PORCUPINE TREE Closure/Continuation 2022

Porcupine Tree Closure Continuation recenzja

Jak dobrze, że oni wrócili. Chyba nie ma potrzeby przypominać znaczenia grupy Porcupine Tree i jej lidera Stevena Wilsona dla rozwoju brytyjskiego rocka progresywnego. Przez 10 płyt wydanych w latach 1992-2009 nie tylko znaleźli w nim swoje własne miejsce, ale wyznaczali kierunek dla innych. To jeden z najważniejszych zespołów tego nieco zakurzonego dziś gatunku. Brakowało mi jeżozwierzowych piosenek, a muzyczne wygibasy Stevena nie były w stanie tego zrekompensować. Zwłaszcza te najnowsze eksperymenty, gdy artysta daleko odszedł od korzeni. A trzej panowie zagrali tak, jakby tej przerwy nigdy nie było, jakby nie minęło 13 lat, a w muzyce to szmat czasu. Trzej (…And Then There Were Three…), bo album nagrano w trzyosobowym składzie (mistrz ceremonii Steven Wilson, klawiszowiec Richard Barbieri i perkusista Gavin Harrison), bez basisty Colina Edwina, którego rolę przejął Steven i poradził sobie całkiem dobrze. Umówmy się – to nie bas był kwintesencją stylu i brzmienia PT. Z kolei ten brak stylistycznej wolty (jaką np. lider formacji oferował na solowych płytach) nie może dziwić, bo duża część nowych piosenek powstała zaraz po wydaniu albumu The Incident w 2009 roku.

Nowa płyta nosi przewrotny tytuł Closure/Continuation. Więc co w końcu? Zamknięcie czy kontynuacja? A może dwa w jednym? Czas pokaże. Liczę, że jednak doczekamy się kolejnych wydawnictw pod tym zasłużonym szyldem. To ostatnie budzi nieco mieszane uczucia, bo jeśli odrzucę sentymenty (a recenzując muzykę muszę to zrobić, nawet jeśli się tak bardzo cieszę), płyta nie rzuciła mnie na kolana. Ale czy musiała? Charakterystyczny klimat, przestrzenne brzmienie, senne wokale, wszystko niby jest na miejscu, i nawet te najbardziej mdłe i nijakie momenty nie przeszkadzają, ale brakuje mocnego depnięcia, zaznaczenia obecności, nagrania przebijającego resztę, rockowego killera. Ktoś powie: zawsze tak było, żadna płyta Porcupine Tree nie była wybitna od A do Z. Tak, ale miewały wybitne fragmenty, takie, do których z wielką przyjemnością wracam po latach. Czy Closure/Continuation coś takiego po sobie zostawi? Szczerze wątpię. Może tylko utwór zamykający całość, najdłuższy, w którym trochę się dzieje, ale to też już było. Reszta jest tylko poprawna. I do bólu bezpieczna. Spodoba się fanom, lecz nowych nie pozyska.

Otwierający zestaw Harridan jest z nami od dawna – na singlu wyszedł jeszcze w 2021 roku. Pokręcony w swej zawiłości, typowej dla grupy, może się podobać, ale nie miał szans zostać przebojem. Lepiej jako singel wypadł drugi Of The New Day, może zbyt ugrzeczniony, ale to po prostu ładna piosenka. Tylko tyle i aż tyle. Z tych nagrań, które warto wymienić, podam jeszcze dwa. Dignity mocno zalatuje nie tylko Floydami, ale Davidem Bowie z czasów Space Oddity, jednak to raczej zaleta nie wada. Zawsze mówię, że klasycy są po, bo od nich czerpać. Nie wiem tylko, czy słuszne było rozciągnięcie utworu do 8 minut. Nie ma tam aż tyle treści. Jest za to sporo treści w zamykającym płytę Chimera’s Wreck (w wersji podstawowej, bo na bonusowym dysku sa jeszcze trzy inne kompozycje, które jednak nie wnoszą niczego nowego). Tutaj niemal 10 minut trwania jest w pełni usprawiedliwione, bo chociaż nagranie długo się rozwija i po 4 minutach zaczyna nużyć melancholią, wtedy zaczyna się ostrzejsza jazda (ostra jak na Porcupine Tree, bo więcej u nich art rocka niż prog metalu) – jest agresywna solówka, zmiany tempa, zabawy rytmem, i wszystko ma sensowne uzasadnienie, w przeciwieństwie do dziwacznych łamańców w niektórych pozostałych kompozycjach. Z pewnością ten utwór znacząco podnosi ocenę całości.

Czy więc ten powrót się udał? Jak najbardziej. Sam fakt, że Porcupine Tree znów działa, budzi nadzieje na więcej. Na razie mamy dość zachowawczą płytę, umoczoną w przeszłości, ale Steven Wilson to tak twórczy i pomysłowy muzyk, że może na kolejnych krążkach urozmaici kompozycje i wyjdzie poza schemat. Chociaż i w tym schemacie jest im do twarzy.

Moja ocena 3/5

Udostępnij

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: