OPETH The Last Will And Testament 2024

Opeth Last Will And Testament 2024

Przy poprzednich recenzjach tak się rozpisałem o historii zespołu Opeth, że nie będę tego powtarzał (odsyłam do opisu płyt Pale Communion czy Sorceress). Wspomnę tylko, że był to zespół deathmetalowy, potem poszedł w stronę rocka progresywnego, wreszcie skończył na prostszych piosenkach. Na poprzedniej płycie In Cauda Veneum metal wyparował, rock gdzieś się zagubił, a potem grupa na 5 lat zamilkła. Dopiero w 2024 wydała kolejny krążek o intrygującym tytule The Last Will And Testament. Ostatnia wola? Że to niby koniec? Nic z tego, to po prostu nawiązanie do tekstów koncepcyjnego albumu o zawiłościach życia i testamencie zmarłego patriarchy, ale te 5 lat ciszy pozwoliło chyba muzykom na jakąś refleksję, że może coś warto zmienić. No więc zmienili. Po 16 latach powróciły growlowane wokale Mikaela Åkerfeldta (za którymi ja akurat nie tęskniłem), wrócił metalowy pazur (tego brakowało), i ogólnie jest nieco inaczej. Granie jest jeszcze bardziej zagmatwane, z licznymi zmianami tempa i klimatu, wymykające się jednoznacznej klasyfikacji. Bardzo trudne w odbiorze, wymagające pełnego zaangażowania ze strony słuchacza. Coś dla smakoszy, ludzi cierpliwych, którzy lubią połamane struktury i zawsze chętnie zagłębiają się w dokonania Szwedów.

Krążek zebrał świetne recenzje, bo ci, co go nie umieli docenić, raczej nie pisali tekstów. Przyznam, że trudno mi było wejść w ten album. Bo melodii tu tyle, co kot napłakał, o wyrazistości nagrań można zapomnieć. Czy kapitalna produkcja i maestria wykonawcza muzyków wystarczy? Mnie nie bardzo. Panowie grają pięknie, sprawnie, można się w tym zatracić, i nagle spostrzegasz, że to już utwór piąty, szósty, nie wiesz który, bo wszystkie się zlały ze sobą. Jedyny, który pozostaje w głowie najdłużej, to zamykający zestaw A Story Never Told, ujmująca akustyczna ballada z delikatnym wokalem Åkerfeldta i mocarną solówką gitarową w końcówce. To zresztą jedyne nagranie, który ma tytuł, reszta jest ponumerowana, a raczej nadane są paragrafy. W końcu to przecież testament…

Poszczególne paragrafy są zawiłe, trudno je zrozumieć, ale warto docenić pewne smaczki. §1 oferuje świetne riffy, kapitalne bębny (nowy perkusista Waltteri Väyrynen z Paradise Lost wnosi świeżość i energię) oraz w finale miło zaskakujące partie London Session Orchestra. §2 zaczyna się brutalnie, potem łagodnieje, a gościnnie śpiewa Joey Tempest z Europe (pamiętacie The Final Countdown? „ta da daa da….”). W moim ulubionym paragrafie §4 pojawia się kolejny gość, Ian Anderson z Jethro Tull, więc wiadomo, że będzie solo na flecie. Ale nie tylko, bo Anderson wciela się w rolę narratora, a w §7 odczytuje tytułową ostatnią wolę zmarłego. Z kolei wielowarstwowy §5 to pulsujący bas i kolejne udane orkiestracje. A w tle tych wszystkich progresywnych brzmień growlujący Mikael Åkerfeldt. Pasuje jak kwiatek do kożucha…

Muzycznie The Last Will And Testament to całkiem udany album skandynawskiego kwintetu. Pokręcony, nieprzewidywalny, zaskakujący, itp., itd. Jednak mnie nie rzucił na kolana, bo nie zostawia w pamięci żadnych utworów. Może poza ostatnim. To nie do końca moja bajka. Lubię konkrety. Takich tutaj brak.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Komentarze do: “OPETH The Last Will And Testament 2024

  • Snake

    (24 maja 2025 - 15:43)

    Około, i to lubię. Krótko i na temat. Bez zachwytu bo i taki tu niepotrzebny. To nie ten poziom co kilkanaście lat temu

Skomentuj Snake Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: