
Zakończyło się w Europie okienko transferowe 2026, pora więc krótko podsumować to, co zrobił Real Madryt. Po kolejnym rozczarowującym sezonie bez trofeów oczekiwania były jasne i trzeba przyznać, że klub ostro zabrał się do pracy w celu wzmocnienia kadry. W zasadzie główne ruchy wykonał jeszcze przed otwarciem okienka. Najważniejszym było zatrudnienie nowego trenera, bo w tej roli ani Xabi Alonso, ani później Álvaro Arbeloa sukcesu nie odnieśli. Do Madrytu po 13 latach powrócił José Mourinho, a poziom ekscytacji tym ruchem jest podobny do tego, jaki towarzyszył zatrudnieniu Portugalczyka w 2010 roku. Wtedy przyszedł, by rzucić wyzwanie najlepszej Barcelonie w historii i zakończyć jej dominację. Budował Real niemal od podstaw nadając kształt drużynie, która w kolejnej dekadzie zdominuje rozgrywki Ligi Mistrzów. Teraz przyszedł, by uporządkować chaos kadrowy i zmienić mentalność gwiazd, które zaczęły rządzić w szatni nie oferując oczekiwanej jakości w grze. Mourinho już w kilka tygodni zdobył szatnię, zażegnał konflikty i wprowadził jasne zasady pracy. Jednakowe dla wszystkich. Bez świętych krów. Na razie wygrał trzy mecze i przewodzi tabeli, ale bardziej liczy się zjednoczenie grupy i ogromne chęci do pracy piłkarzy rozpuszczonych przez poprzedników.
Mourinho zasugerował konkretne ruchy kadrowe, a zarząd spełnił te oczekiwania bez wahania i dyskusji. Pozyskano piłkarzy sprawdzonych, doświadczonych, a nie przysłowiowe koty w worku, jak wcześniej. Obronę wzmocnili Ibrahima Konaté z Liverpoolu, Denzel Dumfries z Interu Mediolan oraz nieoczekiwanie Marc Cucurella z Chelsea (której trenerem został Xabi Alonso), którego transfer zaklepano w dwa dni. Do pomocy przyszedł Bernardo Silva z Manchesteru City, zaś atak wzmocnili Carlos Espí z Levante (akurat za Gonzalo Garcíę sprzedanego do Fulham, gdzie w roli trenera zakotwiczył Álvaro Arbeloa), powracający z wypożyczenia Endrick po udanym epizodzie w Lyonie (za to do Fiorentiny odszedł Franco Mastantuono, największe rozczarowanie z poprzedniego okienka) oraz 19-letni Iworyjczyk Yan Diomandé z Lipska, który nieoczekiwanie stał się najdroższym transferem w historii klubu. Real wydał aż 125 milionów €, a dodatkowe 15 zapisano w bonusach. Mógł sobie na to pozwolić, bo pozostałe transfery były dość tanie: Konaté i Silva przyszli za darmo, Dumfries za 20 milionów, Espí za 25, a Cucurella 55. Warto dodać, że Real Madryt pobił też inny rekord – za swoich wychowanków zainkasował tego lata ponad 200 milionów €, co niemal wyrównuje wydatki na wzmocnienia. Było to więc bardzo udane okienko transferowe.
Jedyny zgrzyt powstał przy zainteresowaniu Rodrim z Manchesteru City. Po udanym dla Hiszpana mundialu Królewscy zgłosili chęć pozyskania piłkarza, ale ten wybrał ofertę Barcelony. Niewątpliwie bardziej przydałby się Realowi, który od odejścia Toniego Kroosa szuka dowódcy środka pola, ale też trzeba przyznać, że w kadrze panuje nadmiar pomocników, nikt nie chce odchodzić i nie bardzo jest kogo posadzić na ławce. Może więc tak musiało być, że Rodri nie zajmie miejsca Gülera, Tchouaméniego czy Valverde. Mourinho musi radzić sobie z tymi, których ma, a mimo tego braku kadrę ma wyborną. Obiecuje, że nie będzie taryfy ulgowej, gry za nazwiska oraz meczów na stojąco. Gra Realu znów ma radować kibiców i wypada mieć nadzieję, że za słowami pójdą czyny, a dobra gra doprowadzi do wygrywania tytułów. Bo Xabi rok temu obiecywał to samo. Jednak dawno w Madrycie nie było takiej ekscytacji, jak przed tym sezonem. Czekamy na konkrety.
Odeszli:
Álvaro Arbeloa (trener, Fulham)
Dani Carvajal (koniec kontraktu)
David Alaba (koniec kontraktu)
Dani Ceballos (za porozumieniem stron, Betis)
Franco Mastantuono (wypożyczenie, Fiorentina)
Gonzalo García (Fulham)
Przybyli:
José Mourinho (trener, Benfica)
Endrick (Olympique Lyon, powrót z wypożyczenia)
Ibrahima Konaté (Liverpool)
Denzel Dumfries (Inter Mediolan)
Bernardo Silva (Manchester City)
Marc Cucurella (Chelsea)
Carlos Espí (Levante)
Yan Diomandé (Lipsk)
