych w dyskografii grupy Marilyn Manson. Nie wiem, na ile to zasługa trudnych okoliczności jego powstawania, co często wzmaga twórczy potencjał, ale z niecierpliwością będę czekał na Chapter 2″. Tak napisałem recenzując płytę sprzed dwóch lat. I oto jest – ukazał się drugi rozdział mrocznej opowieści pana Briana Hugh Warnera, znanego światu jako Marilyn Manson. Jest bardzo podobny do części 1, ponownie powstał we współpracy Mansona z Tylerem Batesem, który jest współautorem i współproducentem utworów, jednak całościwo stoi chyba pięterko niżej. Bo już tak nie zaskakuje, nie powala, nie miażdży. To po prostu kolejny dobry album będącego w świetnej formie zespołu. Tylko i aż.

Nietypowo zacznę od tekstów, gdyż one determinują tu odbiór muzyki. Chaper 2 to jedno wielkie rozliczenie z fałszywymi przyjaciółmi i goniącymi za sensacją mediami, które w ostatnich latach nie oszczędzały muzyka (szerzej pisałem o tym tutaj, w recenzji Chapter 1). Teraz, gdy wszelkie zarzuty wycofano, niesmak pozostał. Marilyn Manson niczym feniks powstał z popiołów, odrodził się z nową wytwórnią, nowymi ludźmi wokół, i o tym jest ten album. O odrzuceniu i izolacji wobec medialnej stygmatyzacji, o hipokryzji społeczeństwa żerującego na ludzkich błędach i słabościach, o czerpaniu siły z trudnych doświadczeń, o pustce i braku nadziei przerodzonej w walkę o odzyskanie kontroli nad życiem. Co ostatecznie się całkowicie udało.

Muzycznie jest podobnie jak dwa lata temu, jednak trochę ciężej, mniej przebojowo, bardziej mrocznie (stosownie do tematyki). Rozumiem zamysł, ale trochę za dużo tego mroku. Dużą część nagrań stworzono według recepty łagodne zwrotki i ostry refren z wydzierającym się wokalistą, jest to jeszcze znośne przy singlowym Front Toward Enemy, ale w większej dawce stwarza wrażenie pewnego nieładu. Lubię stylistykę MM, lecz brakuje oddechu, przełamania, punktu zaczepienia. Te pojawiają się w drugiej części wydawnictwa za sprawą nieco lżejszych, bardziej melodyjnych utworów. Opartego na basowym pulsie z kapitalnym riffem None Of The Suns, ultraprzebojowego Lucifer’s Teardrop z wyrazistym refrenem czy wreszcie wydanego na pierwszym singlu Exit Wound. Dla mnie to trzy absolutne perełki na tym ciężkim, wyrosłym z goryczy wydawnictwie. Zamyka je mroczny, syntezatorowy Enantiomorph, gdzie Brian Warner prowadzi dialog ze swoim alter ego Marilynem Mansonem.

One Assassination Under God Chapter 2 to kawał mięsistego gotyckiego industrialu na najwyższym poziomie. Mniejsza o nazwy. Myślę, że po prostu Marilyn Manson się obronił. Nawet jeśli ja sobie odrobinę ponarzekałem. Facet wyszedł z dołka i z pewnością nagra jeszcze wiele dobrej muzyki.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: