NUN Zakonnica

Nun Zakonnica 2018 recenzja HardyNUN
Zakonnica
2018, USA
horror
reż. Corin Hardy

Pamiętacie demoniczną zakonnicę, która pojawiła się w sequelu słynnej Obecności malezyjskiego reżysera Jamesa Wana? Intrygująca postać wzbudzała grozę, ale i ciekawość widzów, było więc oczywiste, że niedługo dostanie własny film. Długo nie musieliśmy czekać. Wprawdzie Wan, czołowy hollywoodzki dostawca grozy tym razem sam nie firmuje nowego obrazu (Zakonnica jest autorstwa Corina Hardy’ego), jest jednak jego producentem, miał więc pewien wpływ na ostateczny efekt, a przynajmniej śmiało można wymieniać jego nazwisko przy promocji dzieła. Zbieżność z Obecnością jest oczywista także za sprawą bohaterów obu filmów – państwa Warrenów, amerykańskich demonologów i badaczy zjawisk paranormalnych, których tutaj również wpleciono na samym początku i dla pewności również na końcu filmu (bardziej dosadnie już nie dało się tego zasugerować). Można więc uznać Zakonnicę za prequel Obecności 2, lecz te wszystkie skojarzenia działają niestety na niekorzyść filmu Hardy’ego – potęgują bowiem oczekiwania, których omawiana produkcja nie spełnia. Brak tu ręki Wana, jego wyczucia i klasy. Brak też grozy, jaką obiecywały zapowiedzi („najstraszniejszy horror ostatnich lat”) i trailer (blokowany przez Youtube, gdyż ludzie podobno mdleli z przerażenia).

Fabuła cofa nas do powojennej Rumunii, gdzie w opanowanym przez złe moce starym opactwie młoda zakonnica odebrała sobie życie. Zagadkę jej śmierci ma wyjaśnić watykański kapłan od zadań specjalnych, któremu towarzyszy zakonna nowicjuszka, na miejscu dołącza do nich kanadyjski bawidamek zwany Francuzikiem. Po co? Chyba po to, by horror przestał straszyć, a zaczął bawić. Jego żarciki i cięte riposty rozładowują atmosferę, ale psują klimat, jaki misternie budowano w pierwszych minutach opowieści zamieniając gotycki horror (jakim Zakonnica mogła być) w groteskową, kiczowatą parodię. Szkoda, bo początek był naprawdę obiecujący – budzące grozę, posępne stare zamczysko utopione w oparach mgły pełne zakurzonych korytarzy i skrytych w mroku komnat, niewyjaśniona tajemnica za drzwiami, gdzie Bóg już nie rządzi, odwieczna walka dobra ze złem. Z czasem klimat ulatuje, nie tylko za sprawą zmiany konwencji i ganiającego duchy ze strzelbą i łopatą Francuzika – historii brak konsekwencji, aktorom charyzmy, postacie są płaskie (za wyjątkiem wspomnianego Frenchie – to akurat wyrazista postać, tylko nie z tej bajki), zwłaszcza Valaka przedstawiono wyjątkowo płytko (demon pod postacią upiornej zakonnicy o wyglądzie Marilyna Mansona wraz z każdym pojawieniem się na ekranie przeraża coraz mniej), a budowanie napięcia głównie za pomocą efekciarskich jumpscare’ów nie przystoi horrorowi, który jawnie przyznaje się do pokrewieństwa z genialną Obecnością.

Jeśli jednak zapomnimy o tych powiązaniach (także o trailerze oraz przekłamującej prawdę kampanii marketingowej) i spojrzymy na Zakonnicę z przymrużeniem oka taktując ją jako przygodowe kino z elementami horroru, i co ważniejsze – jako odrębny byt (co samo w sobie jest trudne, bo przynależność filmu do uniwersum budowanego wokół Warrenów jest wielokrotnie podkreślana), ocena nie będzie aż tak surowa. Scenariusz nadal kuleje, ale efekty specjalne wręcz przeciwnie. Urzekną nas świetne zdjęcia i charakteryzacja postaci, jak również niepokojąca muzyka polskiego kompozytora Abla Korzeniowskiego, czasem podskoczymy ze strachu w fotelu, innym razem docenimy komizm sytuacyjny oraz dowcip i pomysłowość jednego z bohaterów. Niby niewiele, ale zawsze coś, inne filmy często nawet tyle nie oferują. Na pewno nie jest to jeden z najstraszniejszych horrorów ostatnich lat, jak go reklamowano. Idąc do kina wyluzujcie się, zweryfikujcie swoje oczekiwania, wtedy możecie mieć nieco frajdy z seansu, a to zawsze lepsze niż narzekanie. Ja mimo wszystko trochę miałem i daję gwiazdkę więcej.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: