LINKIN PARK From Zero 2025

To się porobiło… Bogowie nu metalu, grupa Linkin Park w maju 2017 roku wydała płytę One More Light będącą całkowitym zaprzeczeniem ich dotychczasowej kariery. Miałki pop zamiast mięsistego łojenia spotkał się z oburzeniem fanów, co raczej nie powinno dziwić. Jednak nieprzychylne reakcje bardzo przeżywał wokalista Chester Bennington, dodatkowo załamany samobójczą śmiercią Chrisa Cornella, która zbiegła się z premierą albumu. 20 lipca 2017, w dzień urodzin wokalisty Soundgarden, 41-letni Chester sam się powiesił idąc w ślady bliskiego przyjaciela. Wobec tej tragedii Linkin Park zawiesił działalność i na nową płytę Kalifornijczyków musieliśmy czekać 7 lat. Nagrali ją z nową wokalistką Emily Armstrong oraz z nowym perkusistą Colinem Brittainem. Tyle historii.

Linkin Park From Zero 2025

Łatwo zrozumieć tytuł wydawnictwa. From Zero. To oznacza start od zera. Jak sugerują w krótkim Intro „like from nothing”. Bo to jest prawdziwy restart zespołu, którego nieodłączną częścią był przecież jakże charakterystyczny śpiew Chestera Benningtona. Jak sobie poradzi z zastąpieniem go kobieta? Czas pokaże. Na razie Emily Armstrong zdała egzamin na piątkę. Sprostała wyzwaniu i wniosła do zespołu nową energię. Śpiewa podobnie do Chestera, może nawet zbyt podobnie? Ale Linkin Park znów jest mocny i metalowy, znów wgniata w fotel, a nijakie popowe piosenki i mdłe ballady sprzed siedmiu lat odeszły w zapomnienie. Potraktujmy je jako wypadek przy pracy. From Zero to powrót do korzeni, do najlepszego w historii zespołu debiutanckiego krążka Hybrid Theory. Znów więc jest sporo rapu, skreczy, dużo agresji i przesterowanych gitar. Z tego niektórzy czynią zarzut, że to odcinanie kuponów, brak rozwoju, że mamy inne czasy. Ja uważam, że to dobry ruch. Linkini próbowali czegoś nowego i nie wyszło. Teraz znów grają swoją muzykę, w której są mistrzami. I bardzo dobrze.

Już pierwszy singiel The Emptiness Machine dowodził, że Linkin Park wraca na właściwe tory. Zaczyna się niewinnie, od spokojnego wokalu Mike’a Shinody, dopiero w drugiej zwrotce włącza się Emily, a w refrenie już ostro daje do pieca. To absolutny hicior, jeden z najlepszych momentów albumu. Drugi singel Heavy Is The Crown jest jeszcze lepszy i nie bez powodu został wybrany na hymn Mistrzostw Świata 2024 w popularnej grze League of Legends. Tutaj znów Armstrong kapitalnie uzupełnia się z Shinodą, nie tylko świetnie śpiewa, ale potrafi się też konkretnie wydrzeć. Warto też docenić grę nowego perkusisty, który pozostaje w cieniu wokalistki, ale też robi swoje. Bardzo hitowy jest Stained, ale nie wyszedł na singlu więc nikt go nie wylansuje.

Oczywiście nie wszystkie utwory są aż tak przebojowe i dynamiczne (spokojniej jest na przykład w Overflow, Good Things Go czy Over Each Other), a cały krążek pod koniec lekko nuży (bo jednak nagrania są dość podobne, oparte na tych samych patentach), ale w sumie to kawał dobrej rockowej muzyki, która wydawało się już odeszła, a jednak Linkin Park przywraca ją na właściwe miejsce. Udała się najważniejsza rzecz – wymiana głosu prowadzącego. To zawsze jest trudne, bo przecież wszyscy kojarzą grupę z męskim wokalem, a tu przychodzi nieznana szerzej kobieta i daje radę. From Zero może nie jest tak dobry jak The Hunting Party, ale podnoszę nieco ocenę, bo zespołowi należy się kredyt zaufania. W końcu zaczynają od zera…

Moja ocena 4/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: