DEEP PURPLE =1 2024

Deep Purple =1 2024

Jeśli nową płytę wydaje taki klasyk jak Deep Purple, wielu recenzentów traci perspektywę i z założenia daje albumowi maksymalną lub prawie maksymalną notę. Bez względu na zawartość. I z góry wiadomo, którzy to będą. Ale skoro tak, to ile panowie dalibyście takim albumom jak Deep Purple In Rock czy Machine Head? Tyle samo? Nowa płyta jest tak samo dobra jak tamte? Wylansuje tyle samo nieśmiertelnych utworów stanowiących klasykę hard rocka? Dalej pytał nie będę ale ja tę perspektywę zachowam. Bo sam fakt, że panowie w mocno dojrzałym wieku coś tam jeszcze grają nie jest żadnym gwarantem jakości muzyki. I nie trzeba za to podbijać oceny. Teraz do rzeczy.

Muszę przyznać, że panom nie brakuje wigoru. W wieku pod 80-tkę jest to godne podziwu i pozazdroszczenia. Na pokładzie zameldował się jeden młodszy muzyk, 45-letni gitarzysta Simon McBride zastąpił Steve’a Morse’a i wpasował się kapitalnie, jego siarczyste solówki są ozdobą wydawnictwa, które od 19 lipca jest ogólnodostępne. Nosi tytuł =1 i nie będę na siłę szukał wyjaśnień, czy chodzi o wciąż bycie numerem jeden na rockowej scenie. Tytuł jak tytuł, bardziej istotna jest muzyka. Czy nabrała wyrazistości, czy jest bardziej konkretna niż ta na bezbarwnej płycie Whoosh! cztery lata temu? Od razu odpowiem: tak. Momentami przebija poziom Now What?! z 2013 roku, chyba Simon zaraził weteranów swoją energią i wydobył z nich tę radość i luz, jakiego dawno nie mieli. I to słychać.

Płytę zapowiadały trzy single, wszystkie udane. Portable Door zaczyna się jak Pictures Of Home, i już samo to przyprawia o gęsią skórkę. W przypadku Deep Purple nawiązania do klasyków jak najbardziej wskazane. To dynamiczny, chwytliwy utwór, który czaruje głównie częścią instrumentalną. Drugi Pictures Of You to już spokojne tempo i trochę nijaka melodia, szału nie ma, poza obłędnym finałem. Za to w Lazy Sod znów mamy skojarzenia z przeszłością, tym razem Strange Kind Of Woman, i jest to nagranie bliźniacze do pierwszego singla, jeśli chodzi o konstrukcję, akcenty i melodykę (dobre tempo, świetna gitara i klawisze). Przedsmak tych emocji daje już pierwszy utwór w zestawie zatytułowany Show Me, w którym i Simon McBride, jak i klawiszowiec Don Airey dostali sporo czasu na swoje szaleństwa. Na numer jeden albumu wyrasta nagranie Now You’re Talkin’. To prawdziwa hardrockowa petarda z kapitalną partią Gillana (w ogóle wokalista daje radę, śpiewa, a czasem wręcz wydziera się jakby mu ubyło ze 20 lat) i pierwszorzędnymi solówkami. Jest szybko i konkretnie. Ładnie brzmi I’ll Catch You, chociaż nie jestem fanem ballad, to łkająca gitara Simona i wzruszający wokal Iana muszą robić wrażenie. I wreszcie sam finał, jedyna dłuższa kompozycja albumu, choć i tak zaledwie 6 minut, które dość szybko mijają. Bleeding Obvious ma orientalny posmak, zaskakuje zwolnieniem w środku. To całkiem przyzwoite zakończenie tego zacnego albumu.

Tak oto wymieniłem połowę utworów, a to już naprawdę sporo. Oczywiście nie ma tu niczego nowego, to wszystko już kiedyś było i to w lepszym wydaniu, ale przecież nikt nie oczekuje nowości od Deep Purple. Są jacy są i dobrze, że w ogóle są, bo wielu innym w ich wieku już się nie chce. =1 to solidna porcja starego, dobrego hard rocka. Nie będzie z tego klasyków, ale wielu nagrań słucha się z dużą przyjemnością, jeśli ktoś ma sentyment do lat 70. i lubi purpurowe klimaty. Ja lubię. Nie dam jednak 5 czy 4 gwiazdek, bo nie dodaję za zasługi.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: