Chelsea wygrywa Klubowe Mistrzostwa Świata

Chelsea Klubowe Mistrzostwa Świata 2025

Drużyna Chelsea w finale Klubowych Mistrzostw Świata pokonała wielkiego faworyta, Paris Saint-Germain aż 3-0 i została pierwszym triumfatorem rozgrywek w nowej, mundialowej odsłonie. Kolejna edycja za cztery lata i przez tyle czasu mistrzem będą londyńczycy. Dwa gole strzelił Carl Palmer uznany też za najlepszego piłkarza turnieju. FIFA rozdała też pozostałe nagrody indywidualne, w tym jedną dla gracza Realu Madryt – co mnie tutaj najbardziej interesuje, bo w końcu to portal w części sportowej poświęcony głównie Los Blancos. Otóż królem strzelców został Gonzalo Garcia, 21-letni napastnik Królewskich, który zajął miejsce kontuzjowanego Kyliana Mbappé i spisał się wyśmienicie. Zdobył 4 gole, dołożył asystę i jest chyba największym odkryciem mundialito. Wcześniej mało kto o nim słyszał, grał w trzecioligowej Castilli, a w USA pokonał wszystkich topowych napastników.

Myślę, że potrzebna jest krótka analiza tego, co się wydarzyło i jak to się ma do Realu i pracy Xabiego Alonso. Nie wygląda to zbyt dobrze. Real przegrał 0-4 z drużyną, która z kolei została rozbita przez Chelsea. Czyli jednak z PSG da się wygrać. Wystarczy mieć pomysł i go realizować. Wystarczy biegać, stosować pressing i nie odpuszczać. Wystarczy walczyć, mieć chęci i odwagę. Wszystkich tych elementów Realowi zabrakło w meczu z PSG. Co może dziwić, bo wcześniej były one widoczne i Xabi był chwalony za to, jak w krótkim czasie odmienił grę leniwej drużyny Ancelottiego. Dwa proste błędy i Królewscy, mistrzowie remontad, nagle stali się bezbronni. Wystraszeni z tyłu i jałowi z przodu. Jakby im się nie chciało. Jakby nie wierzyli, że można. Gdzie ten słynny „duch madridismo”? Widać wyraźnie, jak trudne zadanie stoi przed Xabim Alonso. Drużyna jest rozpuszczona przez Carletto, u którego się grało za zasługi i za nazwisko, u którego nie trzeba było naciskać rywala tylko „cierpieć” w niskim bloku z tyłu, a napastnicy byli zwolnieni ze wspomagania obrońców. I dalej to widać – z PSG Vinícius czy Mbappé nie fatygowali się do pracy w obronie, nie naciskali z przodu, stali i czekali. Do tego ich współpraca praktycznie nie istnieje, a forma od dawna kuleje (zwłaszcza u Brazylijczyka). Alonso musi obu postawić do pionu, bo nikt nie jest większy niż klub, a bez pracy i współpracy na boisku żaden organizm nie może sprawnie działać. Nadęte ego trzeba zostawić w szatni, bo drużyna nie potrzebuje żadnej primadonny, tylko świadomych swej roli zawodników, gotowych oddać zdrowie na boisku i chętnych, by pomóc koledze. Tak gra PSG, tak zagrała Chelsea całkowicie eliminując atuty ekipy Luisa Enrique, która akurat tego dnia była bezradna. Paryżanie po łatwym ograniu Realu nie spodziewali się aż takiego oporu i aż tak dobrej organizacji gry ze strony londyńczyków, którzy przecież w Premier League zajęli dopiero 4. miejsce, więc nie są jakimś potentatem. A jednak zostali mistrzami świata i będą królować przez cztery lata. Owszem, mieli stosunkowo łatwą drogę do finału, ale w tym finale nie pozostawili suchej nitki na faworycie. Duże brawa dla Chelsea.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: