VIKTORIA-REAL 0-5 Czeska manita nadzieja rozkwita

Viktoria-Real 0-5 Liga Mistrzów 2018/2019Dwa kolejne zwycięstwa bez straconej bramki wlały nadzieję w serca fanów Realu, że drużyna wychodzi z dołka. Powoli, mozolnie, ale jednak. Nikt nie chce pamiętać, że pierwszy mecz pod wodzą Solariego był z trzecioligowcem, a w drugim ekipa miała sporo szczęścia, bo wcale nie grała dobrze. Ważne, że zanotowano dwie wygrane, a główną postacią obu spotkań był 18-letni Vinícius, brazylijski talent pozyskany latem i kompletnie niezauważany przez trenera Lopeteguiego. Wobec katastrofalnej formy i statycznej gry weteranów właśnie tego brakowało Realowi – kogoś młodego, bezczelnego i przebojowego, kto odczuwa głód sukcesu i na boisku potrafi zrobić coś więcej niż podanie do najbliższego kolegi. Przed rewanżowym meczem Ligi Mistrzów w Pilźnie wszystkich nurtowało więc pytanie, czy Santiago Solari zaryzykuje i wstawi go do składu, czy wzorem poprzedników postawi na klasyczną jedenastkę wypalonych gwiazdorów o wielkich nazwiskach i niewielkich chęciach. Wybrał wariant pośredni, rezygnując z Modricia i Isco, dając szansę Lucasowi i Ceballosowi.

Pierwsze minuty miały prawo niepokoić zwolenników Los Blancos, którzy grali chaotycznie, nerwowo i dali się zepchnąć do głębokiej defensywy. W 20 minucie role się odwróciły – pierwsza, bardzo efektowna akcja Benzemy przyniosła gola, a zaraz potem głową trafił Casemiro. Teraz Czesi zaczęli się denerwować, a ich błędy przyniosły kolejne bramki Benzemy i Bale’a. Do przerwy było po meczu. W drugiej połowie Królewscy ograniczali się do kontrolowania gry, nie forsowali tempa, ale i tak dołożyli kolejne trafienie – w 67 minucie po dograniu Viníciusa Hruškę przelobował Kroos. Więcej goli nie było, jednak to i tak najbardziej efektowna wygrana w tym sezonie. Viktoria nie przypominała drużyny sprzed dwóch tygodni, ale madrytczycy także nie zagrali wielkiego spotkania, lecz byli do bólu skuteczni. 6 strzałów w światło bramki zamienili na 5 goli. Właściwie trafili jeszcze raz w 91 minucie, ale sędzia pomylił się i gola nie uznał, chociaż Lucas nie był na spalonym.

Solari być może tym spotkaniem zapewnił sobie pracę do końca sezonu. Trzy mecze pod jego wodzą to trzy zwycięstwa i bilans bramek 11-0. Może rywale niezbyt wymagający, ale na razie Argentyńczyk dzierży magiczną różdżkę i w cudowny sposób odmienił konającą drużynę. Jeszcze nie wszystko wychodzi, widać wiele błędów i niedokładności, ale wyniki są więcej niż dobre. Kolejny, tym razem poważny test w niedzielę na Balaídos w meczu z Celtą.


Plus meczu: Benzema

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: