BARCELONA-REAL 1-2 Madryt rządzi w Barcelonie

Barcelona-Real Madryt 1-2 El Clasico 2021El Clásico. Klasyk. Najważniejszy mecz ligowy klubowej piłki nożnej. Starcie tytanów, dwóch najlepszych drużyn świata. Tak zwykłem określać mecze Realu Madryt z Barceloną. I dopóki naprzeciw siebie stawało dwóch kosmitów, nie było to dalekie od prawdy. Ale najpierw z Realu odszedł Cristiano Ronaldo, a teraz Barcelonę opuścił Leo Messi, i bez tych dwóch najlepszych piłkarzy świata oba kluby zyskały bardziej ziemski wymiar. W Madrycie nie ma już też wielkiej ikony Sergio Ramosa, rekordzisty pod względem występów w El Clásico (46 meczów). Jeśli do braku największych gwiazd dodamy, że Real i Barça są dalekie od swojej najlepszej formy, dzisiejszy Klasyk tracił wiele ze swojej dawnej magii. Taki Klasyk bez klasyków, ale to wciąż El Clásico. To nadal starcie Realu z Barceloną, Klasyk na miarę nowej dekady, z przyszłymi gwiazdami futbolu. Nawet jeśli Vinícius Júnior czy Ansu Fati nie elektryzują jak niegdyś Ronaldo i Messi, świat czekał na ten mecz. Wskazywanie faworyta w takim przypadku mija się z celem. Tu decydują szczegóły. Powszechnie wiadomo, że fatalnie zarządzana Barcelona jest pogrążona w chaosie, ale przecież nadal jest tu wielu świetnych zawodników, a strata do Realu przed meczem wynosiła tylko 2 punkty. Królewscy też mają swoje problemy – wyprzedali filary obrony, nie pozyskali napastnika, a „stary nowy” trener musi lepić z tego, co ma, a ma stanowczo za mało. Lecz w obliczu bezpośredniego starcia te wszystkie problemy przestają istnieć. Przez te 90 minut liczy się tylko futbol, a pół miliarda ludzi przed telewizorami czeka na wspaniały piłkarski spektakl.

Niestety tym razem fajerwerków nie było. To, co opisałem na wstępie, widać było jak na dłoni. Zabrakło wirtuozów, została tylko solidność, a solidność nie tworzy spektaklu. Pierwsza połowa to przewaga Barcelony, z której nic nie wynikało, i jedna kontra Realu zakończona golem po kapitalnym uderzeniu Davida Alaby. Czy ktoś jeszcze tęskni za Ramosem? Po zmianie stron gospodarze ruszyli do odrabiania strat, ale nie mieli zbyt wielu argumentów. Tuż przed końcem meczu z akcją popędził Asensio, a piłkę obitą po jego strzale dopadł Vázquez i wbił Barcelonie gwóźdź do trumny. Wprawdzie w ostatniej akcji meczu trafił Agüero i nieco przypudrował wynik, ale punkty jadą do Madrytu. Całkiem zasłużenie, chociaż Real wcale nie rozegrał wielkiego meczu. Był jednak lepiej ustawiony, konsekwentny i bardziej skuteczny. To wystarczyło. Z pretendentów do schedy po kosmitach lepiej wypadł Vinícius Júnior – był konkretny, stwarzał zagrożenie i zostawił dobre wrażenie. Trudno jednak o zadowolenie postronnych widzów (są tacy?), bo mecz nie był godny swej nazwy i historii. Był solidny – tylko tyle i aż tyle. Dzięki wygranej Real Madryt ponownie objął prowadzenie w ligowej tabeli.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: