ESPANYOL-REAL 1-0 Wymęczona wygrana bezbarwnej drużyny

Real-Espanyol 1-0 hiszpańska la liga 2018/2019Nie co dzień jest niedziela – po środowym koncercie w Lidze Mistrzów przyszła mizeria w lidze hiszpańskiej. Real podejmował Espanyol grając bez Marcelo, Kroosa, Bale’a i Carvajala. O ile strata tego ostatniego nie była zauważalna, bo świetnie zadebiutował pozyskany latem Álvaro Odriozola i prezentował się lepiej niż jego starszy kolega, o tyle reszty ewidentnie brakowało. Real długo dominował, ale zupełnie nic z tego nie wynikało, a brak napastnika był aż nadto widoczny. Oczywiście na boisku był Benzema, ale trudno go nazwać napastnikiem – poruszał się głównie w rejonie mediapunty, a strzałów nie oddawał. Tak więc cała gra polegała na wymianie podań i bezproduktywnych wrzutkach, których nie miał kto kończyć, bo brakowało napastnika. I tak w koło Macieju. Królewscy niby grają ładnie dla oka, widać pewne zaczątki stylu Lopeteguiego (na przykład wreszcie funkcjonuje pressing, słowo nieznane od lat w Madrycie), ale co z tego, gdy tym wszystkim akcjom brak wykończenia. Schemat jest taki: 30 podań, dojście do pola karnego i albo wrzutka, albo podanie do tyłu, cofnięcie do Ramosa i budowanie akcji od nowa, czyli znowu 30 podań, i tak dalej. Ten schemat rzadko jest łamany, ale czasem rywal się gubi i wtedy powstaje zagrożenie. Tak było w 41 minucie, gdy piłkę odbitą od gracza z Barcelony przejął Asensio i zdobył bramkę. To był jedyny celny strzał przed przerwą. Espanyol po kontrach miał dwie setki, lecz obie zmarnował.

Po zmianie stron było podobnie – dwa strzały na samym początku (przynajmniej tyle),a potem znowu nic. Zwykle zawodziło ostatnie podanie, a gdy już raz Ramos głową celnie uderzył, na posterunku był Diego López, dobry znajomy z sezonu Décimy. Wiele się dzisiaj nie napracował. Podobnie jak Courtois po drugiej stronie, który jednak najadł się strachu po katastrofalnym błędzie Ramosa, gdy Iglesias trafił w poprzeczkę. Ostatni kwadrans to już czysta desperacja Los Blancos. Madrytczycy zupełnie oddali pole gościom, często nie umieli opuścić własnej połowy, gubili się przy wyprowadzaniu akcji, i tylko mizernej skuteczności rywala mogą zawdzięczać, że utrzymali prowadzenie do końca.

Mecz do szybkiego zapomnienia, który jedynie udowodnił, że wcale jeszcze nie jest tak dobrze, jak można było myśleć po wygranej z Romą. Dzisiaj nie funkcjonowało nic, a radują tylko trzy punkty. Sama gra i słabość w końcówce nie napawają optymizmem przed meczami z Sevillą i Atlético.


Plus meczu: Odriozola

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: