SUZI QUATRO No Control

Suzi Quatro No Control recenzjaSUZI QUATRO
No Control
2019

Moda. Słowo klucz w postrzeganiu kariery, nie tylko zresztą w muzyce. Gdy jesteś na topie, wszystko jest proste, każda piosenka staje się przebojem, wszyscy cię lubią. Jeśli moda na dany gatunek minie, możesz dalej grać świetną muzykę, ale nie masz szans szerzej zaistnieć. Doceni cię tylko grupa zagorzałych fanów. Piszę to wszystko przy okazji nowej płyty Suzi Quatro. Pamiętacie tę panią? Chyba nie za bardzo… W latach 70. prawdziwa królowa glam rocka, co było tym dziwniejsze, że ten gatunek był raczej domeną panów, do tego narodził się i rządził w Wielkiej Brytanii, a Suzi pochodzi z USA. A jednak przebiła się właśnie w Europie lansując wielkie hity Devil Gate Drive, Can The Can czy 48 Crash, które pisali dla niej Nicky Chinn i Mike Chapman, bardzo popularni wtedy autorzy piosenek (głównie przebojów zespołów Sweet i Smokie) i inspirując późniejsze rockowe girlsbandy (jak Runaways czy Girlschool). Potem słuch o niej zaginął, a w XXI wieku nagrywa bardzo sporadycznie (chociaż dwa lata temu przypomniała o sobie w udanym projekcie QSP – Quatro Scott Powell, stworzonym wraz z muzykami zespołów Sweet i Slade).

Z niemal 70-tką na karku Suzi Quatro nadal wygląda dobrze, dalej jest ubrana w czarny skórzany kombinezon i dzierży w ręku nieodłączną gitarę. Czas się zatrzymał? Muzycznie na pewno tak. Suzi przygotowała klasycznie brzmiącą płytę z piosenkami zakorzenionymi w latach 70. Co z tego, że to niemodne, że nikt nie zauważy? Zawsze miło posłuchać. Nie ma tu niczego wielkiego, ale chciałem przypomnieć, że taka pani istnieje i nadal tworzy. Sama pisze piosenki (no może nie do końca sama – wspomaga ją gitarzysta Richard Tuckey) i nadal potrafi dołożyć do pieca. Najlepiej świadczy o tym singlowy utwór No Soul / No Control już na starcie albumu. A to nie najlepszy numer, bo dalej jest jeszcze kipiący energią Macho Man, klasyk na miarę tych wyżej wymienionych. Gdyby tylko ukazał się cztery dekady temu…

Niestety więcej takich piosenek nie uświadczymy. Szkoda, bo byłoby naprawdę kapitalnie, a tak jest nieco bezbarwnie. Mamy więc odrobinę bluesa, klasycznego jak w Going Down Blues, i tego nieco mocniejszego, bardziej przebojowego (Don’t Do Me Wrong, Going Home), dwie, trzy melodyjne piosenki z dużą porcją trąb (których nie lubię, ale tu ujdą) oraz dwa absolutne koszmarki, nudne jak flaki z olejem. Ale i tak jest nieźle. Po płycie No Control zostaną w pamięci dwa świetne utwory i radość z faktu, że Suzi Quatro nadal daje radę.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: