SOEN Reliance 2026

Soen Reliance 2026

Skandynawska scena rockowa ma się całkiem dobrze. Jednym z jej jasnych punktów jest szwedzki kwintet Soen, w którym prym wiodą wokalista Joel Ekelöf i pekusista Martin López. Panowie nagrywają od 2012 roku, a wydany niedawno Reliance to już ich siódmy album w dyskografii. Początkowo zespół oskarżany o kopiowanie Toola, z czasem inteligentnie ewoluował, dorobił się własnego stylu, a apogeum twórczości stanowiła płyta Lotus z 2019 roku. Wielobarwna, pokazująca prawdziwy rozwój grupy. Co się od wtedy zmieniło? Niewiele, ale na Reliance już nie jest tak bogato pod względem artystycznym. Trzy pierwsze single, które w tej samej kolejności otwierają album, sugerowały, że będzie dużo ostrzej. I tak się zaczyna. Agresywny Primal, który pilotował wydawnictwo, bardziej by pasował do niemieckiego Rammsteina, oparty na wyrazistym riffie Mercenary to również kawał mięsistego i bardzo przebojowego rocka ze stonowanym finałem, z kolei Discordia ognisty refren przeplata delikatnymi zwrotkami i łagodnym głosem Ekelöfa. Również mocarny Axis serwuje pod koniec atrakcyjne przełamanie zwiastujące złagodzenie brzmienia. Potem znajdziemy więcej melancholii, wyciszenia, spokojniejszych aranżacji, co obrazuje zagrana z pazurem kompozycja Huntress czy zamykająca całość, trochę monotonna Vellichor. Jest też wydana niedawno na singlu ballada Indifferent, całkiem ładna zresztą, ozdobiona fortepianem i smyczkami.

Jaki jest więc Soen AD 2026? Reliance nie powalił mnie na kolana, jest trochę nijaki, bardzo zachowawczy, nie ma uroku wspomnianego Lotusa, ale nie będę też narzekał dla zasady. To mimo wszystko całkiem solidna progrockowa płyta. A że panowie miewali lepsze? Cóż, nie co dzień jest niedziela. To jednak na pewno dobry punkt startowy do zainteresowania zespołem i sięgnięcia po jego wcześniejsze dokonania. Warto.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: