REAL-SOCIEDAD 3-4 Real Madryt odpada z Pucharu Króla

Puchar Króla 2020 ćwierćfinał Real-Sociedad 3-4Zinédine Zidane w roli trenera Los Blancos nigdy nie awansował do półfinałów Pucharu Króla, jedynego trofeum, jakiego brakuje mu w kolekcji (nie wygrał go także jako zawodnik). Dziś tradycji stało się zadość – w ćwierćfinale Real Madryt podejmował u siebie Real Sociedad i znów nie dał rady. Przegrał 3-4 i odpadł z rozgrywek. Tak naprawdę to się nie miało prawa wydarzyć. Rozpędzeni Królewscy, chwaleni ze wszystkich stron, liderujący w lidze hiszpańskiej, z najlepszą od lat obroną, notujący serię 21 meczów bez porażki, a z drugiej strony pogrążeni w kryzysie Baskowie, którzy przegrali 3 z ostatnich czterech ligowych spotkań (w tym z ostatnim w tabeli Leganés). A to jednak oni w Madrycie dali gospodarzom lekcję futbolu, celnie punktując toporny, statyczny styl ekipy Zidane’a. Nie grali w poprzek, tylko do przodu. Byli dobrze zorganizowani w obronie, świetni technicznie w środku pola i przebojowi, skuteczni w ataku. I przede wszystkim mieli na boisku napastnika, który strzela na bramkę, a nie pakuje się w zawiłe dryblingi daleko poza polem karnym. Ten napastnik to Szwed Alexander Isaak, którego madrytczycy mieli kupić kilka lat temu, ale w ostatniej chwili ubiegła ich Borussia. Po nieudanym epizodzie w Niemczech zawodnik trafił do Hiszpanii i tutaj strzela jak na zawołanie. Dzisiaj w dwie minuty pozbawił Los Blancos wszelkich złudzeń.

Od dawna mówię to samo i nie podzielam entuzjazmu wobec wizji futbolu prezentowanej przez Zidane’a. Jako zawodnik był geniuszem, grał Copa del Rey 2020 Real Sociedad Isaknieszablonowo i efektownie, ale jako trener pokazuje coś zupełnie przeciwnego. Jego piłkarze są przewidywalni i nudni jak flaki z olejem, grają wolno i głównie wszerz boiska. Każda kontra jest hamowana, a rywal właśnie po kontrach był dzisiaj najgroźniejszy. Do przerwy prowadził 1-0, ale mógł wyżej, bo sam Isaak nie trafił w bramkę w dwóch idealnych sytuacjach. Gola za to zdobył Martin Ødegaard, którego Królewscy latem wypożyczyli do Realu Sociedad. Szkoda, że gra tam, bo to zawodnik nietuzinkowy, z wyobraźnią, jakich w Madrycie niewielu, i z pewnością ożywiłby nudny środek pola Los Blancos. Gdy po zmianie stron wszyscy oczekiwali reakcji Realu i goli dla gospodarzy, zaczęli znów trafiać Baskowie, o czym zadecydowały głupie błędy w obronie (zestawionej eksperymentalnie – z Militão i Nacho zamiast Varane’a i Carvajala, do tego z Marcelo, który jak wiemy bronić nie lubi). Isak naregulował celownik i w dwie minuty załatwił sprawę. Gole w 54 i 56 minucie wybiły madrytczyków z rytmu, jeśli tu w ogóle jakiś rytm był. Wprawdzie na 1-3 trafił Marcelo, ale w 69 minucie czwartego gola dla Sociedad zdobył Merino i praktycznie zakończył mecz. Owszem, Real dalej się starał, ale wciąż w jednostajnym tempie, bez ikry, z dziesiątkami spowolnień i bezproduktywnych wrzutek. Benzemy, jak zwykle w takich sytuacjach, praktycznie nie było na boisku. Jedynym, który dawał nadzieję, był szybki Vinícius, ale w pojedynkę trudno wygrać mecz. Często był zbyt szybki dla leniwych kolegów. Gdy trafił na 2-4, odgwizdano minimalnego spalonego. W 81 minucie wyłożył piłkę koledze i bramkę zdobył Rodrygo, lecz to dalej za mało. W doliczonym czasie trafił jeszcze Nacho i przypudrował wynik, ale do półfinału awansowali Baskowie.

Żal tym bardziej, że w tegorocznej edycji Copa del Rey mamy same niespodzianki i pozostali półfinaliści (zwłaszcza Granada i drugoligowe Mirandés) są na pewno w zasięgu Realu. Królewscy znów odpadli po meczu na własnym stadionie z teoretycznie dużo słabszym rywalem (poprzednio Zidane przegrywał w Madrycie z Celtą i Leganés). Wygląda to na jakąś klątwę. Może jednak ten zimny prysznic trochę ostudzi rozpalone głowy kibiców, którzy po kilku zaledwie poprawnych występach (bo nie jakichś wybitnych) już myśleli o potrójnej koronie. Z taką bezbarwną grą nie da się niczego wygrać, trzeba dawać z siebie więcej, grać odważniej i szybciej, kreować więcej, naciskać mocniej, zagrywać do przodu nie w poprzek, odkryć podania prostopadłe (tak, tak, panowie, istnieją takie, pooglądajcie sobie mecze Realu sprzed kilkunastu lat, to może się czegoś nauczycie). Ale to już sprawa do analizy dla Zidane’a. Dzisiaj chłopaki zagrali nonszalancko w obronie, a cisnąć zaczęli zbyt późno. Oby się ogarnęli do meczu z City, bo piłkarze Guardioli grają podobnie jak Sociedad. Tylko są skuteczniejsi pod bramką.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: