Drugi mecz półfinałowy rosyjskiego mundialu był znacznie lepszy pod względem czysto piłkarskim niż wczorajsze szachy Francuzów. Chorwacja po dwóch dogrywkach miała prawo być bardziej zmęczona i przez pierwszą połowę na taka wyglądała, podczas gdy Anglicy byli szybcy, dokładni i bardzo konkretni, bo już po 5 minutach prowadzili po świetnym uderzeniu Trippiera z rzutu wolnego. Grali spokojnie i w pełni kontrolowali boiskowe wydarzenia. W przerwie stało się coś dziwnego, bo po zmianie stron Anglia stanęła, a Chorwacja wreszcie zaczęła grać. Już nie było niechlujnych podań, a akcje zaczęły się zazębiać. W 68 minucie wyrównał Perišić, a chwilę później trafił w słupek. Decydujący gol padł w dogrywce, gdy Mandžukić wykorzystał gapiostwo Stonesa. Anglicy wciąż mieli kwadrans na wyrównanie, ale nawet nie oddali celnego strzału (nie mogli wygrać, skoro w ciągu 120 minut trafili w bramkę tylko raz – w 5 minucie). Sam entuzjazm to za mało, a typowa dla nich solidność była widoczna tylko w pierwszej połowie. Chorwacja po dwóch horrorach z happy endem dzisiaj zagrała znacznie lepiej (w prawdzie tylko przez godzinę, ale to wystarczyło) i zasłużenie awansowała do moskiewskiego finału.
