RACONTEURS Help Us Stranger

Raconteurs Help Us Stranger recenzjaRACONTEURS
Help Us Stranger
2019

Nigdy nie rozumiałem fenomenu Jacka White’a. Owszem, muzyk polskiego pochodzenia trochę namieszał w świecie rock’n’rolla swoim zespołem White Stripes (wystarczy posłuchać Seven Nation Army i nie trzeba nic więcej mówić), ale to było dwie dekady temu i tylko przez moment. Późniejsze wcielenia tego niepokornego artysty (Raconteurs, Dead Weather) były mniej nośne, ale o niebo lepsze od jego solowych płyt, akustycznych i nudnych jak flaki z olejem. W sumie zrobiono z faceta wielkiego mesjasza rocka, bo świat alternatywnego grania na gwałt potrzebował nowego idola, ale tak naprawdę White nagrał jedną świetną i dwie jako takie płyty z White Stripes, jeden niezły album z Raconteurs i tyle. W 2019 roku postanowił reaktywować ten ostatni projekt. Po 11 latach ukazał się więc trzeci krążek formacji zatytułowany Help Us Stranger. W sumie dobrze, bo znów sporo tu brudnego grania, z jakiego White zasłynął i z jakim mu do twarzy, w przeciwieństwie do bezbarwnych piosenek country z autorskich albumów. Tylko że minęło 11 lat! Szmat czasu. Czy nowa-stara muzyka Raconteurs jest na tyle dobra, by kogoś dzisiaj porwać, tak jak debiutancki Broken Boy Soldiers w 2006 roku? I tak, i nie. Mnie nie porwała, ale doceniam dobre chęci.

To mimo wszystko miła niespodzianka, bo przecież nikt nie czekał na ten krążek. Spadł trochę znienacka, zapowiedziany na tydzień przed premierą, choć przecież trzy wypuszczone wcześniej single (wszystkie świetne) zdradzały, co ma nastąpić. Najpierw szybki i zadziorny, oparty na kapitalnym riffie Sunday Driver, najbardziej przebojowy kawałek w zestawie. Potem Hey Gyp (Dig The Slowness), interesująco zrobiony cover piosenki Donovana z harmonijką w tle, wreszcie opatrzony „japońskim” teledyskiem tytułowy Help Me Stranger, gdzie Brendan Benson i Jack White śpiewają razem tworząc perfekcyjny dialog z natarczywą gitarą. Po takich zajawkach apetyty wzrosły i cała płyta nie do końca je zaspokaja. Jest bardzo równa – to z jednej strony dobrze, bo trzyma przyzwoity poziom. Problem w tym, że nigdy się ponad ten poziom nie wznosi. Nie ma tu hitów na miarę chociażby Steady, As She Goes, ale też nie ma nudnych wypełniaczy. Coś za coś. Po letniej premierzy wyszły jeszcze dwa single, i znów oba trafione w dziesiątkę. Energetyczny, utrzymany w duchu lat 70. Bored And Razed otwiera płytę, a wydany we wrześniu Only Child to przepiękna akustyczna ballada zaśpiewana łagodnym głosem Bensona. Nie mój klimat i nie za to cenię twórczość Raconteurs, ale umiem docenić dobre piosenki, a do tworzenia takowych Jack White ma wyjątkowy talent. Każda z nich jest nieco inna, lecz udana na swój oryginalny sposób. Może nie mają siły rażenia tych z debiutu, ale nie co dzień jest niedziela. Inne dni tygodnia też bywają urocze. A przecież na singlach się nie kończy, można wymienić inne utwory, jak surowy, rock’n’rollowy i pachnący Stonesami Live A Lie, czy beatlesowski w klimacie Shine The Light On Me (którego rwana melodia mnie akurat kompletnie nie podchodzi, ale komuś może tak).

Help Us Stranger to płyta, na której Raconteurs grają swoje i robią to poprawnie. Nie wybitnie, nie świetnie, ale poprawnie, i to wystarczy. Nikt nie oczekiwał zmiany stylistycznej, bo teraz brzmienia vintage są na czasie i właśnie takie połączenie surowego rock’n’rolla z bluesem i odrobiną psychodelii sprawdza się znakomicie. Może trochę brakuje pazura, ale panowie są autentyczni w tym, co grają, bo swój styl wypracowali dawno temu i długa przerwa ani solowe poszukiwania lidera nie wpłynęły na ich muzykę. Rock’n’roll nadal ma się dobrze i wypada tylko mieć nadzieję na kolejne wydawnictwa pod szyldem Raconteurs. I koniecznie wcześniej niż za 11 lat.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: