COMMUTER Pasażer

Commuter Pasażer recenzja Liam NeesonCOMMUTER
Pasażer
2018, USA, Wielka Brytania
thriller
reż. Jaume Collet-Serra

Liam Neeson to taki współczesny Steven Seagal, który zdominował kino sensacyjne w latach 90., walcząc w pojedynkę na ziemi i w powietrzu, rozwalając terrorystów na statku, w pociągu i w samolocie. Tą samą drogą kroczy Neeson, i chociaż nie bije się tak efektownie (ten element zostawił dla Jasona Stathama), to od czasów Uprowadzonej (czyli dokładnie od dekady) jest głównym twardzielem kina akcji. Mimo pewnej powtarzalności i absurdalności scenariusza (co jest nieuniknione w tego typu produkcjach) filmy z jego udziałem nadal dają się oglądać, a czasem wręcz zaskakują klimatem i dostarczają sporo emocji. Zwłaszcza, gdy ich reżyserem jest Jaume Collet-Serra. Współpraca aktora z Katalończykiem układa się znakomicie, a tegoroczny Pasażer to już 4. ich wspólne dzieło po tak udanych tytułach, jak Tożsamość, Non-Stop i najmniej znany, ale najciekawszy z zestawu Nocny pościg.

Tym razem Neeson jako Michael MacCauley, oczywiście przykładny mąż i ojciec, który dla dobra rodziny wyniszczającą pracę w policji zamienił na nudne sprzedawanie ubezpieczeń, musi wykonać przedziwne zadanie. W pociągu, którym od 10 lat podróżuje do pracy, przysiada się do niego atrakcyjna kobieta (Vera Farmiga) i proponuje mu sto tysięcy dolarów za zlokalizowanie pewnej osoby, która wysiądzie dopiero na ostatniej stacji. Oferta jest kusząca, gdyż agent właśnie stracił pracę i nie ma z czego opłacić rachunku za prestiżowe studia syna. Dramatycznie robi się jednak dopiero wtedy, gdy tajemnicza Joanna informuje go, że jeśli nie rozwiąże zagadki, ucierpią jego najbliżsi. Michael zdaje sobie sprawę, iż jest tylko pionkiem na szachownicy, został uwikłany w niebezpieczną intrygę, która jest grubymi nićmi szyta, a napięcie rośnie z każdą minutą seansu. Już na pierwszy rzut oka widać spore podobieństwo do obrazu Non-Stop z 2014 roku. Tam Neeson na pokładzie samolotu ścigał terrorystę, tutaj w pociągu ma znaleźć osobę, która nikomu nie zagraża, poza możnymi mocodawcami wspomnianej femme fatale.

Nie da się ukryć, że czasy klasycznych sensacyjniaków odeszły do lamusa. Takie filmy nie kręcą dzisiejszej widowni, zresztą rzadko wychodzą poza utarty schemat potrafiąc zaskoczyć i zaintrygować widza. Pytanie, czy to jest niezbędne? Czy nie wystarczy, że film jest sprawnie nakręcony, trzyma tempo, a fabuła ma sens i przynajmniej pozory realizmu? Mnie to przekonuje, staram się dostrzec plusy tego obrazu. Wartka akcja, oryginalny pomysł (przynajmniej na początku), liczne zwroty akcji, stopniowanie napięcia, klaustrofobiczny klimat i duszna atmosfera pędzącego ku nieuniknionej katastrofie pociągu, wreszcie niezła obsada (m.in. Patrick Wilson, Jonathan Banks, Sam Neill) i aktorstwo przeżywającego drugą młodość Neesona. Jest też kilka wad – niezniszczalność bohatera, przeszarżowane sceny walk czy zbytnie nagromadzenie absurdów i szczęśliwych zbiegów okoliczności, ale tak naprawdę nie ma czasu tego analizować, bo dzieje się wiele i to do samego końca. Jeśli tylko zaakceptujemy nieco naciągane rozwiązania fabularne, kaskaderskie popisy aktora i efekciarskie CGI, możemy mieć sporo frajdy z seansu, bo zachowany został charakterystyczny styl i struktura ostatnich filmów Neesona. Choć to i tak najsłabszy obraz z czterech nakręconych przez Hiszpana, jest i tak wystarczająco dobry, by poświęcić mu półtorej godziny życia.

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: