SEVILLA-REAL 3-2 Porażka Realu po żenującym występie

Sevilla-Real 3-2 hiszpańska la liga 2017/2018Na Estadio Ramón Sánchez Pizjuán Real Madryt wystąpił dzisiaj w eksperymentalnym zestawieniu. Potocznie mówimy, że grał skład B, a podstawowi zawodnicy mieli wolne. Te głębokie rezerwy miały za zadanie wywieźć punkty z Sewilli lecz to się nie tylko nie udało, ale Królewscy zostawili po sobie fatalne wrażenie. Po żenującym występie przegrali 2-3 przez długi czas nie potrafiąc w ogóle zagrozić bramce Sorii. To tym bardziej dziwne, że przecież na boisku byli gracze, którzy powinni gryźć trawę, powinni chcieć udowodnić swą przydatność dla Realu, swą gotowość do gry w pierwszym składzie. Udowodnili jedynie, że chyba pomylili kluby. Do tej szarej masy dostosowali się poziomem Benzema, Asensio czy Lucas nie prezentując nic godnego uwagi. Sevilla dwoma, trzema zagraniami przybliżała się do bramki Casilli, a każde podanie miało zdobyć teren i posunąć akcję do przodu. Z kolei pierwszą myślą piłkarzy Zidane’a jest zawsze odegranie do tyłu – to jest podstawowa różnica między tymi drużynami. Poza ambicją i chęciami oczywiście. Sevilli zależało, bo drużyna walczy o udział w Lidze Europy, a Królewscy nie walczą o nic – grali bezpiecznie, wolno, schematycznie i nudno. Czyli tak jak zazwyczaj. Niby mecz o pietruszkę, ale aż tak olewać nie wpada. Zwłaszcza w starciu z ekipą, która niedawno miała serię 10 meczów bez zwycięstwa.

W pierwszej połowie madrytczycy oddali 1 (słownie:jeden) celny strzał. Nie mieli pomysłu, przegrywali niemal wszystkie pojedynki, byli spóźnieni, wolniejsi i słabsi technicznie od przeciwnika, do tego ich powtarzane do bólu wrzutki nie miały szans przy wieżowcach Sevilli. Gole jednak padły, ale w drugą stronę. W 26 minucie zaspał Ramos i gola na 1-0 strzelił Ben Yedder. W 41 minucie powinno być 2-0 dla gospodarzy, ale Real się cudem uratował. Co się odwlecze, nie uciecze – gola nr 2 zdobył Layún w 45 minucie. Po zmianie stron Real niby przycisnął, ale tak samo bezbarwnie jak wcześniej. Bez polotu, bez finezji, bez ruchu do piłki, bez wizji gry, przykro było patrzeć na tę nieporadność ustępującego mistrza Hiszpanii. Nawet rzut karny wywalczony przez Lucasa nie został zamieniony na bramkę. Nie trafił Ramos. Czy Madryt nie ma napastników, że jedenastkę i rzuty wolne wykonuje obrońca? Ramos zdobył swojego gola – w 85 minucie zaliczył trafienie samobójcze po odbiciu uderzenia Sandro. A potem miało miejsce ważne wydarzenie – w 86 minucie Real oddał swój drugi celny strzał w meczu! Madrytczycy grali do końca i minutę później zdobyli honorową bramkę po pięknym uderzeniu głową Mayorala. Borja wszedł na ostatni kwadrans i zrobił więcej niż Benzema przez 90 minut. Ale w końcu to napastnik, a nie tylko atrapa. To zawstydzające widowisko efektownie zamknął sędzia dyktując w 94 minucie drugi rzut karny dla Królewskich. Jedenastka z kapelusza, bo wprawdzie Theo był uderzony bez piłki, ale sam wcześniej sprowokował zajście. Tym razem Ramos się nie pomylił i nieco przypudrował wynik. Porażka 2-3 już takiego wstydu nie przynosi, ale sama gra jak najbardziej tak. Real praktycznie przegrał dziś szansę na zajęcie 2. miejsca w tabeli. To najgorszy sezon od dekady i nawet wygranie Ligi Mistrzów tego faktu nie zmieni.

Panom ze składu B już dziękujemy, poszukajcie sobie klubu na miarę waszych możliwości – może Levante, Leganés albo Getafe czy coś podobnego. Żaden z letnich nabytków nie wniósł kompletnie nic do gry Los Blancos, teraz widać jak bardzo pomylił się Zidane planując kadrę przed sezonem.


Minus meczu: Ramos, Theo, Ceballos, Lucas, Benzema, Asensio

Udostępnij
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  

Post Author: Sławek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Potwierdź, że nie jesteś automatem: