CELTA-REAL 1-3 Udany początek ligi Realu Madryt

Celta Real 1-3 hiszpańska la liga 2019/2020Courtois; Odriozola, Varane, Ramos, Marcelo; Modrić, Kroos, Casemiro; Bale, Benzema, Vinícius. W takim składzie Real Madryt zainaugurował rozgrywki hiszpańskiej La Ligi na Balaídos w Vigo. Ktoś (każdy?) spyta: a gdzie nowe nazwiska? Gdzie rewolucja kadrowa? Gdzie zmiany w składzie ekipy, która zawaliła dwa sezony, a w tym ostatnim zwyczajnie się skompromitowała (przypomnę – 19 punktów straty do Barcelony!)? Podpowiem – zmian nie ma. Wrócił Zidane, dobry kumpel wszystkich wypalonych gwiazdeczek, i zablokował wszystkie ruchy, które miały ożywić grę Królewskich. Zamiast reformy znów tylko przypudrowano trupa i wszyscy udają, że to wystarczy. Zidane miał 5 miesięcy na eksperymenty, ale nie zrobił nic. 8 meczów wygrał, ale tyle samo przegrał, a drużyna – patrząc na fatalne wyniki pretemporady (m.in. 3-7 z Atlético) i sam styl gry (a raczej jego kompletny brak) – znajduje się w tym samym miejscu co wtedy. Nikt nie wie, co ma grać, i mało komu się chce wysilać. Ci, którym zależało, decyzja trenera są już poza Madrytem, lub w gabinetach lekarskich, bo jeszcze przed startem sezonu zanotowano aż 9 kontuzji, co chyba kwalifikuje się do księgi rekordów Guinnessa. Z nowych zakupów: Hazard – kontuzja; Mendy – kontuzja; Rodrygo – kontuzja; Jović – tuż po kontuzji; Militão – na ławce; Kubo – poza składem (za młody?). Tyle tytułem wstępu.

Przez kilka lat opisywałem każdy mecz madrytczyków, w zasadzie dla własnej przyjemności, bo i tak nikt tego nie czyta ani nie komentuje. W zeszłym roku, kiedy oglądanie przestało być frajdą i stało się przykrym obowiązkiem, zacząłem szanować swój czas. Będę pisał rzadziej i tylko wtedy, gdy warto. Dzisiaj warto (nawet jeśli jestem rozczarowany okienkiem transferowym i niezrozumiałymi decyzjami Zizou), bo to przecież inauguracja rozgrywek ligowych w Hiszpanii (inauguracja dla Realu, bo pierwszy mecz był wczoraj w Bilbao, gdzie gospodarze nieoczekiwanie pokonali Barcelonę). W normalnych warunkach Los Blancos powinni gładko wygrać z Celtą (przypomnę – poza spadkowiczami to najgorsza drużyna poprzedniego sezonu, 17. miejsce w tabeli), ale w przypadku Realu Zidane’a nic nie jest proste. Nigdy nie wiemy, czy trafimy na doktora Jekylla, czy na pana Hyde’a. Czy Real zagra po królewsku, z zaangażowaniem i polotem (raczej rzadki widok ostatnio), czy jak zmęczona, znudzona sobą grupa emerytów, która wychodzi na boisko za karę. Dzisiaj panowie się spisali i chociaż nie mają za sobą wielkiego meczu, wygrali nadspodziewanie łatwo, a najlepszy na boisku był wypychany na siłę z klubu Gareth Bale. Szybki, dokładny i przebojowy, jak za dawnych lat, i to po jego dograniu Benzema w 12 minucie strzelił bramkę dającą prowadzenie. Tuż przed przerwą po błędzie Odriozoli padł gol wyrównujący, jednak nie został uznany z powodu spalonego Aspasa. VAR zadziałał. Zadziałał również po przerwie, gdy Modrić obejrzał najpierw żółtą, a po weryfikacji czerwoną kartkę za nadepnięcie Denisa Suáreza. Wydawało się, że Real będzie miał kłopoty i nacierająca Celta zaraz wyrówna, ale stało się odwrotnie – w dziesiątkę Królewscy prezentowali się dużo lepiej. Najpierw Kroos posłał prawdziwą petardę w samo okienko bramki Rubéna, a potem po ładnej zespołowej akcji na jeden kontakt (wreszcie!) trafił rezerwowy Lucas Vázquez. Było po meczu i gol gospodarzy w doliczonym czasie gry niewiele zmienił. Real rozegrał poważne spotkanie, wygrał zasłużenie i nieco uspokoił nastroje wśród madridistas. Nie na długo, bo to tylko jeden mecz z rywalem ze średniej półki i wygrana wcale nie zmienia złej oceny transferów i przygotowań (rok temu Real też zaczął z przytupem, ale powietrze z weteranów uszło bardzo szybko). Na szczęście okienko jeszcze trwa…

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: