P.O.D. Circles

P.O.D. Circles recenzjaP.O.D.
Circles
2018

Czy czasy wydania albumu powinny stanowić o wartości muzyki? Teoretycznie nie, ale wiemy jak jest. Jeśli moda minie, trudno o sukces. Niecałe dwie dekady temu na ustach wszystkich było hasło nu metal. Tę swoistą hybrydę metalu, elektroniki i rapu najlepiej zdefiniował kalifornijski Linkin Park płytą Hybrid Theory w 2000 roku. Jej sukces pociągnął innych, m.in. pochodzący z San Diego zespół P.O.D. Dzisiaj o nu metalu mało kto pamięta, nawet Linkin Park odszedł w stronę miałkiego popu. P.O.D. aż tak obrazoburczy nie są, na szczęście dalej grają swoje i raz na trzy lata publikują premierowe piosenki, ale ognia w nich niewiele i mało kogo to rusza. Albumu na miarę Satellite ani hitu w rodzaju Youth Of The Nation już nie wylansują. Choćby nawet bardzo chcieli, zmieniła się koniunktura i trudno się przebić. Wydana niedawno płyta Circles tego nie zmieni. A szkoda, bo jest całkiem przyjemna.

Wychwalałem krążek The Awakening z 2015 roku pisząc, że jest siła, czad, potęga i surowość, jest dużo niezłych melodii i nośne refreny. Podobnie jest na Circles, choć z tymi refrenami już nie tak różowo i poszczególne utwory trudno rozróżnić. Wyróżniają się, ale in minus, kołyszące w rytmie reggae Fly Away i równie nijakie Domino, ale tak naprawdę to dwa jedyne zgrzyty na tej płycie. Może jeszcze delikatny i nieco mdły utwór tytułowy raczej nie porwie fanów gatunku. Reszta w zasadzie trzyma poziom, od kapitalnego dynamicznego Rockin’ With The Best na starcie, przez przebojowy w starym stylu Always Southern California, wściekle gitarowy Panic Attack (mój faworyt) czy wreszcie najcięższy w zestawie Soundboy Killa. Mniej spodobał mi się promujący album utwór Listening For The Silence, ale nie będę narzekał dla zasady – w końcu na singlu wydaje się piosenki prostsze, lżejsze, bardziej radiowe, i ta właśnie taka jest. Tak czy owak, całość się wybroni, a 37 minut przelatuje jak z bicza strzelił. 15 lat temu płyta Circles biłaby rekordy sprzedaży. Dzisiaj mało kto o niej usłyszy. Najważniejsze, że chłopaki z Kalifornii mają się całkiem dobrze, grają z radością i nie zdradzają gatunku. Tak trzymać!

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: