REAL-INTER 2-0 Ancelotti zadziwia Madryt

Real Madryt-Inter 2-0 Liga Mistrzów 2021/2022Real Madryt na Bernabéu pokonał mediolański Inter 2-0 i zakończył grupowe rozgrywki Ligi Mistrzów na 1. miejscu. Niby zgodnie z oczekiwaniami, ale kto był tego taki pewien, gdy Los Blancos w drugiej kolejce przegrali u siebie z mołdawskim Sheriffem Tyraspol? Potem jednak wszystko wróciło na swoje miejsce, Królewscy wygrali pozostałe mecze i będą rozstawieni w poniedziałkowym losowaniu (mogą trafić na PSG, Chelsea, Sporting, Benfikę, Salzburg i ewentualnie Atalantę, jeśli ta w przełożonym meczu pokona Villarreal). Samo spotkanie z mistrzem Włoch przypominało walkę wytrawnego, starego championa z młodym pretendentem. Gospodarze byli uprzejmi, dali się wyszumieć naładowanym rywalom, oddali im posiadanie piłki i pozwalali dominować, a co pewien czas wyprowadzali własne akcje, które były bardziej konkretne. Jedną z nich efektownym strzałem wykończył Toni Kroos, potem Jović minimalnie chybił, a Rodrygo trafił w słupek. Po zmianie stron było podobnie – Inter atakował, ale tylko raz stworzył poważne zagrożenie, gdy przestrzelił Barella. To chyba tak zdenerwowało pomocnika, że w innej sytuacji kopnął bez piłki Militão i wyleciał z boiska. Real strzelił drugiego gola, gdy cudownym uderzeniem w swoim stylu popisał się rezerwowy Asensio (kilka lat temu trafianie w samo okienko było jego firmowym zagraniem) i było po meczu. Zadanie wykonane wzorowo, a warto przypomnieć, że to już 9. kolejne zwycięstwo Realu Madryt. Przy tej okazji warto bliżej przyjrzeć się pracy, jaką wykonuje w Madrycie Carlo Ancelotti.

Nie ukrywam, że nie bardzo wierzyłem w tego trenera. Miękka faja, beton – te przydomki towarzyszyły mu, gdy po kapitalnej jesieni w 2015 roku grał wciąż jednym składem i na finiszu zabrakło sił na wygranie jakichkolwiek tytułów. Carletto wyleciał z Realu, potem to samo spotkało go w Monachium i Neapolu, aż wylądował w Evertonie, czyli o klasę niżej, a i tam niczego wielkiego nie zrobił mimo świetnego początku. Może jeszcze za wcześnie na ostateczne oceny, ale na tym etapie sezonu trzeba docenić progres, jaki wykonał Real pod jego wodzą. Skład niemal ten sam co u Zidane’a, poza zmianami w obronie, doszedł tylko młodziutki Camavinga (ale Francuz miał Ødegaarda), a gra jakże inna. Szybka, bezpośrednia, z polotem, bez tysięcy wrzutek do nikogo, jakie wciąż serwował Zizou, Królewscy strzelają sporo bramek, są przebojowi i skuteczni. Już nie wspomnę o konferencjach prasowych, które wreszcie warto śledzić, bo można się czegoś dowiedzieć, a nie tylko czytać farmazony w stylu „piłka nie chciała wpaść, przeciwnik też gra, zabrakło intensywności”. Mecze Realu znów można oglądać, to znów sprawia przyjemność, od czego odwykliśmy przez dwa lata rządów Zidane’a. Ancelotti uwolnił potencjał graczy, wystarczy popatrzeć co wyprawia Vinícius Júnior, gdy nie jest hamowany defensywną taktyką Francuza. Jakim liderem obrony stał się schowany do kieszeni przez Zizou Éder Militão, gdy wreszcie dostał szansę na regularną grę w miejsce płochliwego Varane’a. Real spokojnie wygrał swoją grupę w Lidze Mistrzów, a w lidze hiszpańskiej jest liderem z kilkupunktową przewagą nad grupą pościgową. Na starcie sezonu każdy chyba brałby w ciemno takie wyniki. Trzymajmy więc kciuki, by ta tendencja się nie odwróciła i Real zajął takie miejsce, na jakie wreszcie w pełni zasługuje. Carletto, dzięki za jesień, prosimy o podobną zimę i jeszcze lepszą wiosnę.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: