MARK LANEGAN BAND Somebody’s Knocking

Mark Lanegan Band Somebody's Knocking recenzjaMARK LANEGAN BAND
Somebody’s Knocking
2019

Ostatnimi czasy Mark Lanegan bardzo zintensyfikował częstotliwość wydawania płyt, co rzadko idzie w parze z jakością. Na Blues Funeral (2012) czekaliśmy 8 lat, od wtedy wyszły już 4 kolejne krążki, a piąty zapowiedziany jest na przyszły rok. Do tego dochodzi kilka kolaboracji, EP-ki, remiksy, archiwalia… Całkiem niezłe tempo. Ponieważ Lanegan to ciągle mało znane nazwisko w kraju nad Wisłą, krótko przypomnę, że ten amerykański bard to były wokalista zespołów Screaming TreesQueens Of The Stone Age, brał też udział m.in. w interesującym muzycznie projekcie Soulsavers – gorąco polecam). Nie każda jego płyta przykuwa moją uwagę, ale czasem warto o nim wspomnieć – może ktoś dzięki temu odkryje tego nietuzinkowego, obdarzonego hipnotyzującym głosem artystę? Nadarza się kolejna okazja, bo niedawno do sklepów trafił nowy album Somebody’s Knocking. Kolejny dowód na to, jak wszechstronny jest Lanegan.

Recenzując Gargoyle sprzed dwóch lat narzekałem na brak wyrazistości nagrań Marka, ale po prostu z tym trzeba się pogodzić. Taki jest ten facet, nagrywa bardzo nierówne płyty, lecz na każdej są świetne momenty, a sama zawartość często zaskakuje. Po prostu lubi eksperymentować. Kilka lat temu śpiewał bluesy, dzisiaj serwuje wycieczkę do lat 80., gdy na listach przebojów królował zespół New Order i jego Blue Monday. Album Somebody’s Knocking jest przesiąknięty elektroniką i klimatem tamtych czasów, z nurtem new wave i new romantic na czele. Do wspomnianego New Order odwołują się otwierające zestaw Disbelief Suspension, Letter Never Sent i Night Flight To Kabul (podobnie She Loved You z końcówki), singlowy energiczny i przebojowy Stitch It Up porwie do tańca, zalatujący Joy Division Radio Silence przyjemnie pobuja, z kolei Playing Nero skłoni do zadumy, podobnie jak mroczny i ascetyczny Dark Disco Jag, ale trudno się oprzeć wrażeniu, że te 14 nagrań to jednak trochę za dużo. Nie ma tu pomysłu na tyle muzyki i po pewnym czasie słuchanie tej jednostajnej płyty zaczyna zwyczajnie nużyć. Tak naprawdę wystarczy pierwsze 7 utworów, dalej są tylko powtórki, nie ma niczego nowego ani porywającego. Złośliwi powiedzą, że te 7 to też powtórki z dawnych lat, a przecież oryginały były lepsze…

Somebody’s Knocking to typowy album Marka Lanegana – oferuje sporo fajnej muzyki, lecz głównie dla fanów artysty. Nie ma tu hitów ani żadnych nagrań do wspominania po latach, dlatego trudno liczyć, że przyciągnie nowych słuchaczy. Posłuchać, docenić, zapomnieć. Myślę, że Markowi przydałaby się dłuższa przerwa i przemyślenie tego, co robi, bo ilość zaczyna zastępować jakość, a sam genialny głos to trochę mało, by go wiecznie chwalić.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: