
W 262. El Clásico Real w Madrycie pokonał Barcelonę 2-1 po golach Kyliana Mbappé i Jude’a Bellinghama. Dla gości trafił Fermín López. To mecz, po którym madridistas mogą poczuć wielką ulgę. Również niedosyt, ale przede wszystkim ulgę, bo przecież w poprzednim sezonie przegrali wszystkie cztery Klasyki, tracąc w nich łącznie 16 goli. Barcelona zezłomowała Real Ancelottiego zgarniając wszystkie krajowe trofea. Włoch stracił pracę, zastąpił go Xabi Alonso i rozpoczął nowy projekt. Real gra inaczej, bardziej intensywnie i regularnie punktuje. Na 12 meczów wygrał 11, jest liderem La Ligi, ale jak już przegrywa, to z wielkim hukiem. Na Klubowych Mistrzostwach Świata było 0-4 z PSG, a w lidze przegrane derby w stosunku 2-5. Stąd była wielka potrzeba zwycięstwa z mocnym rywalem. Dlatego nawet skromne 2-1 z Barceloną smakuje tak dobrze. Madrytczycy przeważali, rządzili, stwarzali wiele okazji, dlatego pisałem o niedosycie, bo można było i należało wygrać wyżej. Ale liczą się zdobyte punkty, dzięki którym Real umocnił się na czele tabeli i ma teraz 27 punktów, o 5 więcej od Katalończyków.
Sam mecz może nie stał na najwyższym poziomie, ale był bardzo emocjonujący, bo działo się wiele. Po dwóch minutach sędzia odgwizdał rzut karny po faulu na Viníciusie, ale po interwencji VAR go odwołał. To spora kontrowersja. Podobnie kilka minut później, gdy Mbappé strzelił pięknego gola, lecz VAR uznał, że był spalony. Chyba milimetrowy, bo trudno było go dostrzec gołym okiem. w 22. minucie padł już gol legalny – Jude wypuścił Kyliana i było 1-0. Real dominował i stwarzał zagrożenie, ale to goście wyrównali po błędzie Gülera. Jednak Los Blancos dalej nacierali – Mbappé znowu trafił, ale tym razem spalony był ewidentny, a tuż przed przerwą bramkę zdobył Bellingham.
Po zmianie stron tempo gry nieco siadło, ale emocji nie brakowało. Real dostał rzut karny, lecz mocny strzał Kyliana świetnie obronił Szczęsny. Polak miał kilka udanych interwencji (m.in. po strzałach Mbappé, Huijsena, Viníciusa czy Rodrygo) i to dzięki niemu (oraz słabej skuteczności Królewskich) Barça do końca była w grze. Padł jeszcze nieuznany gol Bellinghama, czerwoną kartkę obejrzał Pedri, a zmieniony w 72 minucie Vinícius długo złorzeczył na cały świat. Jakby tego było mało, po zakończeniu meczu byliśmy świadkami przepychanki między zawodnikami, gdy Carvajal zwrócił uwagę Yamalowi na jego niestosowne i pozbawione szacunku słowa przed meczem, oskarżające Real o kradzież. Po krótkiej szarpaninie sędzia wlepił kilka kolejnych kartek, i wtedy można było już się cieszyć wygranym Klasykiem. To niby tylko trzy punkty, ale po ubiegłorocznych upokorzeniach smakują wybornie. W wypadku przegranej projekt Xabiego byłby podważany. A tak krytycy się pochowali, a trener ma czas na spokojną pracę i dalsze doskonalenie gry Los Blancos.
