
Ostatnio pisanie o Realu Madryt to dla każdego fana droga przez mękę, bo nic tylko trzeba ciągle odmieniać słowa „kryzys, rozczarowanie, kompromitacja” itd. A miało być tak pięknie. Transfer Kyliana Mbappé miał dopełnić kilkuletnią przebudowę kadry po odejściu Cristiano Ronaldo i zapewnić Królewskim wieloletnią dominację na krajowym, i nie tylko krajowym podwórku. Francuz miał być tą wisienką na torcie, a na razie okazał się zgniłym jabłkiem. Ale nie tylko Kylian zawodzi, bo w Realu nic nie działa. Drużyna przegrała 5 z ostatnich 11 spotkań, a jesteśmy dopiero w 1/3 rozgrywek (przypomnę – w całym poprzednim sezonie Real przegrał tylko dwa razy). Wprawdzie Los Blancos biją ligowe ogórki, ale gdy pojawia się poważny rywal, Realu nie ma. Po prostu – nie ma. Porażkę z Lille określano wypadkiem przy pracy, ale potem przyszły kompromitacje z Barceloną, Milanem i Liverpoolem, a teraz doszła jeszcze ligowa porażka z Athletikiem w Bilbao. To bardzo złe wyniki, ale znacznie gorsza jest sama gra Królewskich. Leniwa, chaotyczna, niepoukładana, pozbawiona energii, chęci, zapału, wiary. A przecież to ta sama drużyna, która kilka miesięcy temu została mistrzem Hiszpanii i potem wygrała Ligę Mistrzów. I co, nagle wszyscy są bez formy? Zapomnieli, jak grać? Odechciało im się?
Biłem na alarm już dwa miesiące temu w artykule „Królewski dołek w Madrycie”, ale nie mogłem się spodziewać, żę ten kryzys zamiast zniknąć, tak bardzo się pogłębi. Nie chcę powtarzać zarzutów do gry drużyny (zainteresowanych odsyłam tutaj), ale wszystkie pozostały aktualne, a można dodać kilka nowych. Carlo Ancelotti niczego nie poprawił, a swoimi decyzjami wręcz sytuację pogorszył. Powinien był dokonać roszad kadrowych, dać szansę młodym, odsunąć piłkarzy bez formy, wymagać więcej zaangażowania i intensywności, bo tutaj Real kuleje najbardziej. Nie zrobił żadnej z tych rzeczy. Gra madrytczyków jest jedną wielką improwizacją, piłkarze wyglądają, jakby nie mieli trenera. Może faktycznie nie mają? Jeśli szkoleniowiec przez trzy miesiące nie umie zdiagnozować i usunąć problemu, a gra jego drużyny wygląda coraz gorzej, to chyba najwyższy czas się pożegnać. Carlo Ancelotti ma w tym klubie wielkie zasługi, nikt mu tego nie odbierze, ale teraz wyraźnie nie daje rady. Dużo mówi się o kiepskiej formie piłkarzy, zwłaszcza Kyliana Mbappé, ale to Ancelotti ma największy zjazd formy. Nie umie ustawić piłkarzy na boisku, nie potrafi ich zmotywować do ciężkiej pracy (co powinno być normą, ale w Madrycie nie jest), do tego niszczy kupione za grube miliony młode talenty nie dając im szans na grę nawet wtedy, gdy ich starsi koledzy wyraźnie zawodzą. Nic się nie poprawia, ale sezon jeszcze można uratować. Tylko nie z nim na ławce. Dlatego powinien odejść. Drużyna potrzebuje nowego otwarcia, impulsu, który przywróci radość z gry. Z wypalonym i wypranym z pomysłów Ancelottim tego nie osiągnie. Każda kolejna godzina pracy Carletto w Madrycie to dla Realu czas stracony, bo trener już dawno stracił kontakt z rzeczywistością. Oczywiście nikt nie da gwarancji, że nowy tymczasowy szkoleniowiec wszystko magicznie odmieni, ale może przynajmniej zadziała efekt nowej miotły. Sprawdził się doskonale w Barcelonie czy Liverpoolu, może sprawdzić się też w Madrycie.
Ancelotti, odejdź.
