REAL-KASHIMA ANTLERS 3-1 Gareth Bale załatwia Realowi finał mundialu

Real-Kasima Antlers 3-1 klubowe mistrzostwa 2018 półfinałDwa lata temu w finale klubowego mundialu w Jokohamie Real Zidane’a pokonał Kashimę Antlers 4-2 po golach Benzemy i hat-tricku Cristiano Ronaldo, ale do sukcesu potrzebował dogrywki. Był to bardzo słaby występ madrytczyków przeciwko „tylko” gospodarzowi turnieju. Teraz w Abu Zabi znów przyszło się spotkać z Japończykami, tym razem w ramach półfinału Klubowych Mistrzostw Świata. Kashima wydaje się znacznie silniejszą drużyną niż w 2016 roku, jest aktualnym mistrzem Azji (a nie jedynie przedstawicielem organizatora), z kolei Real jest znacząco słabszy niż wtedy, a bez Cristiano Ronaldo ma wielkie kłopoty ze strzelaniem bramek. Jednak i tak to Królewscy są zdecydowanym faworytem nie tylko tego starcia, ale i całego turnieju. By zagrać w finale, musieli najpierw pokonać Kashimę. Wczoraj przykra niespodzianka spotkała innego faworyta, argentyńskie River Plate, które nie weszło do finału ulegając gospodarzowi turnieju Al-Ain, najbardziej utytułowanemu klubowi ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Przed meczem madryccy fani zadawali sobie tylko jedno pytanie – którą twarz Realu ujrzą? Tę leniwą, wypaloną i bezbarwną z ostatnich meczów ligowych, czy może ambitną, głodną sukcesu, godną mistrza Europy i świata? Czy Real jeszcze potrafi zachwycać, czy już tylko zanudzać widza? Niestety raczej to drugie, zachwycać już dawno przestał. Królewscy zaczęli w swoim stylu, czyli wolno i nudno, bez agresji i sportowej złości, bez dobrych kombinacji, a na tle dynamicznych Japończyków wyglądali jak opasły niedźwiedź po posiłku. Akcjom Kashimy brakowało wykończenia, a akcjom Los Blancos tempa i dokładności. Nawet polski komentator TVP idealnie dostosował się do tego sennego widowiska. O pierwszej połowie można by napisać, że się odbyła, bo zagrożenia pod bramką nie było po żadnej ze stron, gdyby nie dwójkowa akcja Bale’a z Marcelo z 44 minuty, po której Walijczyk zdobył gola. To był jedyny jasny moment spotkania – pierwsza dobra akcja Królewskich i od razu zakończona bramką.

Po zmianie stron Real poszedł za ciosem. W 49 minucie po strzale Benzemy piłkę z pustej bramki wybił Shuto, a 4 minuty później obrońcy popełnili fatalny błąd, który bezlitośnie wykorzystał Bale i podwyższył prowadzenie. To jednak nie koniec, bo chwilę później Gareth huknął jak z armaty i skompletował hat-tricka, wyrównując, a nawet poprawiając wynik Ronaldo sprzed dwóch lat (bo do zdobycia trzech bramek nie potrzebował dogrywki – wystarczyło mu 11 minut). To zadowoliło madrytczyków na tyle, że wrócili do gry sprzed przerwy, znów było nudno i bezbarwnie (jedyną dobrą okazję zmarnował Lucas Vázquez), aż w 78 minucie ich niefrasobliwość zakończyła się stratą bramki. Nic to zmieniło, bo wynik 3-1 i tak dawał Królewskim awans do finału, a kolejnych bramek nie chciało im się strzelać. Grali chodzonego już do końca, zresztą po zejściu Bale’a i wejściu Isco atak Realu przestał istnieć, a nieporadność Hiszpana do spółki z Benzemą budziła uśmiech politowania. Ostatecznie więc cel został osiągnięty, a o stylu i tak nikt nie będzie pamiętał. Zwłaszcza, że Królewscy od dawna go nie posiadają. Grają nudno, wolno, minimalistycznie, ale czasem na chwilę budzą się ich gwiazdy – dzisiaj sprawę załatwił Gareth Bale.


Plus meczu: Bale

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: