
Pozytywnym aspektem przegranego Klasyku jest fakt, że sprawy w Realu Madryt nabrały tempa. Wprawdzie oficjalnie nie ogłoszono jeszcze odejścia Carlo Ancelottiego – ma to zostać zrobione po ostatniej kolejce La Ligi 25 maja, ale oficjalna jest informacja, że włoski szkoleniowiec dzisiaj podpisał umowę z brazylijską federacją, został nowym selekcjonerem Canarinhos i poprowadzi reprezentację już podczas czerwcowych meczów eliminacji do Mistrzostw Świata. W jego miejsce nowym trenerem Realu Madryt zostanie Xabi Alonso, były piłkarz Królewskich, który już ogłosił swoje odejście z Bayeru Leverkusen, który przejął w strefie spadkowej, a rok temu wygrał mistrzostwo Niemiec nie odnosząc ani jednej porażki. Jego powrót do Madrytu jest wyczekiwany z utęsknieniem. 43-letni Bask ma przywrócić efektowną grę i uruchomić wielki potencjał tej kadry, czego nie umiał zrobić Ancelotti w tym sezonie. Jego błędne decyzje kadrowe, marnowanie talentów, brak pomysłu na grę odchodzą do lamusa. Trzeba jednak pamiętać, że wcześniej Włoch wygrał więcej niż oczekiwano (moje oczekiwania znacząco przerósł) i mimo fatalnego finiszu jego 4-letni pobyt w Madrycie należy uznać za bardzo udany. Zdobył 11 trofeów, a wliczając jego poprzedni pobyt w latach 2013-2015 Ancelotti ma w sumie 15 pucharów, co czyni go najbardziej utytułowanym trenerem w historii Realu Madryt. Carletto zasługuje na podziękowanie i wielkie pożegnanie.
Xabi Alonso zgodził się przejąć Los Blancos od razu po podpisaniu umowy i poprowadzić drużynę na Klubowych Mistrzostwach Świata, które startują w połowie czerwca. To pierwszy taki klubowy mundial z udziałem 24 drużyn (ma być rozgrywany co 4 lata) i zarząd Realu oczekuje godnej postawy najlepszej drużyny w historii. Nawet jeśli rozgrywa słaby sezon. Warto jednak dodać, że w tym turnieju nie gra Barcelona, więc Real ma szansę na trofeum.
Xabi, witamy i powodzenia!
