
W 1/8 finału Ligi Mistrzów znów mieliśmy madryckie derby. W lidze hiszpańskiej ostatnio padały wyniki 1-1. W dwumeczu Champions League też padł remis 2-2, co na jedno wychodzi. Ale dalej awansował Real, bo lepiej wykonywał rzuty karne. Szósta potyczka Simeone z rywalem zza miedzy skończyła się więc szóstą porażką – w Lidze Mistrzów Real ma patent na Atlético. Ale tylko w Lidze Mistrzów.
Tydzień temu pierwsze spotkanie na Bernabéu Real wygrał 2-1. Po słabiutkiej pierwszej połowie, w której tylko piękny gol Rodrygo i równie piękna odpowiedź Juliána Álvareza były godne uwagi, Real wziął się do pracy. Na 2-1 trafił Brahim Díaz, a świetną okazję miałby jeszcze Vinícius, gdyby Mbappe dograł mu nieco precyzyjniej. Ale nawet niska wygrana i tak mogła ucieszyć Los Blancos, bo zwycięstwa nad Atlético to ostatnio rzadkość, oraz to zawsze pewna przewaga przed rewanżem.
Ta przewaga nie wytrzymała nawet pół minuty, bo we wczorajszym rewanżu na Metropolitano już pierwszy atak gospodarzy dał im gola i wyrównał stan dwumeczu. A potem były nudy na pudy, czyli murowanie bramki Los Colchoneros i bezradność Królewskich, których jałowe ataki nie stanowiły żadnego zagrożenia dla bramki Oblaka. Podczas gdy Słoweniec mógł rozłożyć leżak i sączyć drinki, jego vis a vis miał sporo pracy i obronił kilka strzałów. Jednak trzeba przyznać, że chociaż Atlético wyglądało lepiej, nie zrobiło dostatecznie dużo, by ten mecz wygrać wyżej i awansować dalej. Los Blancos przez 70 minut byli tylko statystami, ale wtedy Mbappe przeprowadził wzorowy atak zakończony faulem w polu karnym. Okazję na gola zaprzepaścił jednak najgorszy na boisku Vinícius, którego strzał poszybował gdzieś w kosmos. Coś jak uderzenie Ramosa w słynnym półfinale z Bayernem w 2012 roku.
Real doczołgał się do dorywki, potem do rzutów karnych, które miały osobną dramaturgię. Gol Álvareza został anulowany przez Szymona Marciniaka, gdyż Argentyńczyk się poślizgnął i trącił piłkę drugą nogą przed strzałem. Decyzja oczywista stała się wygodnym usprawiedliwieniem dla Simeone, bo właśnie tego gola zabrakło do awansu (nie strzelił też Lucas, ale w odpowiedzi Llorente trafił w obramowanie). Tak czy inaczej Real ma za sobą jeden z najgorszych meczów w sezonie, ale mimo to awansował do ćwierćfinału, gdzie już czeka Arsenal. W starciu z Anglikami trzeba będzie pokazać dużo lepszy futbol. Taka mizeria w ataku jak wczoraj na pewno nie wystarczy.
