Xabi Alonso – za i przeciw

Xabi Alonso Real Madryt

Chronologia ostatnich wydarzeń w Realu Madryt wygląda następująco. Drużyna zanotowała bardzo słaby sezon 2024/2025, bez ważnych trofeów, bez gry i zaangażowania na poziomie wymaganym w takim klubie. W efekcie zwolniono Carlo Ancelottiego, najbardziej utytułowanego trenera w historii Królewskich (łącznie 15 pucharów w ciągu 6 lat pracy). W miejsce nestora przyszedł młody Xabi Alonso, szkoleniowiec pożądany przez topowe kluby, który objął Bayer Leverkusen w strefie spadkowej i w półtora roku zrobił z niego maszynkę do wygrywania – bez ani jednej porażki wygrał Bundesligę detronizując Bayern Monachium po 11 latach panowania. Bask wydawał się kandydatem idealnym do prowadzenia Los Blancos, gdzie wcześniej grał i zdobywał trofea. Xabi doskonale zna Real Madryt i pozornie wiedział, na co się pisze. A jednak nic nie wyszło tak, jak zaplanował. Po czterech miesiącach smutek nie opuszcza jego twarzy, posada wisi na włosku, a wszechobecna krytyka nie pozwala spokojnie pracować. Co więc się stało?

Nie ma prostego wytłumaczenia. Xabi miał kapitalne wejście. Już na klubowym mundialu drużyna prezentowała grę, jakiej nie widzieliśmy u Ancelottiego. Dużo ruchu, pressing, agresywny doskok do rywala, linie bliżej siebie. Mimo braków kadrowych ten Real dało się oglądać. Wprawdzie w półfinale madrytczycy wysoko przegrali z PSG, ale widać było zalążki pozytywnych zmian. Potem nastąpiły wakacje i zaledwie dwutygodniowy okres przygotowawczy, nie było więc czasu na pracę, ale Real zaczął nowy sezon z przytupem. 13 wygranych meczów i jedna porażka (wysoka, bolesna, z rywalem zza miedzy, ale tylko jedna) to najlepszy start w historii klubu. Ale potem coś się zacięło. Piłkarzom nagle przestało się chcieć, trener się pogubił i zrezygnował ze swoich zasad, i cała konstrukcja się zawaliła. Królewscy znów grają byle jak, bez zaangażowania, a trener wystawia nazwiska zamiast graczy, którzy swoją postawą na to zasługują. Mamy to samo co tok temu. Tylko dwie wygrane w kolejnych 8 meczach, i to w stylu niegodnym klubu noszącego królewski przydomek. Najlepsze przykłady to niedawna porażka u siebie z Celtą (która nie wygrała na Bernabéu od 20 lat) czy wymęczona przed trzema dniami wygrana zaledwie 3-2 w Pucharze Króla z outsiderem trzeciej ligi. Tak wygląda biała rzeczywistość w Madrycie. Xabi Alonso w każdym meczu gra o posadę, a wysokie napięcie nie sprzyja poprawie sytuacji.

Punktem zwrotnym wydaje się zmiana Viníciusa Júniora 20 minut przed końcem w ostatnim Klasyku na Bernabéu. Real wygrał, ale media bardziej skupiły się na tym, że Brazylijczyk obraził się na tę zmianę, złorzeczył, narzekał, zagroził odejściem, i poszedł prosto do szatni ignorując trenera i kolegów. Potem przeprosił, ale złe wrażenia pozostały. Żadnych konsekwencji nie było, a klub nie wsparł trenera w tym konflikcie. Xabi pozostał sam. I jest sam do dzisiaj. Stracił szatnię i zaczął grać bezpiecznie, tak by gwiazdy były zadowolone. Nie ma więc pressingu, walki na całym boisku, zbliżenia formacji, niestandardowych rozwiązań. Gra Realu jest przewidywalna i nudna jak flaki z olejem. Gwiazdom się nie chce zbytnio wysilać, ale obrywa trener. Nie broni go nic – ani wyniki, ani często niezrozumiałe decyzje kadrowe, nietrafione zmiany, ani pozorne zadowolenie na konferencjach po słabych meczach. Xabi przyszedł, by wiele rzeczy zmienić, ale nie zmienił nic. Trudno zmieniać, gdy nie masz wsparcia zarządu, bo przecież odwrócenie procesu rozleniwienia drużyny przez Ancelottiego to proces, który musi trwać. Florentino Pérez podpisał Xabiego na trzy lata, a nie na trzy miesiące, więc to zniecierpliwienie włodarzy nie ma najmniejszego sensu. Ale jest faktem. Xabi jest nadal trenerem tylko dlatego, że nie ma sensownego następcy. Jeśli trener z sukcesami nie ma posłuchu i autorytetu u madryckich gwiazd, trudno uwierzyć, że będzie je miał Raúl, Arbeloa czy Solari – jedyne dostępne opcje w przypadku zwolnienia Baska. Może miałby je Zinédine Zidane, ale ten ma latem objąć reprezentacje Francji, więc po co ma się pakować w madrycki bałagan.

Celowo piszę to wszystko przed ostatnim meczem w sezonie, dzisiejszym spotkaniem na Bernabéu z Sevillą, która tu nie wygrała od 17 lat. Skąd my to znamy… Celta niedawno przełamała tę klątwę… Real musi wygrać, strata punktów może kosztować Xabiego posadę. Ale tak jest w każdym spotkaniu. Może lepiej dla niego, by odszedł i zakotwiczył tam, gdzie dostanie potrzebne zaufanie i czas? W Madrycie niestety nie może na to liczyć. Szkoda. Florentino na stare lata chce chyba wrócić do czasów Galácticos, gdy szatnią rządziły gwiazdy, a trener był tylko dodatkiem, zmienianym jak rękawiczki. Tylko że oni niczego nie wygrali, bo dawanie władzy piłkarzom nie może skończyć się dobrze. Na statku musi być kapitan, inaczej łajba dryfuje donikąd. Tak jak Real w ostatnim miesiącu.

Osobiście bardzo liczyłem na ten projekt. Uważam, że Bask jest dobrym trenerem i jest w stanie długofalowo ogarnąć to, co się dzieje w szatni Realu. Ale potrzebuje wsparcia góry, bez tego nie ma szans, a współpraca oparta na kompromisach i uleganiu fochom madryckich celebrytów to tylko przedłużanie agonii. Jest albo, albo. Na razie Xabiego przerosło trenowanie Realu, bo przestał być konsekwentny i nie bardzo umie zarządzać ego gwiazd w szatni. A w Madrycie to jest równie ważne, albo ważniejsze, niż sama taktyka. Jak dotrzesz do piłkarzy, zarazisz ich swoją wizją, możesz liczyć, że pójdą za Tobą w ogień. Tak było w Leverkusen. Ale Madryt to inny kaliber. I na razie Xabi sobie nie poradził. Czy potrafi to odmienić? Zobaczymy. Ja nie jestem pewien, ale dałbym u jeszcze czas. Przynajmniej do styczniowego Superpucharu Hiszpanii, gdzie czeka najtrudniejszy z rywali, Atlético Madryt. Będzie okazja na rewanż za lanie 2-5 na Metropolitano.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: