REAL-MANCHESTER CITY 1-2 Lekcja futbolu od Guardioli

Real-Manchester City 1-2 Liga Mistrzów 2019/2020 1/8Dzisiaj w ramach walki o ćwierćfinał Ligi Mistrzów Real Madryt podejmował na Estadio Santiago Bernabéu mistrza Anglii, prowadzony przez Pepa Guardiolę Manchester City. To pierwszy z dwóch meczów prawdy w tym tygodniu, które mają pokazać, w którym miejscu znajdują się Królewscy. Czy są tak fatalni, jak w ostatnich dwóch meczach ligowych ze słabeuszami, gdy głupio stracili 5 punktów i znów muszą oglądać plecy Barcelony. Czy może są tak dobrzy, jak we wcześniejszych 21 meczach bez porażki, gdy tracili zaskakująco mało bramek. Oczywiście starcie z City to dwumecz i pierwsze spotkanie o niczym nie przesądza, ale walka z mocnym rywalem, który zwykle dominuje w swych meczach i strzela dużo goli, pozwala realnie ocenić potencjał ekipy Zidane’a. Niestety niespodzianki nie było – Real zagrał słabiutko, przegrał mecz i bardzo skomplikował sobie możliwość awansu. W zasadzie wygranie dwoma bramkami w Manchesterze można rozpatrywać w kategoriach cudu, skoro Real ma ostatnio problemy, by strzelić choć jedną bramkę, i to zespołom znacznie słabszym niż City.

Jak można przegrać wygrany mecz? Ano właśnie tak jak dzisiaj zrobili to madrytczycy. W pierwszej połowie gra była wyrównana, ale wolna i bardzo asekuracyjna. Dwie dobre okazje mieli goście, jedną gospodarze. Mało jak na tę klasę drużyn. Po zmianie stron partia szachów trwała dalej, i znów lepsi byli goście tworząc kolejne okazje bramkowe, ale nieoczekiwanie to gospodarze wyszli na prowadzenie. W 60 minucie Vinícius wyłożył patelnię Isco i ten zdobył gola. Co robi Real Zidane’a po strzeleniu gola? Idzie po następnego? Nie, cofa się i broni wyniku, a to się zwykle marnie kończy. Piłkarze Guardioli przejęli inicjatywę, zamknęli gospodarzy i gole były kwestią czasu, zwłaszcza gdy wszedł Sterling. W 78 minucie po błędzie Ramosa wyrównał Jesús, 5 minut później Carvajal sprokurował rzut karny i gola zdobył De Bruyne, a zaraz potem błąd Casemiro próbował naprawić Ramos faulując wychodzącego na czystą pozycję Jesúsa, za co obejrzał czerwoną kartkę i nie wystąpi w rewanżu. Gole już nie padły, ale to i tak spora zaliczka przed rewanżem, który przy tej klasie City i takiej „formie” Królewskich, jest dla Manchesteru formalnością. Guardiola jako trener przyjeżdżał do Madrytu jak po swoje. Przegrał tu tylko dwa razy, wygrał aż 5. Dzisiaj zrobił to po raz szósty.

Zastanawiałem się, czy to komentować, czy pora na jakieś głębsze refleksje. Chyba jeszcze nie. Może w niedzielę, gdy Real przegra także krajowe rozgrywki z najsłabszą od lat Barceloną? Na koniec tylko przypomnę słowa Ramosa po porażce z Levante: „Teraz musimy pokazać się z odpowiedniej strony z City i potem także z Barceloną. Gramy o Ligę Mistrzów, gramy o La Ligę, gramy o sezon. Właśnie teraz muszą pojawić się prawdziwi goście” . To ja się pytam: gdzie są ci goście? Bo na pewno nie w Madrycie. Przegrać można, ale nie tak. Nie oddając 3 celne strzały. „Prawdziwi goście” nawet nie próbowali odwrócić wyniku, klepali sobie leniwie w poprzek boiska i nic więcej. Gdzie walka, gdzie zawziętość, gdzie sportowa złość? Gdzie ambicja? A „prawdziwy gość” z opaską kapitana zawalił najbardziej.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: