BIG BIG TRAIN The Likes Of Us 2024

Big Big Train Likes Of Us

Kiedyś dość regularnie recenzowałem płyty grupy Big Big Train, brytyjskich klasyków rocka progresywnego, którzy nagrywają już od 30 lat i właśnie wydali swój 15. album zatytułowany The Likes Of Us. Napisałem „kiedyś”, bo ostatnie krążki formacji tak mnie znudziły, że odpuściłem ich opisywanie. Od świetnego Grand Tour sprzed 5 lat zespół nie wydał nic godnego uwagi, choć pewnie fani byliby oburzeni takim stwierdzeniem, bo przecież Common Ground z 2021 roku nawet załapał się do UK Top 40, co nie zdarza się często przy tak niekomercyjnej muzyce. Teraz jednak jest inaczej i najnowszej propozycji Brytyjczyków warto chwilę poświęcić, bo zaczyna ona nowy rozdział w historii Big Big Train. Rozdział z nową wytwórnią i nowym wokalistą, który musi zastąpić zmarłego Davida Longdona. Jest nim Alberto Bravin, znany ze współpracy z włoską grupą PFM, który w nowym środowisku radzi sobie całkiem dobrze. Nic dziwnego, wszak zmiany składu to chleb powszedni Brytyjczyków, a lista byłych członków zespołu liczy kilkanaście nazwisk.

Zawsze mówiłem, że to jesienna muzyka, refleksyjna, stonowana, w klimatach starego Genesis czy Camel. Paradoksalnie The Likes Of Us ukazał się w marcu, gdy natura budzi się do życia, więc ja też nie będę czekał pół roku z recenzją. Zresztą jesień już niedługo… Jest nieco inaczej. Nowocześniej, bardziej współcześnie, ale nadal klasycznie, bo wbrew nazwie rock progresywny wcale nie jest zbyt progresywny i trzeba mieć tego świadomość. Album The Likes Of Us raczej nie przysporzy Wielkiemu Pociągowi nowych fanów, ale tych starych powinien usatysfakcjonować. Osiem spokojnych, nastrojowych utworów, w tym dwa dość długaśne, patetyczne, pełne rozmachu i fantazji. Oczywiście nie będzie z tego hitów, radia nie będą grały i nic nie wejdzie do kanonu rocka – to nie ten adres. Nie szkodzi. Big Big Train tworzy dla wybrańców i dobrze być w tym gronie. Nawet jak czasem bywa nudnawo, jeśli trudno zdzierżyć 70 minut jednostajnej muzyki, to zawsze będziemy w stanie wyłowić coś urzekającego, wyjątkowego, innego. Coś, czego dzisiaj nikt inny nie zagra. Bo Big Big Train jest unikalny.

Teraz do rzeczy. Nie chcę tu tworzyć laurki, bo z jakichś powodów ostatnio ich odpuściłem i The Likes Of Us nie jest aż tak inny, powiela wiele błędów poprzedników i jest ciut za długi. Ale tych dobrych momentów jest jakby więcej, a Bravin idealnie się wpasował w baśniową stylistykę kompozycji zespołu. Najpierw Light Left In The Day, utwór niemal instrumentalny, z jedną linijką tekstu na wstępie, świetnie wprowadza w odpowiedni nastrój, bo muzycznie dzieje się tu dużo i jak na BBT jest bardzo energetycznie. Kapitalny kawałek. Lżejszy i już w pełni wokalny Oblivion jest tylko wstępem do 17-minutowego kolosa Beneath The Masts. To magnum opus albumu, takie małe progrockowe arcydzieło z delikatnym intro, wciągającą melodią, ostrym twistem pośrodku, gdzie zespół prezentuje pełnię swych możliwości, zahaczając chwilami niemal o ciężki rock. Ta druga część kompozycji rzuca na kolana. Drugi długas już tak nie imponuje, bo wersja okrojona Miramare była na singlu (nie wiem, dlaczego, bo hitowe to to nie jest w ogóle i nieco się dłuży), tutaj trwa 10 minut, trochę zawiła kompozycja, z symfonicznym zadęciem, uroczymi skrzypcami Clare Lindley i zaskakującym przełamaniem w środku. Niezłe jest też nagranie wieńczące dzieło, Last Eleven, z eleganckimi harmoniami wokalnymi. I to chyba tyle. Reszty nie wspominam, bo nie ma czego, zbyt folkowo i bezbarwnie. Ogólnie jednak zapisuję album po stronie plusów. Głównie dzięki Beneath The Masts, ale całość ma specyficzny klimat i stanowi udany nowy początek drogi z nowym frontmanem. Znając wenę chłopaków Wielki Pociąg niedługo znów nadjedzie.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: