PAUL McCARTNEY Egypt Station

Paul McCartney Egypt Station recenzjaPAUL McCARTNEY
Egypt Station
2018

Paul McCartney, jeden z dwóch filarów legendarnych Beatlesów. To wystarczy za rekomendację. Czego więc należy się spodziewać po jego nowej płycie? Moim zdaniem niczego. 76-letni dziś twórca nie musi nic udowadniać ani na nowo rewolucjonizować muzyki. Zrobił to 50 lat temu i wystarczy. Grunt, żeby za wiele nie eksperymentował z innymi gatunkami (co mu się przecież ostatnio zdarzało) i dalej pisał swoje proste pop-rockowe piosenki. Dla jednych urocze, dla innych błahe i niewarte uwagi, bo i tak nie przebiją klasyków z lat 70. i 80. – kwestia gustu. Ważne, że pisze je sam, nie korzysta z całego tabunu songwriterów (jak choćby wychwalany pod niebiosa przez nastolatków Ed Sheeran), mało tego – sam namalował okładkę płyty, gra na gitarach, fortepianie, czasem na bębnach, a na koncertach ma więcej energii niż niejeden współczesny idol. Sir Paul po 5 latach przerwy właśnie wydał nowy album zatytułowany Egypt Station. Po cichu, bez nadmiernego szumu i szeroko zakrojonej promocji. Nie potrzeba jej. Wystarczy nazwisko.

Daleki jestem od tego, by stawiać laurkę za sam fakt bycia eks-Beatlesem. Czasy Band On The Run czy nawet Tug Of War dawno minęły, a McCartney ma w swojej dyskografii znacznie więcej piosenek zwyczajnie słabych niż tych znakomitych. Pytanie zawsze brzmi – które dominują na danym albumie? Na tym nowym jest po połowie. Czyli całkiem przyzwoicie, a na pewno lepiej niż 5 lat temu na płycie New. Jest bardziej różnorodnie, takie było założenie autora. „Egypt Station rozpoczyna się jak podróż na stacji z pierwszą piosenką, a każdy kolejny utwór to nowy przystanek na trasie. Piosenki stworzyłem wokół tego pomysłu.” Na singlu album promowały utwory I Don’t KnowCome On To Me. Pierwszy to typowa mccartneyowska piosenka utrzymana w średnim tempie, której najładniejszy fragment to akustyczno-fortepianowy wstęp. Drugi to już próba pokazania rockowego pazura, trochę nijaka i bezbarwna, ale po udostępnieniu w sieci szybko uzyskała 30 mln odsłon. Dzisiaj to jest miara popularności, a nie listy sprzedaży – takie czasy. Jeszcze gorzej prezentuje się miałki Fuh You – wydany na najnowszym singlu utwór, do którego nagrania Paul zaprosił Ryana Teddera z OneRepublic. Chłam i tandeta niegodna McCartneya. Czyli ma szansę zostać hitem – takie czasy. Jeśli już mam stąd wybierać melodyjne pop-rockowe przeboje, to stawiam na Who Cares z dobrą melodią, rytmem i gitarą a la Dire Straits. Mnie jednak zaintrygowały te mniej oczywiste nagrania. Kameralne ballady Happy With You czy Hand In Hand. Akustyczny Dominoes z beatlesowskim finałem. Dziwaczny, ciekawie zaaranżowany Caesar Rock ze skocznym motywem. Wspomnę nawet brazylijski tylko z nazwy Back In Brazil, który jest rodzajem zabawy instrumentami i motywami – coś zupełnie innego, świeżego, taka odskocznia od poważnych ballad. Najważniejsza w zestawie wydaje się jednak 7-minutowa, zaangażowana politycznie (satyra na Trumpa) kompozycja Despite Repeated Warnings, ze względu na konstrukcję przywodząca na myśl słynne Live And Let Die (do której się mimo wszystko nie umywa). Ze spokojnym początkiem i rockowym rozwinięciem to najambitniejszy utwór na płycie, chociaż autor zostawił jeszcze jedną niespodziankę w postaci miksu trzech melodii pod tytułem Hunt You Down/Naked/C-Link. Ni to suita, ni pojedyncze nagranie. Przerost formy nad treścią? Poniekąd tak, bo każda część inna i nijak to do siebie nie pasuje, ale bluesowy finał kompozycji (czyli część nazwana C-Link) to najlepsze 3 minuty na płycie. Szkoda, że autor nie poszedł w tym kierunku i takiego grania nie zawarł więcej.

Słowo podsumowania? Egypt Station to całkiem przyjemna podróż przez różnorakie okresy twórczości McCartneya. Nie na każdej stacji warto wysiąść, niektóre rażą prymitywizmem, inne są uprzątnięte i zadbane, ale te wielobarwne kompozycje dowodzą, że facet nadal jest w świetnej formie. Moim zdaniem to najlepsza jego płyta w tym stuleciu i jedna z lepszych w ogóle, ale daleko jej do miana wybitnej. Nie szkodzi. Wielkie rzeczy McCartney robił kiedyś. Dzisiaj po prostu znów pisze zwykłe, miłe dla ucha piosenki i każdy może tu coś odpowiedniego dla siebie znaleźć.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: