Kolejne remisowe derby Madrytu

Real - Atletico 1-1 2025

Pisanie o derbach Madrytu staje się nudne. Ostatnio bez względu na przebieg meczu za każdym razem i tak pada remis 1-1. Gdy więc tym razem Atlético wyszło na prowadzenie (Alvarez w 35 minucie z rzutu karnego), czekałem tylko na bramkę Los Blancos i gdy w 50 minucie strzelił ją Mbappé, w zasadzie można było zakończyć oglądanie. Oczywiście byłoby trochę szkoda, bo po przerwie Real wreszcie zaczął grać w piłkę i stworzył naprawdę dobry, choć mało skuteczny spektakl. Na pierwszą połowę podopieczni Ancelottiego nie dojechali, co jest niemal normą w tym sezonie. I nie tylko w tym. Mecz był nudny jak flaki z olejem, a jedyny celny strzał obu ekip to wspomniane uderzenie z rzutu karnego. Tego karnego mogło nie być, bo po przypadkowym nadepnięciu Lino przez Tchouameniego sędzia puścił grę, ale sytuacje skorygował VAR, i chociaż nie było wyraźnych powtórek, że do faulu doszło, a już na pewno, że był to taki faul, za który należy podyktować jedenastkę, Soto Grado postanowił jednak ukarać gospodarzy.
Dopiero po przerwie oglądaliśmy taki Real, jaki powinien był grać od początku – szybki, agresywny, kontrolujący wydarzenia i co chwila tworzący zagrożenie. Wystarczy powiedzieć, że drużyna oddała 9 celnych strzałów, Atlético zero. Poza golem Real zaliczył poprzeczkę (Bellingham), słupek (Vinícius) oraz kilka uderzeń, które wybronił Oblak. Remis jest więc kolejnym (po porażce z Espanyolem) rozczarowaniem, bo to strata dwóch punktów, a bezpieczna przewaga w ligowej tabeli topnieje w oczach. Wniosek jest prosty – kolejne ważne mecze trzeba grać od pierwszej, a nie od 46 minuty. Wtedy jest więcej czasu na zdobycie kolejnych goli, które madryckim wirtuozom przychodzą tak ciężko.

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: