ANNIHILATOR Ballistic, Sadistic

Annihilator Ballistic Sadistic recenzjaANNIHILATOR
Ballistic, Sadistic
2020

Recenzując ostatnie płyty grupy Annihilator piszę w zasadzie to samo – podkreślam dobrą formę kanadyjskich klasyków thrash metalu, siłę i moc płynącą z ich muzyki, do której wplatają nieco melodii, dzięki czemu docenić ją mogą słuchacze tacy jak ja, lubiący heavy metal, a nie tylko gitarowe wyścigi, z jakich słynie thrash. Na nowym albumie wściekłych gitarowych galopad jest jakby więcej – muzycy tym razem nie pozwalają nawet na chwilę wytchnienia przy żadnej bezpłciowej balladzie, oferując 10 szybkich, bezkompromisowych kawałków tworzących bardzo zgrabną całość. Właśnie ta spójność materiału jest wielkim atutem płyty Ballistic, Sadistic, którą wyprodukował Jeff Waters, grający na gitarze lider, założyciel i główny kompozytor Annihilator, ostatnio również wokalista, niepodzielnie rządzący grupą od 1984 roku. „Nagraliśmy wściekłą, techniczną płytę, która powraca do klimatów z trzech pierwszych albumów. Oldskulowa produkcja łączy się tu z nowoczesnym sprzętem studyjnym”. Nic dodać, nic ująć. Koniec z hardrockowymi i heavymetalowymi eksperymentami, wracamy do rasowego thrashu z rozpędzoną sekcją i całą masą soczystych solówek.

Kolejne single promujące wydawnictwo jasno określały, czego należy się spodziewać, ale nie mówiły, że będzie aż tak dobrze. I Am Warfare, Dressed Up For Evil czy otwierający zestaw Armed To The Teeth to kwintesencja stylu Kanadyjczyków, typowe thrashowe utwory, gdzie ostre niczym brzytwa brzmienie i dynamiczne tempo sekcji rytmicznej uzupełniają zadziorne partie gitarowe i ostry wokal. Nieco więcej przestrzeni oferuje kapitalny, bardzo przebojowy Psycho Ward (wydany na drugim singlu), podobny heavy metalowy wydźwięk ma Lip Service – nie ukrywam, że te dwa nagrania należą do moich ulubionych (zawsze poszukiwanie wyrazistej melodii przedkładam nad wściekłe gitarowe popisy). Ale te bardziej czadowe też są świetne, a czasem potrafią miło zaskoczyć, jak np. One Wrong Move zmianą tempa, efektownym zwolnieniem w środku (znów muszę się odnieść do Master Of Puppets Metalliki, choć oczywiście to nie ten kaliber). Miodzio.

To wyjątkowo udany album. Panowie odczekali trzy lata i serwują 10 agresywnych, pełnych werwy nagrań opartych na thrashowych riffach z odpowiednią dozą melodii i przebojowości, przypominających ich najlepsze lata. Jeśli ktoś nie zna twórczości Kanadyjczyków, może zacząć swą przygodę z zespołem właśnie od tej płyty. Już jestem ciekaw kolejnej, ale Ballistic, Sadistic naprawdę trudno będzie przebić.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: