
Zakończyła się kolejna edycja Copa América, czyli mistrzostw Ameryki Południowej, do którego czasem zapraszane są też inne reprezentacje, zwykle z Ameryki Północnej i Środkowej, ale dwa razy grała np. Japonia. Zasady więc dość swobodne, podobnie jak termin rozgrywania, teoretycznie co cztery lata, ale niekoniecznie – czasem co dwa lub trzy. Do wyboru, do koloru. Teraz na przykład zaproszono obie Ameryki. Tytułu broniła Argentyna, która wygrała w 2021 roku, i to był jedyny raz w ostatnich 10 edycjach (w tym samym czasie Brazylia triumfowała 5 razy). W zasadzie jak popatrzeć na drabinkę turniejową, to nie trzeba było rozgrywać meczów, można było od razu tytuł przyznać Argentynie. Na mundialu Albicelestes w każdym meczu dostawali rzut karny, by Messi mógł nastrzelać bramki i po kiepskim sezonie klubowym wygrać Złotą Piłkę, tak teraz w drodze do finału musieli pokonać Ekwador i Kanadę, oczywiście wcześniej wygrali grupę z Kanadą, Chile i Peru. Gdzie więc reprezentacje naprawdę potrafiące grać w piłkę? Wykańczały się nawzajem po drugiej stronie drabinki.
Nie jest żadną tajemnicą, że w Ameryce Południowej liczą się cztery reprezentacje: Brazylia, Argentyna, Urugwaj i Kolumbia. Czasem jeszcze Chile czy ktoś inny wyskoczy przed szereg, ale tak naprawdę ważne są te cztery i one dzielą się tytułami. Skoro więc Argentyna miała autostradę do finału, pytanie brzmiało tylko, kto wygra morderczy wyścig po drugiej stronie. Padło na Kolumbię, w której drugą młodość przeżywa James, zawodnik turnieju. Kolumbia w półfinale ograła 1:0 Urugwaj, który z kolei w ćwierćfinale w rzutach karnych pokonał pogrążoną w kryzysie Brazylię. Ot i cała historia Copa América 2024.
Mecze na ogół były ciekawsze niż partie szachów rozgrywane w Europie (gdzie futbol mordowali Chorwaci, Włosi, Belgowie, Anglicy i Francuzi), ale wynik był z góry wiadomy. Skoro Brazylia nie dojechała (a nie dojeżdża już od jakiegoś czasu, Brazylijczycy na cztery mecze wygrali tylko jeden), zwyciężyć mogła tylko Argentyna. Kolumbia, która dotychczas wygrała tylko raz w 2001 roku, stawiała w finale dzielny opór, potrzebna była nawet dogrywka, a sprawę tytułu rozstrzygnął Lautaro Martínez golem w 112 minucie. Warto dodać, że Kolumbia w końcówce czasu podstawowego powinna mieć rzut karny, ale sędzia nie odgwizdał ewidentnego faulu. Po prostu miała wygrać Argentyna, Leo Messi miał podnieść swój trzeci puchar jako kapitan reprezentacji, i tak się stało. Amen.
