REAL-LEVANTE 1-2 Haniebny wynik Realu Lopeteguiego

Real-Levante 1-2 hiszpańska la liga 2018/2019Każda przerwa na reprezentację bardzo się dłuży z punktu widzenia kibica drużyny piłkarskiej. W przypadku Realu te dwa tygodnie ciągnęły się niczym całe miesiące. Kryzys, jakiego od lat nie było w Madrycie, potęgował oczekiwania. Totalny brak kreatywności piłkarzy w ostatnich meczach, widoczny brak chęci i zaangażowania, gra na stojąco i wyraźny brak konkretnej taktyki na mecz poza „trzymamy piłkę” wzbudził u zarządu zwątpienie w pracę nowego trenera Los Blancos. Tak grający Real nudzi, irytuje, odpycha, a więcej potknięć niż zwycięstw i 409 minut bez zdobytego gola to kiepska wizytówka szkoleniowca po 11 spotkaniach. Julen Lopetegui jeszcze uratował posadę, ale nikt nie wie, na jak długo. Teraz każdy kolejny mecz to jego być albo nie być. Ten dzisiejszy z Levante mógł przelać czarę goryczy, gdyby Królewscy kontynuowali swą niemoc. I zaczął się najgorzej jak mógł, bo po kwadransie goście wygrywali 2-0, obie bramki padły po błędach Varane’a. Wprawdzie Real szybko odpowiedział golem Asensio, ale VAR pokazał, że Hiszpan był na pozycji spalonej, więc bramka nie została uznana. Do gry madrytczyków wkradła się nerwowość, co nie może dziwić, bo przecież stwierdzenie, że Levante dominuje Real na Bernabéu brzmi jak ponury żart. To jednak nie żart, taka jest dzisiaj rzeczywistość w Madrycie. Goście może nie dominowali w posiadaniu piłki, ale mieli swój wynik, a po zdobyciu dwóch bramek cofnęli się i wyprowadzali groźne kontry (nawet strzelili gola numer 3, ale wcześniej był spalony). Gospodarze stwarzali sytuacje, ale albo brakowało szczęścia (strzały Mariano i Casemiro w poprzeczkę), albo świetnie bronił Oier. Mimo to trudno nazwać grę Los Blancos dobrą – była zbyt statyczna i mało kreatywna. Czyli nic nowego… Nie ma kto rozegrać, nikt nie umie minąć rywala, nie wystawia się do gry kombinacyjnej, a same dośrodkowania na aferę niczego nie rozwiążą, gdy przeciwnik jest zorganizowany w obronie. Zmasowaną defensywę rozrywa się szybkimi akcjami z klepki, dynamicznymi wejściami w pole karne – niczego takiego Real nie oferuje, a gra w tempie kuracjuszy z Ciechocinka.

Po przerwie na boisko wszedł Gareth Bale, potem jeszcze Benzema i Ceballos, ale niewiele to zmieniło. Madrytczycy dalej przeważali, lecz nie umieli skutecznie zamknąć swoich akcji. Dopiero uderzenie Marcelo w 72 minucie znalazło drogę do siatki, ale i tak Real Lopeteguiego był blisko pobicia haniebnego rekordu – 480 minut bez gola to drugi najgorszy wynik w 116-letniej historii królewskiego klubu (do rekordu zabrakło kilkunastu minut). Nie można powiedzieć, że nie było sytuacji, Benzema trafił w słupek, Mariano strzelił bramkę z minimalnego spalonego, w sumie madrytczycy oddali ponad 30 uderzeń na bramkę Levante, ale często były to strzały rozpaczy, które liczą się do statystyk, ale goli nie dają. Przez minione dwa tygodnie jedno się nie zmieniło – Real bez względu na to, w jakim gra składzie, nadal jest apatyczny i pasywny, nie ma tu ruchu bez piłki, nie ma przebojowych akcji, brakuje zawziętości i błysku geniuszu, który jeszcze niedawno ta drużyna miała. Przy takiej postawie trudno będzie myśleć nie tylko o jakichkolwiek trofeach, ale trzeba zacząć się martwić, czy drużyna w ogóle zagra w Lidze Mistrzów, a bieżącej edycji nie zakończy na starciach z Viktorią Pilzno…

Przyszłość Julena Lopeteguiego cały czas wisi na cienkim włosku, a być może już jest przesądzona. Miał dwa tygodnie być coś zmienić, ale jego drużyna wciąż nie gra dobrze (w 12 meczach tylko 5 razy zwyciężyła i aż 5 razy przegrała). Trudno uwierzyć, że Hiszpan jest w stanie to odmienić. Dzisiaj miał być powrót na szczyt, a widzieliśmy kolejny etap drogi na dno. Levante wygrało w Madrycie takim samym wynikiem, jak rok temu eliminując drużynę Zidane’a z Pucharu Króla. Seria bez gola została zakończona, ale wstyd pozostał.


Minus meczu: Varane

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: