AXEL RUDI PELL Lost XXIII

Axel Rudi Pell Lost XXI recenzjaAXEL RUDI PELL
Lost XXIII
2022

Istnieją wykonawcy, którzy na każdym swoim nowym albumie mają wyryty znak jakości jeszcze przed jego premierą. Dokładnie wiemy, co tam będzie i że będzie dobrze. Takim wykonawcą jest dla mnie amerykański gitarzysta i wokalista Joe Bonamassa z USA. Jego odpowiednik w Europie nazywa się Axel Rudi Pell, który w latach 80. po epizodzie w zespole Steeler rozpoczął solową karierę, i z sukcesem kontynuuje ją do dzisiaj. Płyt wydał 20, ostatnio serwuje je regularnie co dwa lata, a każda z nich przynosi mniej więcej taki sam materiał – najpierw klimatyczne intro, potem dynamiczne otwarcie (zwykle utworem singlowym), kilka rockowych petard i ognistych solówek, jakaś ballada, i obowiązkowo jedno czy dwa nagrania dłuższe, rozbudowane, zwykle najlepsze w zestawie (kiedyś jeszcze przemycał covery rockowych klasyków, ale teraz wydaje je osobno). Wciąż tak samo i wciąż to samo. Czy to się nie nudzi? Jak komu. Mnie nie, bo choć patenty te same, piosenki są nowe, brzmią świeżo, a dobra muzyka rockowa zawsze się obroni i nigdy jej za wiele. Coraz trudniej tylko to opisywać, bo trzeba się powtarzać. Ale skoro Axel może się powtarzać, to recenzent też…

Nowy album nosi tytuł Lost XXIII i przynosi wszystko to, co napisałem. Intro jest. Dynamiczny otwieracz, który pilotował wydawnictwo na singlu – jest, nosi tytuł Survive i daje potężnego kopa. Potem kolejne przebojowe numery bliskie estetyce hard rocka No CompromiseDown On The Street (drugi singel). Czuję się, jakbym słuchał kompilacji największych przebojów, tak mocne i tak dobre są to kawałki. Potem wchodzi pierwszy kolos – Gone With The Wind trwa 9 minut i jest utrzymany w średnim tempie, a kończy się cudowną solówką mistrza ceremonii. Taka niby ballada, ale nie z tych do kotleta. Druga połowa płyty jest podobna – najpierw utrzymany w marszowym rytmie, oparty na prostym riffie Freight Train, potem prawdziwa petarda, bo Follow The Beast to kwintesencja heavy metalu, najostrzejszy i najszybszy utwór w zestawie. Fly With Me to kolejna spokojna kompozycja, którą niechętnie nazwę balladą, bo w miarę trwania muzycy znów dokładają do ognia. Ale jest klimatycznie i miło. Z kolei The Rise Of Ankhoor to dynamiczny utwór instrumentalny, w którym oprócz gitarzystów może wreszcie poszaleć klawiszowiec Ferdy Doernberg. Ale i tak najlepsze zostało na koniec – płytę zamyka tytułowy Lost XXIII, kolejny w repertuarze Niemców epicki kolos, w którym błyszczy nie tylko Johnny Gioeli (jego kapitalny wokal w stylu nieodżałowanego Dio od ponad 20 lat jest ozdobą wszystkich płyt Axela), ale też pozostali panowie, a część instrumentalna to absolutny majstersztyk. Nagranie wymiata, podobnie jak cały krążek. Właściwie nie ma tu słabego momentu. To nie jest płyta na tradycyjne trzy gwiazdki. To najlepsze dzieło niemieckiego gitarzysty i jego grupy. Nie wiem czy „ever”, ale w ostatnich latach na pewno.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Komentarze do: “AXEL RUDI PELL Lost XXIII

  • Snake

    (23 czerwca 2022 - 23:05)

    Nie słuchałem jeszcze ale otworzyłem że zdumienia czytając tę recenzję. 5 gwiazdek? O rety…
    Naprawdę musieli się przyłożyć😉
    Jutro wieczorem wiem co będę robić

Skomentuj Snake Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: