REAL-VIKTORIA 2-1 Wymęczone zwycięstwo z mistrzem Czech

Real-Viktoria Pilzno 2-1 Liga Mistrzów 2018/2019Leżącego się nie kopie. Zgodnie z tą dewizą bez zbędnych wstępów przejdę do oceny występu Realu, który po moskiewskim blamażu w ramach fazy grupowej Ligi Mistrzów podejmował dzisiaj innego futbolowego „giganta”, Viktorię Pilzno. Oczywiście, że obowiązkiem madrytczyków było wygrać to spotkanie, i to wygrać wysoko (Roma wbiła Czechom 5 bramek), ale podobnie twierdziłem trzy dni temu przed meczem z Levante, a piłkarze znów splunęli mi w twarz. Dzisiaj chyba nawet Korona Kielce byłaby dla Królewskich trudnym rywalem. Od jakiegoś miesiąca oglądanie wypalonej, leniwej i rozpieszczonej kadry Los Blancos to bardziej przykry obowiązek niż prawdziwa przyjemność. Tysiące podań, zero pomysłu. Setki wrzutek, zero ruchu. Pod wodzą Julena Lopeteguiego piłkarze grają wolno, schematycznie, nudno, za mało biegają i nie stosują pressingu. Teraz jednak grunt zaczął im się palić pod nogami, bo Real jest w kryzysie największym od dekady (tylko 1 bramka i 4 porażki w ostatnich 5 meczach) i nikogo już nie interesują puste usprawiedliwienia. Tu nawet nie chodzi o zmianę trenera, bo ta wydaje się przesądzona. Tu potrzebne są wyniki i to od zaraz, inaczej pozornie łatwa grupa w Lidze Mistrzów może się niepotrzebnie skomplikować.

To był dziwny mecz. Gospodarze nie wyglądali, jakby grali o życie, czy o posadę trenera albo odzyskanie zaufania kibiców. Grali znacznie gorzej niż z Levante. Ślimacze tempo akcji, wstrzymywanie kontr, masa niedokładności, nonszalancja w obronie – to kumulacja błędów królewskiej ekipy i wizytówka pracy Lopeteguiego. Madrytczycy w pierwszej połowie nie skonstruowali ani jednej zgrabnej akcji! Ramos strzelił głową w słupek po rzucie rożnym, Isco po kiksie obrońcy nie trafił w bramkę w sytuacji sam na sam – mógł podać do wolnego Kroosa czy Benzemy obok, ale wolał sam spartolić setkę. Humory wszystkim poprawił aktywny dziś Benzema strzelając gola w 11 minucie po dograniu Lucasa. Ale to 1-0 do przerwy to żaden wynik, bo Czesi powinni byli prowadzić – zmarnowali trzy setki nie trafiając w idealnych sytuacjach. Te sytuacje sami sobie wypracowali grając szybko i dokładnie. Zostawili po sobie dobre wrażenie, a żegnany gwizdami Real wręcz przeciwnie. Prowadzenie cieszyło, ale gra absolutnie nie. Fatalnie wypadł żółwiowaty Modrić, niemal każde podanie psuł Bale rozgrywający 200. mecz w barwach Realu, wystawiony na lewej obronie Lucas (dlaczego nie Odriozola???) był wiecznie spóźniony, i tak dalej. Wydawało się, że w tej napiętej sytuacji trener coś zmieni, poprawi, że wydobędzie z piłkarzy dodatkowe moce, chęci. Nie zrobił nic. Real był ospały, apatyczny i nudny jak flaki z olejem. Jeszcze gorszy niż w kilku przegranych niedawno meczach. Ale trener widocznie akceptuje takie dziadostwo, bo nie dokonał żadnych zmian, więc po przerwie oglądaliśmy drugi etap wyścigu ślimaków.

W 50 minucie przy zupełnie biernej postawie Ramosa Viktoria mogła wyrównać, lecz znów zabrakło precyzji. Real niby naciskał, ale po swojemu, czyli wolno i bezbarwnie, bez dokładności i jakości. W 54 minucie zszedł Isco, a zastąpił go… Valverde, który dotąd u Julena nie grał w żadnym meczu. To właśnie Urugwajczyk w swojej pierwszej akcji podał do Bale’a, ten przedłużył do Marcelo, a obrońca podcinką strzelił na 2-0. Potem pokaz kuracjuszy z Ciechocinka trwał dalej i nie działo się nic godnego wspominania. Aż do 78 minuty, bo wtedy najpierw setkę zepsuł Lucas, a chwilę później Hrošovský po ładnej akcji strzelił bramkę kontaktową i znów na Bernabéu wróciły nerwy. Czesi zaczęli rządzić, dyktować tempo, przeprowadzać akcje, a madrytczycy rozpaczliwie bronili nędznego wyniku tracąc na ostatnie 5 minut Marcelo, który po brutalnym faulu kulejąc zszedł z boiska. Real grający na czas z mistrzem Czech to jest piękne podsumowanie tej drużyny. Ostatecznie trzy punkty zostały w Madrycie, ale tym meczem Lopetegui na pewno nie zapunktował. Nikogo do siebie nie przekonał. Zapewne odroczył wyrok do niedzielnego Klasyku, bo Real wygrał, ale gra jego drużyny wygląda tragicznie. Oglądając te żałosne popisy starych, zmęczonych ludzi z królewskim herbem na piersi naprawdę trudno być optymistą.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: